Skolwinianie - choć umiejętnościami piłkarskimi ustępowali spadkowiczowi z I ligi, byłemu ekstraklasowiczowi i nawet wicemistrzowi Polski - pokazali determinację i hart ducha, wywalczając cenny punkt w meczu obfitującym w ostre, niekiedy nawet brutalne starcia, czego efektem były kontuzje i urazy w obu drużynach.
II liga piłkarska: Świt Szczecin - GKS Tychy 1:1 (1:1); 1:0 Dawid Kort (13), 1:1 Mateusz Lewandowski (36).
Świt: Mateusz Abramowicz - Damian Ciechanowski, Sebastian Rogala, Dawid Szwiec, Szymon Nowicki - Kacper Nowak (46 Konrad Nowak), Mateusz Andruszko, Kacper Wojdak (74 Maciej Koziara), Dawid Kort (78 Jędrzej Góral), Szymon Kapelusz (58 Alexander Gorgon) - Adam Frączczak (78 Krzysztof Ropski)
Żółte kartki: Andruszko, Frączczak, Wojdak, Koziara, Szwiec - Mateusz Koniuszy. Sędziował: Paweł Szuta (Piła). Widzów 700.
Na meczu było słonecznie i gorąco, choć momentami wiał porywisty wiatr, zbierały się chmury, nawet brunatne, lecz szybko odpływały. Tyszanom nie pomógł doping licznej, prawie nie mieszczącej się w sektorze gości, głośnej i zorganizowanej grupy śląskich szalikowców, bo już w 13. minucie Kort dalekim, mocnym strzałem przy słupku, dał Świtowi prowadzenie. Chwilę później powtórki próbował Frączczak ale tym razem Jakub Mądrzyk obronił, choć i tak był spalony. Po stracie gola goście uzyskali przewagę, którą zwieńczyli w 36. minucie, gdy po dokładnej centrze, Lewandowski główką umieścił piłkę w siatce. Sześć minut później, po strzale Damiana Kądziora, Abramowicz sparował piłkę na korner, a po jego wykonaniu piłka przetoczyła się wzdłuż szczecińskiej bramki, lecz nikt jej nie skierował do siatki. W 45. minucie doszło do kontrowersyjnego wydarzenia, bo wpadający w pole karne Paweł Olkowski starł się ze Szwiecem, a w starciu tym obaj piłkarze mocno ucierpieli, lecz arbiter nie przerwał gry...
- Szkoda, że w II lidze nie ma VAR-u, bo to była jasna sytuacja i należał nam się rzut karny, a szczeciński obrońca powinien opuścić boisko z czerwoną kartką - powiedział po meczu austriacki trener GKS-u Rene Poms, choć my tak jednoznacznie tej sytuacji nie oceniamy...
Po przerwie Świt miał praktycznie tylko jedną groźną okazję, gdy na czystą pozycję wychodził Kapelusz i przed polem karnym został sfaulowany przez Koniuszego. Tyszanie posiadali natomiast zdecydowaną przewagę, wypracowali sobie dwie tzw. setki (m. in. w końcówce zawodów Lewandowski trafił w poprzeczkę z kilku metrów) oraz oddali wiele strzałów, bronionych przez Abramowicza, mijających bramkę i kilkakrotnie blokowanych, kończących się kornerami, a najgroźniejsze były uderzenia: Koniuszego, Kądziora, Lewandowskiego, Daniela Hoyo-Kowalskiego, Michała Trąbki i Noela Niemanna.
- GKS był piłkarsko lepszy ale ambicją i wolą walki zapracowaliśmy na remis, więc jestem zadowolony ze zdobycia jednego punktu - podsumował trener Świtu Przemysław Cecherz. ©℗ (mij)