Międzynarodowa gala sportów walki największej w Europie organizacji MMM OKTAGON po raz pierwszy w historii odbędzie się w naszym kraju, a na wielką polską premierę Oktagonu 86 wybrano szczecińską Enea Arenę, która już w tę sobotę od godz. 18 zatrzęsie się w posadach!
Odbędzie się 11 walk, a wystąpią zawodnicy z Polski, Niemiec, Mołdawii, Gruzji, Szwecji, Brazylii, Czech, Austrii i Anglii. Szczecińscy kibice najbardziej czekać będą jednak na pojedynek lokalnego idola i byłego sześciokrotnego mistrza KSW, Michała Materli, który po długiej przerwie powraca do klatki i staje do swojej 45. profesjonalnej walki, a jego rywalem będzie niepowstrzymany niemiecki czołg, Christian Jungwirth. Walka w umownym limicie wagowym do 89 kilogramów odbędzie się na zasadach OKTAGON UNDERGROUND: STAND AND BANG, a odbędzie się - jeśli starcie nie skończy się przed czasem - pięć 3-minutowych rund w małych rękawicach, gdzie dozwolony jest tylko boks i uderzenia łokciami, czyli nie będzie żadnych kopnięć, obaleń czy poddań w parterze, lecz tylko czysta i bezkompromisowa wojna w stójce, w której nie ma miejsca na krok w tył.
Dla szczecińskich fanów ważna również będzie walka w wadze półciężkiej Tomasza Narkuna, mistrza grapplingu i posiadacza czarnego pasa w brazylijskim jiu-jitsu, a jego przeciwnikiem zostanie Niemiec Alexander Poppeck.
Ciekawa jest też historia kolejnego Polaka który wystąpi w sobotę, bo Natan Niewiadomski to talent z niewiarygodnym amatorskim rekordem 19-0, który miał pierwotnie, jeszcze poza organizacją OKTAGON, wystąpić w walce bez limitu wagowego przeciwko senegalskiemu olbrzymowi Serigne Ousmane Dia, zwanego Bombardierem i ważącego przerażające 150 kilogramów ale w Szczecinie sprawdzi naszego rodaka nie afrykański olbrzym, lecz austriacki fighter Patrick Spirk, w swojej dotychczasowej karierze kończący wszystkie walki przed czasem.
Bilety dla Czytelników
Dla naszych Czytelników mamy 6 pojedynczych zaproszeń na Galę. Aby wziąć udział w konkursie, należy wysłać SMS na numer 7248 z hasłem: kurier.oktagon . Na SMS-y czekamy w piątek. Zaproszenia otrzyma sześć pierwszych osób, które najszybciej przyślą SMS-a tuż po godz. 13.00. Koszt SMS-a – 2,46 zł z VAT. O sposobie odbioru nagrody poinformujemy zwycięzców SMS-em.
W tym tygodniu na naszych łamach publikowaliśmy już wywiad z Tomaszem Narkunem, a przed samą galą postanowiliśmy porozmawiać z Michałem Materlą.
- Ostatni raz walczył pan w Szczecinie trzy lata temu, w 2023 roku i wygrał wtedy bardzo spektakularną walkę, mimo że nie mógł używać prawej ręki. Później pańska kariera toczyła się z problemami. Mało kto wie, że przytrafiła się poważna kontuzja, która była na tyle groźna, że pojawiło się nawet ryzyko amputacji nogi. Czy leżąc wtedy w szpitalu, myślał pan, że jeszcze kiedykolwiek powalczy w Szczecinie? Czy była wiara w powrót do klatki? Czy teraz jest moment szczególny, a może przychodzą myśli o zakończeniu kariery?
- To był dla mnie bardzo trudny czas gdy leżałem w szpitalu, a w pierwszym momencie pogodziłem się z tym, że już nigdy nie będę walczył i bardzo z tego powodu cierpiałem. Ale ta dyscyplina, która towarzyszy mi przez całe życie oraz ogrom pracy, który włożyłem w treningi, sprawiły, że organizacje zaczęły się do mnie odzywać i dostosowywać warunki do moich możliwości. Dzięki temu mogę dziś dalej walczyć i dawać emocje kibicom. Natomiast jeśli chodzi o ewentualne zakończenie kariery, to bardzo ciężko podejmuję takie decyzje w życiu, ale fakt, że walczę w Szczecinie sprawia, iż rzeczywiście biorę to pod uwagę...
- Sobotnia walka nie odbędzie się w klasycznej formule MMA, tylko na zasadach: stand and bang underground rules. Na czym dokładnie polega ta formuła i jak się pan w niej czuje jako zawodnik?
- Jest to formuła nastawiona głównie na walkę w stójce, czyli dużo wymian, presji i ofensywy. Regulamin dopuszcza możliwość uderzania łokciami, ściągania głowy przeciwnika i zadawania ciosów. Jest to bardzo brutalna formuła, ale zarazem bardzo widowiskowa i krwawa, a więc taka dla prawdziwych fanów mocnych wrażeń. Czuję się w niej dobrze, bo odpowiada mojemu stylowi i temu, jak lubię prowadzić walkę.
