Szczeciński Świt swój drugi II-ligowy sezon rozpoczął średnio udanie, ale następnie przyszły dwa zwycięstwa pod rząd, a w ostatnim meczu z byłym ekstraklasowiczem GKS-em Jastrzębie, szczególnie do zwycięstwa przyczynił się były piłkarz Pogoni Szczecin Dawid Kort, dwukrotnie asystując i raz sam wpisując się na listę strzelców, więc poprosiliśmy go o rozmowę.
- Jak ocenia pan ostatnie spotkanie z jastrzębianami?
- Mieliśmy mecz pod dużą kontrolą, a z boiska czułem to tak, że wypełnialiśmy zadania nakreślone przez trenera i nie mogło nam się przydarzyć nic niespodziewanego. Uważam, że wygraliśmy zasłużenie, ale to już historia i teraz przed nami kolejne wyzwania.
- Przy trzeciej bramce dograł pan piłkę z rzutu wolnego wprost na nogę Mikołaja Lebedyńskiego, który zadebiutował w Świcie i od razu wpisał się na listę strzelców. Chyba dobrze się rozumiecie jako byli portowcy...
- To prawda znamy się ponad dziesięć lat, ale nigdy nie graliśmy w jednej drużynie. Przed tym golem złapaliśmy się wzrokiem i umówiliśmy się, że tam będzie właśnie grana ta piłka. Mikołaj to wykorzystał i wpakował futbolówkę do siatki. Cieszymy się, bo przypieczętowało to nasze zwycięstwo, a on zaliczył świetne wejście do drużyny.
- Kogo widzi pan w tym sezonie jako zdecydowanego faworyta rozgrywek i jak pańskim zdaniem poradzi sobie w tym sezonie Świt?
- Myślę, że to właśnie niedoceniana przez niektórych Chojniczanka będzie zespołem, chcącym awansować bezpośrednio do I ligi. Mi osobiście w ubiegłym sezonie podobała się Resovia i myślę że w obecnej kampanii może sporo namieszać. My też możemy powalczyć o baraże, ale do tego należy konsekwentnie punktować. Dużo będzie zależeć też od tego w jakim miejscu zakończymy rozgrywki przed przerwą zimową. Ale teraz jest najważniejszy piątkowy mecz z Sokołem, który może przesunąć nas do ścisłej czołówki.
- Ten tydzień jest swojego rodzaju kamieniem milowym dla klubu z północy Szczecina w jego historii związanej z nowym stadionem. Wczoraj nastąpiło długo wyczekiwane otwarcie ofert przez Szczecińskie Inwestycje Miejskie na budowę stadionu przy Stołczyńskiej. Jak bardzo jako drużyna i piłkarze czekacie na realizację tej inwestycji?
- Mam nadzieje że stadion powstanie szybko, a budowa przebiegnie sprawnie. Myślę że nie tylko my w klubie czekamy na stadion, ale też czeka na niego cały Szczecin, a szczególnie jego północne dzielnice. Budowa tego obiektu podniesie obowiązujące standardy i rzuci nowe światło dla społeczności, która mieszka w tej części Szczecina, która również zasługuje na duże inwestycje.
- Pogoń Szczecin pod wodzą nowego właściciela kiepsko rozpoczęła sezon, ale po ostatnim występie w Łodzi wlała w serca kibiców nieco optymizmu, a pan jak patrząc na to z boku, jako były zawodnik Pogoni, ocenia szanse portowców w bieżącym sezonie, na zajęcia miejsca premiowanego grą w europejskich pucharach...?
- Życzę Pogoni żeby zajęła jak najwyższe miejsce w tabeli i tyle mam do powiedzenia w temacie. Polityka właściciela Pogoni to jego niezależna sprawa i niektórym może się podobać, a innym nie. Ja życzę portowcom jak najlepiej i kibicuje im wraz z innymi świtowcami.
- Już w piątek czeka was kolejny mecz domowy, tym razem z beniaminkiem z Kleczewa, choć może to być nawet mecz o fotel lidera. Ostatnio kibice mimo niepogody przybyli na Stołczyńską, a jak tym razem by pan ich zachęcił do przyjścia na stadion?
- Tutaj wracamy do pytania o stadion. Nie mamy komfortowych warunków do oglądania naszych spotkań przy złej pogodzie, ale ci, którzy byli ostatnio razem z nami, zobaczyli bardzo fajny mecz i z pewnością nie żałują. U nas zazwyczaj pada dużo bramek i panuje rodzinna atmosfera. To przyciąga kibiców i mam nadzieję, że fani również w piątek, na zakończenie wakacji będą nas wspierać z wysokości trybun. W każdym razie gorąco zapraszam, bo to dodatkowy impuls, który nas napędza.
- Dziękujemy za rozmowę.
(mij)