Piłkarze ze Skolwina po raz drugi z rzędu uzyskali bezbramkowy remis, tym razem bardzo szczęśliwy. Goście okazali się nie tylko z nazwy bardzo twardym, wymagającym rywalem, gdyż aż trzech piłkarzy Świtu doznało kontuzji po ostrych pojedynkach z piłkarzami ze Stalowej Woli.
II liga piłkarska: ŚWIT Szczecin - STAL Stalowa Wola 0:0
ŚWIT: Oskar Klon - Damian Ciechanowski, Sebastian Rogala, Rafał Remisz, Jędrzej Góral (44 Dawid Kisły) - Jakub Zawadzki (74 Karol Maszało), Robert Obst, Maciej Koziara (74 Kacper Nowak), Dawid Kort, Grzegorz Aftyka (64 Szymon Nowicki) - Mikołaj Lebedyński (63 Krzysztof Ropski)
Żółte kartki: Lebedyński, Zawadzki, Ciechanowski - Łukasz Furtak, Patryk Zaucha, Mateusz Radecki, Dawid Wolny, Kacper Morawiec. Sędziował: Paweł Szuta (Piła). Widzów 650, w tym ponad 60-osobowa grupa szalikowców ze Stalowej Woli.
Początek meczu należał zdecydowanie do gości, którzy w ciągu pierwszego kwadransa stworzyli cztery groźne sytuacje pod bramką Świtu, a tą ostatnią Hubert Tomalski - były piłkarz ekstraklasowej Puszczy Niepołomice - zakończył strzałem głową w poprzeczkę. Drużyna Stali oparta na piłkarzach z przeszłością w Ekstraklasie - bo oprócz Tomalskiego wystąpili Radecki, Zaucha, Damian Oko i Kacper Śpiewak - dominowała do końca pierwszej połowy. Świtowców z opresji ratował bramkarz Klon, harujący na boisku za dwóch Obst i duża doza szczęścia. Na domiar złego tuż przed przerwą boisko musiał opuścić z powodu kontuzji obrońca Góral.
To nie był koniec problemów gospodarzy, bo w 74. minucie z powodu urazów zeszli z boiska Zawadzki i Koziara. Druga połowa był bardziej wyrównana, ale to goście w dalszym ciągu kontrolowali grę i byli bliżsi wygranej. W 63. minucie na boisku pojawił się najskuteczniejszy piłkarz Świtu Ropski, ale w jedynej sytuacji jaką miał tuż przed końcem, jego strzał zablokowali obrońcy gości.
Świt - który drugi raz z rzędu prowadził Patryk Kurant z powodu niedyspozycji zdrowotnej pierwszego trenera Tomasza Kafarskiego - bardzo szczęśliwie wywalczył jeden punkt. ©℗
(JCH)