Piątek, 14 sierpnia 2026 r. 
REKLAMA

Piłka nożna. Robert Kolendowicz: Tęsknię za ławką trenerską

Data publikacji: 14 sierpnia 2026 r. 13:32
Ostatnia aktualizacja: 14 sierpnia 2026 r. 13:32
Piłka nożna. Robert Kolendowicz: Tęsknię za ławką trenerską
Robert Kolendowicz we wrześniu ubiegłego roku przestał być trenerem Pogoni. Prowadził samodzielnie Dumę Pomorza od sierpnia 2024 roku. Fot. Ryszard PAKIESER  

Z Robertem KOLENDOWICZEM, byłym trenerem Pogoni Szczecin, rozmawia Jerzy CHWAŁEK

REKLAMA

Robert Kolendowicz we wrześniu ubiegłego roku przestał być trenerem Pogoni po decyzji właściciela klubu, Alexa Haditaghiego. 45-letni szkoleniowiec prowadził samodzielnie Dumę Pomorza od sierpnia 2024 roku. Obecnie udziela się jako ekspert telewizyjny. W rozmowie z „Kurierem Szczecińskim" powrócił do wydarzeń sprzed roku, oraz współpracy z Kostą Runjaicem i Jensem Gustafssonem, kiedy był asystentem tych trenerów.

- Zacznę od tego, co się zdarzyło przed niespełna rokiem. Został pan zwolniony z Pogoni po ośmiu kolejkach, gdy drużyna była na 9. miejscu w tabeli. To było zaskoczenie?

- Jako trener musisz być przygotowany na to, że kiedyś będziesz tracił pracę i to jest nic nowego, bo tak działa ten biznes. Są trenerzy, którzy pracują długo, inni krócej. Mój czas w poprzednim sezonie był krótki, a teraz po upływie prawie roku od tamtej sytuacji, ja taki stan rzeczy po prostu akceptuję. Dzięki temu też miałem czas na refleksję nad tym, co się wydarzyło.

- Wtedy jednak, już po porażce w I kolejce, szczególnie po jednym z tekstów w mediach, można było wnioskować, że właściciel nie ma do pana zaufania, zarzucając m.in. złe wybory personalne. Czy nie odbierał pan tego jak czekania na potknięcie, bo wkrótce po porażce z Koroną stracił pan pracę?

- Nie w takich kategoriach to rozpatrywałem i podobnie myślę do dzisiaj. Każdy właściciel ma prawo zmienić trenera. Ja idę dalej w życiu, nie chcę się cofać i myśleć o tym, co by było gdyby, bo w piłce nie ma gdyby. Są tylko fakty, a te są takie, że byłem trenerem krótko w poprzednim sezonie. Wiem z czym się wiąże praca trenera i jedną z jej części są zwolnienia.

- Obawiał się pan, że Pogoń spadnie z ligi pod wodzą pana następcy Thomasa Thomasberga, gdy na kilka kolejek przed końcem była w strefie spadkowej?

- Wprawdzie jest już po fakcie, ale powiem szczerze, że się nie obawiałem. Rzeczywiście, wyglądało to przez chwilę źle w kontekście tabeli, ale ja byłem spokojny. Wiedziałem, że w Pogoni jest dużo jakościowych zawodników i byłem przekonany, że ta kampania skończy się dobrze.

- Trudno było po rozstaniu z Pogonią odnaleźć się w codziennym życiu, po tym jak przez 7 lat pracował pan non stop - w roli asystenta, a później pierwszego trenera?

- Było to dziwne uczucie, gdyż byłem przyzwyczajony przez te lata do pewnego rozkładu dnia i pracy, w którym poświęcałem się zespołowi, rozwojowi piłkarzy, przygotowaniu procesu treningowego. Obowiązków miałem bardzo dużo. Ta zmiana była czymś nowym, ale mam taki charakter, że szybko się adaptuję i szukam zysków, a nie strat w danej sytuacji. Takim zyskiem był czas dla mnie i dla rodziny. Miałem czas na refleksję, na analizę tego, co się stało, ale też samorozwój. Dość szybko zacząłem znowu w siebie inwestować z myślą o kolejnym projekcie, żeby przystępując do kolejnej pracy być lepszym trenerem. Po dwóch miesiącach od zwolnienia byłem na tygodniowym stażu u trenera Kosty Runjaica w Udinese. Później pojechałem na staż do Bournemouth do trenera Iraoli, który niedawno objął Liverpool. To były bardzo cenne wyjazdy, rozwijające i otwierające oczy na niektóre sprawy, a w innych kwestiach utwierdzające w tym, że moje spojrzenie jest właściwe. Dużo rozmawiałem z trenerami bardziej doświadczonymi ode mnie.

...
Zawartość dostępna dla Czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 71% treści.

Pełna treść artykułu dostępna w
eKurierze
z dnia 14-08-2026

REKLAMA
Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj
REKLAMA
REKLAMA