Trapiony plagą kontuzji zespół ze Skolwina wywalczył cenny punkt z drużyną plasującą się na miejscach premiowanych barażami o awans na ekstraklasowe zaplecze, która wygrała wszystkie spotkania po reprezentacyjnej przerwie, a od trzech pojedynków występuje praktycznie w identycznym, żelaznym składzie. Zdobycz jest tym cenniejsza, że już na samym początku goście zdobyli bramkę, ale na szczęście po półgodzinie gry, Szczecinianie zdołali odrobić straty.
II liga piłkarska: ŚWIT Szczecin - OLIMPIA Grudziądz 1:1 (1:1); 0:1 Artur Siemaszko (6), 1:1 Dawid Kort (31).
ŚWIT: Mateusz Abramowicz - Szymon Nowicki, Jędrzej Góral, Aleksander Kifert, Dawid Kisły (90 Aleksander Woźniak) - Kacper Żendełek (67 Kacper Gołębiewski), Kacper Wojdak - Dawid Kort (90 Kacper Nowak), Alexander Gorgon, Szymon Kapelusz - Maciej Koziara (85 Krzysztof Ropski)
Żółte kartki: Nowicki, Kifert - Dawid Abramowicz, Dawid Olejarka, Kacper Cichoń, Hubert Jasiak. Sędziował: Dominik Sulikowski (Gdańsk). Widzów 350.
Gospodarze rozpoczęli mecz bez sześciu kontuzjowanych podstawowych zawodników, Adama Frączczaka, Mateusza Andruszki, Damiana Ciechanowskiego, Konrada Nowaka, Adama Ładziaka i Ropskiego, choć ten ostatni w samej końcówce pojawił się na boisku.
Grudziądzanie zaczęli mocnym akcentem, bo jedna z pierwszych akcji została zwieńczona bramką zdobytą przez doświadczonego Siemaszkę (grał m.in. w Zagłębiu Lubin, Arce Gdynia i Puszczy Niepołomice). Po tym golu inicjatywę przejęli Szczecinianie, którzy mieli kilka sytuacji strzeleckich, lecz ich uderzenia na grudziądzką bramkę były niecelne. Jednak Świt grając konsekwentnie, w 31. minucie doprowadził do wyrównania po strzale zza pola karnego Korta, a gol padł po przegranym pojedynku Dennisa Jastrzebskiego, mającego ekstraklasową przeszłość w niemieckiej Hertcie Berlin i Śląsku Wrocław, zaś goście sugerowali, że ich gracz był faulowany, ale sędzia nie podzielał tej tezy. W kilku przypadkach przyjezdni mieli problem przy wyprowadzaniu piłki przez obrońców, gdy gospodarze mocno naciskali ich agresywnym pressingiem. Druga połowa była słabsza w wykonaniu obu drużyn i oglądaliśmy bardzo mało sytuacji podbramkowych, dlatego do końca spotkania wynik nie uległ zmianie, a zawody zakończyły się sprawiedliwym remisem.
- Mamy niedosyt, bo przy szybkim otwarciu wyniku trzeba kontrolować mecz i zrobić wszystko, by poszukać swoich kolejnych szans i postarać się o drugiego gola - powiedział trener Olimpii Dawid Pędziałek. - Przy straconej bramce uważam, że Jastrzembski był faulowany. Potem jednak było jeszcze dużo czasu, by postarać się o zwycięstwo. Z jednej strony cieszy, że nie przegraliśmy, ale z drugiej jest żal, że tylko zremisowaliśmy...
Na boisku oglądaliśmy rodzinną rywalizację, bo w zespole przyjezdnych wystąpił obrońca Dawid Abramowicz, starszy brat golkipera z grodu Gryfa; obaj zagrali pełne 90 minut, a gość otrzymał żółty kartonik. Dodajmy. że było to już drugie spotkanie tych zespołów w rundzie jesiennej, bo w sierpniu w Świeciu obie drużyny zmierzyły się w rundzie wstępnej Pucharu Polski, a Olimpia wygrała po dogrywce 5:3, ale od wspomnianego meczu wiele się zmieniło, gdyż Świtu nie prowadzi już trener Marcin Sasal, którego z powodzeniem zastąpił Przemysław Cecherz.
(mij)