- Trenuje pan w jednym z najlepszych klubów bokserskich w Polsce, za jaki uchodzi PGE BKS Skorpion Szczecin. Jak odbiera pan swoją przemianę z zawodnika wywodzącego się z brazylijskiego jiu-jitsu do stójkowicza? Jaką rolę odegrał w tym trener pięściarzy i były selekcjoner reprezentacji Polski Karol Chabros oraz jego klub?
- To była dla mnie naturalna ewolucja. Dzięki pracy z Karolem Chabrosem i całym Skorpionem, bardzo rozwinąłem swoją stójkę. Od początku uczestniczyłem w życiu klubu i mogłem obserwować jego rozwój, czyli zawodników, którzy przychodzili jako młodzi chłopcy, a wychodzili jako ukształtowani mężczyźni i świetni sportowcy. To najbardziej utytułowany klub w naszym kraju, z ogromną liczbą mistrzów Polski, od których codziennie mogę się uczyć i podpatrywać ich pracę na treningach. Nic dziwnego, że już wiele lat temu przyprowadziłem tam swojego syna Marcela...
- Jak przebiegał obóz przygotowawczy przed galą i nad czym najwięcej pracowaliście?
- Najbardziej koncentrowałem się na tym, żeby moje ciało było wypoczęte. Zawsze byłem zawodnikiem, który bardziej miał problem z przetrenowaniem niż z niedotrenowaniem. Dlatego teraz ogromny nacisk kładliśmy na regenerację, rozciąganie i odpowiednie przygotowanie fizyczne. Szukałem też świeżości, gdyż chcę wyjść do walki wypoczęty i gotowy, żeby pokazać swój najwyższy poziom.
- 10 kwietnia, a więc dzień przed walką, będzie pan obchodził 42. urodziny. Gdyby zamiast prezentu można było wymarzyć sobie przebieg tej walki, to jak by ona wyglądała?
- Chciałbym wejść do walki z chłodną głową i pełnym przeglądem sytuacji. Wykorzystać lukę w obronie przeciwnika i wygrać w możliwie bezpieczny sposób, bez poważnych kontuzji. Taki scenariusz byłby dla mnie idealny.
- Co można powiedzieć o przeciwniku i jak oceniany jest jego styl walki?
- Myślę, że mamy podobne cechy, bo obaj lubimy wywierać presję i męczyć rywala tempem walki. To bardzo charakterny zawodnik, który nigdy nie odpuszcza i często stawia wszystko na jedną kartę. Ja też wielokrotnie tak walczyłem, więc to zapowiada bardzo ciekawy pojedynek. Nikt tutaj nie będzie kalkulował, więc to będzie prawdziwa męska walka.
- Stoczył pan już wiele dużych pojedynków, a czy podejście mentalne 42-latka zmieniło się w ciągu długiej kariery?
- Myślę, że nie. Nadal czuję ogromną ekscytację związaną z walką. Ten proces, czyli przygotowania, wyjście do klatki oraz sama walka, cały czas daje mi dużo emocji i radości. Cieszę się, że mimo problemów zdrowotnych wciąż mogę to przeżywać.
- Jak duży wpływ ma doping kibiców w grodzie Gryfa?
- Jestem lokalnym patriotą i kocham Szczecin! To, że mogę tutaj walczyć, zwłaszcza po tak trudnym okresie w moim życiu, jest dla mnie czymś wyjątkowym. Na trybunach są nie tylko kibice sportów walki, ale też znajomi, sąsiedzi i przyjaciele, a więc ludzie, których znam. Ten doping naprawdę mnie niesie i bardzo często pozwala mi wejść na jeszcze wyższy poziom.
- Gdyby pan mógł porozmawiać z osiemnastoletnim sobą, który dopiero zaczynał karierę w MMA, to co by powiedział starszy młodszemu?
- Na pewno powiedziałbym: cierpliwość. Ponadto tak samo ważny jak trening, jest sen, regeneracja i odpowiednie odżywianie. Kluczowe jest znalezienie równowagi między ciężką pracą i odpoczynkiem. Jedną z najważniejszych rzeczy, jakie zrobiłem w swojej karierze, były wyjazdy zagraniczne, między innymi do AKA, gdzie miałem okazję trenować z takimi zawodnikami jak: Daniel Cormier, Cain Velasquez, Khabib Nurmagomedov czy Luke Rockhold. To byli wtedy zawodnicy na absolutnym światowym topie, mistrzowie UFC lub ścisła czołówka. Trening z nimi pozwolił mi ogromnie się rozwinąć i dał mi dużą pewność siebie. To na pewno coś, co poleciłbym zrobić każdemu młodemu zawodnikowi.
- Jaką wiadomość chciałby pan przekazać swoim kibicom przed nadchodzącą walką?
- Zapewniam, że zarówno widzowie na hali, jak i przed telewizorami, nie będą mieli poczucia straconego czasu. Będzie świetna zabawa i wysoki poziom sportowy. Oktagon dostarcza gale na europejskim poziomie, dlatego serdecznie wszystkich zapraszam!
- Dziękujemy za rozmowę. (mij)