Drugoligowy Świt Szczecin zremisował ze Stalą Stalowa Wola 0:0. To drugi z rzędu bezbramkowy remis piłkarzy ze Skolwina, tym razem bardzo szczęśliwy. Goście okazali się nie tylko z nazwy bardzo wymagającym rywalem, gdyż aż trzech piłkarzy Świtu doznało kontuzji po twardych pojedynkach z piłkarzami ze Stalowej Woli.
Początek meczu należał zdecydowanie do gości. W ciągu pierwszego kwadransa stworzyli cztery groźne sytuacje pod bramką Świtu, a tą ostatnią Hubert Tomalski – były piłkarz ekstraklasowej Puszczy – zakończył strzałem głową w poprzeczkę. Drużyna Stali oparta na piłkarzach z przeszłością w Ekstraklasie, bo oprócz Tomalskiego wystąpili Mateusz Radecki, Patryk Zaucha, Damian Oko i Kacper Śpiewak, dominowała do końca pierwszej połowy. Świtowców z opresji ratował bramkarz Oskar Klon, harujący na boisku za dwóch Robert Obst i duża doza szczęścia. Na domiar złego tuż przed przerwą boisko musiał opuścić z powodu kontuzji obrońca Skolwinian, Jędrzej Góral.
To nie był koniec problemów gospodarzy, bo w 74. minucie z powodu urazów zeszli z boiska Jakub Zawadzki i Maciej Koziara. Druga połowa był bardziej wyrównana, ale to goście w dalszym ciągu kontrolowali grę i byli bliżsi wygranej. W 63. minucie na boisku pojawił się najskuteczniejszy piłkarz Świtu Krzysztof Ropski, ale w jedynej sytuacji jaką miał tuż przed końcem jego strzał zablokowali obrońcy gości.
Świt który drugi raz z rzędu prowadził Patryk Kurant z powodu niedyspozycji pierwszego trenera Tomasza Kafarskiego, bardzo szczęśliwie wywalczył 1 punkt.
JCH