Piłkarze ze Skolwina wyszli w sobotę na boisko po zaledwie jednym treningu (a właściwie rozruchu) z nowym trenerem Przymysławem Cecherzem, który zastąpił Macieja Sasala i zagrali znacznie lepiej niż przed tygodniem w Urszulinie, gdzie prezentowali się kompromitująco ale pierwsze pół godziny z grającą przed laty w ekstraklasie Sandecją też było fatalne i ostatecznie Szczecinianie przegrali kolejny mecz...
II liga piłkarska: ŚWIT Szczecin - SANDECJA Nowy Sącz 0:1 (0:1); 0:1 Patryk Kieliś (17).
ŚWIT: Mateusz Abramowicz - Damian Ciechanowski, Sebastian Rogala, Kacper Wojdak, Dawid Kisły - Szymon Nowicki (46 Aleksander Woźniak), Kacper Żendełek (46 Adam Frączczak), Mateusz Andruszko (79 Kacper Gołębiewski), Dawid Kort, Alexander Gorgon (36 Kacper Nowak), - Krzysztof Ropski (67 Szymon Kapelusz)
Żółte kartki: Woźniak, Rogala, Wojdak - Adam Brenkus. Sędziował: Maciej Pelka (Poznań). Widzów tylko 450, a więc zdecydowanie mniej niż zazwyczaj, zaś oprócz słabych ostatnio wyników, wpływ na frekwencję miała też zapewne piknikowa pogoda, Uroczystość Matki Bożej Zielnej i Święto Wojska Polskiego oraz tradycyjne Szczecińskie Żagle.
Popołudniowy mecz toczył się w upalnym słońcu, a choć wiatr w porywach był dość silny, to nie chłodził wystarczająco i sędzia w każdej połowie zarządzał przerwy na nawodnienie. Problemy mieli też kibice z Nowego Sącza, bo ich główna, blisko 50-osobowa grupa, dotarła autokarem na stadion... dopiero na drugą połowę.
Od początku przewagę uzyskali grający pressingiem goście (w ich drugiej linii widzieliśmy byłego Portowca Macieja Żurawskiego), którzy zamykali miejscowych na ich połowie, a Szczecinianie przez blisko pół godziny nie potrafili wyprowadzić składnej akcji. Już w 5. minucie Rogala zablokował silny strzał, a przy kolejnym w 14. minucie, musiał interweniować Abramowicz. Trzy minuty później szczeciński bramkarz obronił groźny strzał Brenkusa ale przy dobitce z 10 metrów Kielisia był już bezradny i Sandecja objęła prowadzenie, po czym nadal atakowała dążąc do podwyższenia wyniku. Pierwszą groźną akcję Świt przeprowadził dopiero w 38. minucie, kiedy to wieńcząc składną zespołową akcję, Kort zagrał do wprowadzonego chwilę wcześniej rezerwowego Nowaka, który groźnie strzelił, lecz tuż obok bramki. Dwie minuty później przyjezdni odpowiedzieli silnym strzałem Brenkusa zza pola karnego ale Abramowicz zdołał sparować piłkę na rzut rożny. Zmiana już w 36. minucie Gorgona spowodowana była tym, że zawodnik zgłosił uraz mięśniowy, a po meczu nowy trener poinformował, że doświadczony piłkarz miał tę dolegliwość już od tygodnia, lecz to przed nim zataił...
W przerwie w Świcie doszło do kolejnych dwóch roszad i do zmiany ustawienia (Szczecinianie zaczęli też grać pressingiem), a z biegiem czasu weszli dwaj następni rezerwowi, zaś nowi zawodnicy wprowadzili sporo ożywienia, a zwłaszcza Nowak, Woźniak i Frączczak, dzięki czemu ekipa ze Skolwina przejęła inicjatywę. W 51. minucie bramkarz Karol Szymkowiak odbił strzał Frączczaka, a dobitka Ropskiego (jego grę obserwowali rodzice, spędzający wakacje w okolicach grodu Gryfa) trafiła w słupek, lecz gdyby padł gol, nie wiemy czy zostałby uznany, bo reakcja składu sędziowskiego wskazywała, że rozjemcy podejrzewali spalonego. Po czterech minutach Brenkus uderzył tuż obok szczecińskiej bramki, a niecałe dziesięć minut później groźnie strzelał Woźniak, a Ropski nie zdążył do dobitki. Po kolejnych dziesięciu minutach mocno przymierzył Nowak, lecz Szymkowiak zdołał to obronić, a dobitka Woźniaka przeleciała minimalnie nad poprzeczką. Zespół z Nowego Sącza odpowiedział niemal natychmiast szybką akcją i strzałem Marko Kolara obok celu. W 83. minucie po kontrze, w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Adrian Danek, lecz Abramowicz wygrał ten pojedynek (ewentualny gol nie byłby prawdopodobnie uznany, bo arbiter sygnalizował przewinienie gości). Po minucie znów strzelał Danek, a golkiper ze Skolwina obronił. W doliczonym czasie fatalnie stracił piłkę Rogala i Kolar niemal z połowy boiska próbował przelobować Abramowicza ale ten zdążył wrócić do bramki i tuż przed linią szczęśliwie interweniował.
- Po pierwszej połowie byłem załamany, bo zespół nic nie grał i dał się zdominować ale po przerwie i zmianach w składzie oraz w systemie gry, przejęliśmy inicjatywę i powinniśmy co najmniej zremisować, lecz zabrakło przede wszystkim skuteczności - powiedział nowy szkoleniowiec P. Cecherz. - Mamy jeszcze dużo pracy przed sobą ale druga połowa pokazała, że jest podbudowa pod to przedsięwzięcie, lecz przydałyby się jeszcze wzmocnienia, a szczególnie na bocznej pomocy. ©℗ (mij)