Rozmowa z Radosławem Majdanem, byłym golkiperem Pogoni Szczecin
Po porażce z Jagiellonią w Białymstoku, Pogoń wciąż nie jest pewna utrzymania w Ekstraklasie. Jeden cenny punkt wymknął się Portowcom w samej końcówce meczu, gdy stracili gola po błędzie bramkarza Valentina Cojocaru. To nie był pierwszy poważny kiks Rumuna w tym sezonie, który wcześniej był ostoją defensywy. Czy Pogoń w najbliższej przyszłości powinna rozejrzeć się za nowym zawodnikiem na pozycji bramkarza? Swoją opinię w rozmowie z „Kurierem Szczecińskim" wyraził Radosław Majdan, wychowanek Pogoni, który na przełomie wieków był pewniakiem w bramce i rozegrał w jej barwach 252 mecze w Ekstraklasie.
– Jak bardzo zawinił Valentin Cojocaru przy golu Jagiellonii, który pozbawił Pogoń remisu?
– Generalnie, jeżeli bramkarz wychodzi do piłki i piąstkowanie jest za krótkie, trzeba to określić jako jego błąd. Miał o tyle problem, że przy stałym fragmencie i dużym tłoku, zawsze jest ryzyko dla bramkarza, który wychodzi do piłki. Być może w momencie dośrodkowania Cojocaru krzyczał „moja”, żeby obrońcy zostawili mu piłkę, ale często zawodnik nie słyszy, gdy jest duży tumult na trybunach. Natomiast w ostatniej fazie akcji przy strzale Vitala zabrakło też asekuracji obrońców. Jeżeli bramkarz wychodzi, to zawsze któryś z obrońców powinien go zaasekurować, a ta piłka była na tyle lekko uderzona, że można byłoby ją wybić. Tak więc Cojocaru popełnił błąd, ale nie był jakiś wielki i nie wyolbrzymiajmy tego.
– Tyle, że jego błędów czy też niepewnych interwencji w tym sezonie było dużo więcej. W meczu z Koroną sam wrzucił piłkę do bramki, a przeciwko Motorowi tak źle ją wyprowadzał, że rywal z bliska wepchnął ją do bramki.
– Ja go oceniam bardzo wysoko jako bramkarza. Widziałem statystykę, że jest najczęściej interweniującym bramkarzem w Ekstraklasie i obronił najwięcej strzałów. Natomiast rzeczywiście, fantastyczne interwencje, którymi trzyma Pogoń w meczu, przeplata co jakiś czas ewidentnym błędem, którego konsekwencją jest utrata bramki.
– Czy w tej sytuacji Pogoń chcąc walczyć o wyższe cele, powinna rozejrzeć się za nowym bramkarzem, bo takie głosy się pojawiają. Pan też tak uważa?
– Nie. Jeśli ja miałbym decydować, to zdecydowanie stawiałbym na Cojocaru. To co zaprezentował w większości meczów, to jednak była duża klasa. Zgodzę się z opinią, że tak ewidentnych błędów, jak w meczach z Koroną i Motorem nie powinien robić. Pewnie odbywa się analiza tych błędów z trenerem bramkarzy, bo nie sądzę, żeby to był brak koncentracji u Rumuna, gdyż to doświadczony zawodnik, ale na pewno powinien jakoś próbować zniwelować błędy do minimum. Pamiętajmy jak dobrze spisywał się w meczu z Lechem w wielu sytuacjach jeden na jeden, gdy Pogoń do przerwy mogła przegrywać 0:4. Dużo więcej jego dobrych meczów sobie zakodowałem.
– Cojocaru jest kolejnym zagranicznym bramkarzem Pogoni. Dlaczego tak trudno wychować bramkarza, który zabezpieczałby tę pozycję na lata? Pan był takim ostatnim, bo od czasu debiutu przez 9 lat stał pan w bramce.
– To fakt, że w Pogoni to się nie udaje, bo patrząc choćby na Lecha, to jego wychowankami byli Filip Bednarek i broniący obecnie Bartosz Mrozek. Ciężko mi znaleźć odpowiedź na to pytanie. Pozycja bramkarza jest bardzo specyficzna, trzeba obdarzyć takiego zawodnika zaufaniem. Czasami wychowankowie mają na pewno większy kredyt zaufania u kibiców, nie tylko bramkarze. Jeżeli wychodzi chłopak ze Szczecina w pierwszej jedenastce, tak jak teraz Natan Ława, syn Bartosza Ławy, to kibice mają dla niego dużą wyrozumiałość. Powiedziałbym, że pewną słabość, bo wiedzą, że to jest ich chłopak i na pewno zależy mu na klubie.
...
– Dziękujemy za rozmowę. ©℗
Jerzy CHWAŁEK