Sobota, 12 września 2026 r. 
REKLAMA

Siatkówka. Maja Koput odkryciem reprezentacji. Zamiast cheerleaderką została siatkarką

Data publikacji: 11 września 2026 r. 13:27
Ostatnia aktualizacja: 11 września 2026 r. 14:36
Siatkówka. Maja Koput odkryciem reprezentacji. Zamiast cheerleaderką została siatkarką
Państwo Gerard i Karina Koputowie jeżdżą regularnie na mecze, w których gra ich córka. Fot. @ysr_images  

Z Mają KOPUT rozmawia Jerzy CHWAŁEK

REKLAMA

Polskie siatkarki wywalczyły czwarte miejsce w zakończonych przed niespełna tygodniem mistrzostwach Europy. W zespole prowadzonym przez trenera Stefano Lavariniego wystąpiła Maja Koput z LOTTO Chemika Police. Niespełna 19-letnia środkowa to odkrycie tego sezonu, gdyż w reprezentacji debiutowała zaledwie 4 miesiące wcześniej, a podczas europejskiego czempionatu była praktycznie nie do zastąpienia w polskiej drużynie.

– Jak z perspektywy kilku dni po zakończeniu mistrzostw patrzy pani na ostatnie kilka miesięcy?

– To był szalony okres i potrzebuję jeszcze kilku dni, żeby spojrzeć na to z trochę innej perspektywy i przeanalizować dokładnie to, co się wydarzyło. Tak szybko wszystko się działo, że nawet nie miałam czasu, żeby się zatrzymać i spojrzeć, w jakim miejscu jestem i jak wiele osiągnęłam przez te parę miesięcy, ale również przez cały sezon. Gdy zaczynałam grać w siatkówkę, to zawsze marzyłam, żeby wystąpić w dorosłej reprezentacji Polski.

– Czym przekonała pani do siebie trenera Stefano Lavariniego?

– Może lepiej byłoby zapytać o to trenera, ale jakbym ja miała odpowiedzieć, to mogę o sobie powiedzieć, że jestem pracowitą osobą i bardzo ambitną, i dla mnie nie ma czegoś takiego jak „dość” na treningu. Staram się wysoko mierzyć i sądzę, że mogłam przekonać trenera przede wszystkim tymi cechami. Na każdy trening przychodziłam zmotywowana, żeby dać z siebie 110 procent i żeby codziennie się rozwijać. Stawać się lepszą zawodniczką, ale też przede wszystkim lepszym człowiekiem.

– Wykorzystała pani fakt, że kilku zawodniczek na pozycji środkowej z różnych przyczyn zabrakło w kadrze, m.in. Agnieszki Korneluk czy Weroniki Centki-Tietianiec. Jak bardzo to pomogło?

– Tak, uważam, że miałam szczęście. Myślę, że gdybym pojawiła się na przykład w zeszłym sezonie w reprezentacji, to nie wyglądałoby to tak, jak obecnie. Uważam, że sztuką jest wykorzystać to szczęście i szansę, jaką się dostaje. Dlatego po części mój debiut w kadrze wynikał ze szczęścia, ale też uważam, że ciężka praca, jaką wykonuję się broni.

– Na pewno zaimponowała pani odpornością psychiczną, jeśli ranga imprezy i gra przeciwko najlepszym w Europie nie sparaliżowała w żaden sposób 19-letniej debiutantki.

– Pracuję nad tym, a konkretnie współpracuję z trenerką mentalną i uważam, że każdy sportowiec powinien dbać o swoje zdrowie psychiczne. Takie budowanie silnej mentalności jest bardzo ważne, więc może dzięki temu bardziej jestem przygotowana, żeby radzić sobie z tym stresem i presją, i myślę, że w miarę dałam sobie radę. Wiadomo, że mistrzostwa Europy seniorów były dla mnie nowym wydarzeniem i może nie było tego widać, ale stresowałam się i odczuwałam wiele emocji. Jestem z siebie zadowolona, bo, mimo że nadal jestem młodą zawodniczką, to podołałam.

– Jak dawno zaczęła się współpraca z psychologiem?

– Współpracuję już od kilku lat, od wieku młodzieżowego. Razem z rodzicami zadecydowaliśmy, że warto budować tę mentalność i zacząć kształtować silną psychikę, żeby po prostu zapobiegać potem jakimś – nazwijmy to ogólnie – wypadkom.

– Jak to się stało, że przed rokiem trafiła pani do LOTTO Chemika Police?

– Tak szczerze, to zawsze chciałam iść do Chemika, bo to był mój ulubiony klub jeszcze gdy byłam młodziczką. Bardzo kibicowałam Chemikowi w latach świetności tego klubu, a zaczęłam śledzić jego występy gdy trenerem był Ferhat Akbas. Natomiast przychodząc do Polic, nie miałam powiedziane, że będę grała w szóstce. Moim zamiarem było trenowanie z lepszymi dziewczynami, licząc, że może się nadarzy jakaś okazja, żebym weszła w meczu i wykorzystała swoją szansę. Uważam, że udało mi się to bardzo dobrze i może podobnie zrobiłam w kadrze. Wracając do osoby trenera Akbasa, to miałam okazję nie tak dawno poznać go osobiście.

– W jakich okolicznościach?

– Podczas turnieju Ligi Narodów w Japonii, a właśnie on jest trenerem tej reprezentacji. Byłam wtedy z Julką Orzoł, gdy spotkałyśmy trenera. Przedstawiłyśmy się, że jesteśmy z Chemika Police. Trener szybko skojarzył i powiedział, że cały czas obserwuje występy Chemika i prosił, żeby pozdrowić członków zarządu naszego klubu i trenerów. Było to bardzo miłe spotkanie.

– Jak to było z pani początkami z siatkówką? Czy to prawda, że tata przekonał do wyboru tej dyscypliny?

– Nie miałam tak, że od dzieciństwa chciałam być sportsmenką. Jako dziecku bardziej marzyło mi się bycie piosenkarką, aktorką. Takie rzeczy, które małe dziewczynki zazwyczaj lubią, chociaż przyznam, że bardzo lubiłam oglądać siatkówkę, a moim ulubionym zawodnikiem był wtedy Bartek Kurek. Myślę, że to był idol, może nie każdego, ale wielu młodych ludzi w tamtych czasach. Na lekcjach WF-u graliśmy w siatkówkę, były jakieś zajęcia pozaszkolne, ale nie traktowałam tego wtedy na poważnie i faktycznie mój tata był osobą, która skłoniła mnie ku siatkówce. On grał tylko amatorsko, ale wiedział od mojego wczesnego dzieciństwa, że urosnę wysoka – moi oboje rodzice są wysocy – więc będę miała predyspozycje do tej dyscypliny. W tamtym czasie moim głównym zajęciem były tańce.

– Szkoła tańca czy jakieś dyskoteki?

– Byłam cheerleaderką i mój tata wiedział, że z tego raczej się nie wyżywię, a po prostu zmarnuję potencjał, więc mnie pchnął ku siatkówce. ©℗

Więcej na ten temat w „Kurierze Szczecińskim” i eKurierze z 11 września 2025 r.

 

REKLAMA
Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj
REKLAMA
REKLAMA