sobota, 21 lipca 2018.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Wspomnienia meczów z Lechią (część 1)

Piłka nożna. Wspomnienia meczów z Lechią (część 1)

Piłka nożna. Wspomnienia meczów z Lechią (część 1)
Data publikacji: 2015-07-30 10:29
Ostatnia aktualizacja: 2015-08-01 11:24
Wywietleń: 860 6518

W PIĄTEK o g. 20.30 piłkarze Pogoni Szczecin zmierzą się na wyjeździe z Lechią Gdańsk. Dziś pierwsza część wspomnień związanych z potyczkami obu drużyn.

Lechia Gdańsk gra obecnie na pięknym, nowoczesnym stadionie - arenie piłkarskich mistrzostw Europy. Od roku 2008 nieprzerwanie występuje w ekstraklasie i ma mocarstwowe zapędy. Nie zawsze jednak tak było. Najlepszy okres dla tej drużyny przypadł na lata 50, ale Pogoń wtedy dopiero raczkowała i dobijała do krajowej elity.

Po raz pierwszy zmierzyła się z Lechią w roku 1959 - swoim inauguracyjnym sezonie w ekstraklasie, w której Lechia była już stałym bywalcem.

- Oni mieli doświadczoną drużynę - mówi Eugeniusz Ksol, piłkarz Pogoni.

Pogoń i Lechia miały wówczas dużo wspólnego. Jedni i drudzy budowały trzon zespołu w oparciu o piłkarzy z różnych rejonów Polski, kusząc ich atrakcyjną pracą w Polskiej Żegludze Morskiej.

- Pływanie na statkach, to w tamtym czasie było okno ma świat - wspomina Ksol. - Z Pogoni wielu prosto z boisk trafiało na statki. Spotkało to między innymi Rafała Aniołę, Romana Jaworskiego, Jerzego Słowińskiego, czy Mariana Kielca.
 
Duet doborowych obrońców
 
Lechia pod koniec lat 50 miała dwóch klasowych obrońców: Romana Korynta i Czesława Lenca. Obaj dla Lechii rozegrali około 200 spotkań w ekstraklasie i dawali się we znaki napastnikom wysokiej klasy.

- Szczególnie mocną przeprawę miał z nimi Marian Kielec - wspomina Ksol. - On też nie należał do przyjemniaczków. Między Koryntem, a Kielcem trwały prawdziwe boiskowe wojny.

Korynt w latach 1959-60, kiedy Pogoń z Lechią rywalizowała na boiskach ekstraklasy, należał do najlepszych polskich piłkarzy. Dwukrotnie w tych latach wygrywał klasyfikację Złotych Butów. Grał w Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie i był postrachem wszystkich napastników w Polsce.

Korynt i Lenc, to nie byli jedyni klasowi piłkarze w Lechii w tamtym czasie. Wyróżniali się też bracia: Henryk i Bogdan Gronowscy. Pierwszy był bramkarzem, drugi prawoskrzydłowym.

- Ja szczególnie zapamiętałem tego drugiego - opowiada E. Ksol. - Był szybki, dynamiczny, sprawiał wiele problemów.
 
Bracia Gruner (Gronowscy)
 
Obaj pochodzili z Gliwic, pierwotnie nazywali się Gruner, ale polskie władze szczególnie zwracały uwagę, by po wojnie zmieniać nazwiska na typowo polskie.

- Ja przed wojną nazywałem się Ksoll i kazali nam odjąć jedną literkę na końcu, bo kojarzyło się to z niemieckim nazwiskiem. Dyskusji żadnej nie było.

Dramatyczny mecz drużyny Pogoni i Lechii stoczyły na trzy kolejki przed zakończeniem sezonu z roku 1960. Lechia zajmowała trzecie miejsce od końca i wyprzedzała o punkt Gwardię Warszawa i Pogoń Szczecin.

- Nawet remis niewiele nam dawał - wspomina Eugeniusz Ksol. - Graliśmy u siebie i bardzo chcieliśmy wygrać.

Pogoń w drugiej połowie sezonu szczególnie źle grała u siebie. Przegrywała za często i bardzo wysoko - z Legią 1:4, Wisłą 0:5 i nawet z bezpośrednio zainteresowaną spadkiem Gwardią aż 2:5.

- Gdybyśmy pokonali Lechię, to wyprzedzilibyśmy ją w tabeli, a do końca pozostały zaledwie dwie kolejki. Lechia była doświadczonym zespołem, na boisku potwierdziła swoją wyższość i wygrała 3:1, praktycznie pozbawiając portowców szans na utrzymanie się.
 
Foryś kusił Ksola
 
Niemal legendarnym trenerem Lechii w tamtym czasie był Tadeusz Foryś. Już przed wojną należał do czołówki polskich szkoleniowców, był w sztabie trenerskim na finały mistrzostw świata w roku 1938. W latach 50 chciał mieć w swojej drużynie ... Eugeniusza Ksola.

- Grałem wówczas w Bydgoszczy, wziąłem nawet dwa dni wolnego, przyjechałem do Gdańska i zastanawiałem się nad przeprowadzką - wspomina E. Ksol. - Nie podobało mi się jednak. Zupełnie inaczej, jak podczas mojej pierwszej wizyty w Szczecinie.

W sezonie 1962/63 w drużynie Lechii nie było już Lenca, karierę zakończył Robert Gronowski, który później razem z bratem wyemigrowali do Niemiec i ostatnie dni życia spędzili w Hamburgu.

Lechia już nie była taka mocna, a Pogoń wręcz przeciwnie - radziła sobie coraz lepiej. To właśnie wtedy 21 letni Marian Kielec został królem strzelców, a jego indywidualne pojedynki z Koryntem przebiegały coraz częściej po myśli młodego napastnika ze Szczecina.
 
Obie drużyny spotkały się w przedostatniej kolejce spotkań. Lechia wygrała 2:0, ale wynik meczu nie miał absolutnie żadnego znaczenia. Pogoń już wcześniej zapewniła sobie utrzymanie, a Lechia musiała się pogodzić z degradacją. Jej absencja na boiskach ekstraklasy trwała bardzo długo - ponad 20 lat. ©℗ (p)

Podpis pod zdjęcie: Marian Kielec w pierwszej połowie lat 60 ubiegłego wieku był postrachem Lechii Gdańsk.

W piątek na stronie 24kurier.pl kolejna część wspomnień z potyczek Lechia - Pogoń

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
14
na godz. 03:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
LESEN SIE MEHR

Filmy

Flis przypłynął do Szczecina
Zjazd Młodych Gwiazd 2018 i „Siedem życzeń”
Różankowe urodziny Szczecina
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

Józef Miszczuk
W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy