Prawdziwy rollercoaster zaserwował kibicom tenisa Filip Pieczonka w II rundzie turnieju Invest in Szczecin Open. Zabrakło w nim happy endu, bo Polak przegrał z 36-letnim Argentyńczykiem Marco Trungellitim 7:6(3), 5:7, 4:6.
Zdecydowanym faworytem był Argentyńczyk zajmujący 83. miejsce w rankingu ATP. Jednak 22-letni Pieczonka w Szczecinie spisywał się rewelacyjnie. Jak burza przeszedł eliminacje, a w I rundzie turnieju głównego pokonał Portugalczyka Pereirę. Rozpędzony tenisista z Gdańska nie zamierzał zatrzymywać się i znakomicie rozpoczął dzisiejszy mecz. W pierwszym secie zwyciężył po tie-breaku, wygranym do trzech. Znakomita passa trwała w kolejnej partii, bo już w drugim gemie Pieczonka przełamał faworyta.
W kolejnych zadziwił kibiców i samego Argentyńczyka, który z podziwem i niedowierzaniem kręcił głową. Trwało to do stanu 5:2 dla Pieczonki, bo późnej nastąpiło coś niewytłumaczalnego. W kolejnych pięciu gemach wygrał zaledwie cztery piłki i przegrał seta 5:7. Jedynym wytłumaczeniem nagłej słabości Pieczonki może być to, że nie wytrzymał presji i przestraszył się szansy wygrania meczu. Kolejne zwroty akcji mieliśmy w trzecim secie, gdy zawodnicy przełamywali siebie nawzajem. Ostatecznie to jednak doświadczony Argentyńczyk, który zarobił w swojej karierze prawie 3 mln dolarów, zachował więcej spokoju i zwyciężył w tym secie i całym meczu.
(JCH)