W trzecim na cztery mecze w grupie mistrzowskiej piłkarze Pogoni Szczecin zmierzą się z zespołem sąsiadującym w tabeli. Do Szczecina przyjeżdża Jagiellonia (początek meczu w niedzielę o g. 15), która w meczach grupy mistrzowskiej potrafiła wygrać w Krakowie z Cracovią i zremisować u siebie z Legią. Będzie zatem w niedzielę faworytem.
Poprzednie dwie konfrontacje Pogoni z zespołami sąsiadującymi w tabeli zakończyły się minimalnymi porażkami z Lechią Gdańsk i Cracovią. Jedyny w trzech meczach punkt Pogoń wywalczyła na boisku w Poznaniu, gdzie spodziewano się wysokiej porażki, porównywalnej do tej ze spotkania w sezonie zasadniczym, kiedy Pogoń przegrała 0:4.
Pogoń w trzech meczach zdobyła jednego gola i uczynił to obrońca, najstarszy zawodnik w drużynie, rozgrywający swój ostatni sezon w Pogoni Ricardo Nunes. W siedmiu meczach po pandemii Pogoń zdobyła trzy gole, ale żaden nie został zdobyty przez napastnika. Klub po sprzedaży Adama Buksy uznał, że nie ma potrzeby uzupełniania składu, później w różnych okolicznościach pożegnał się też z dwoma innymi kluczowymi piłkarzami w ofensywie: Zvonimirem Kozuljem i Srdjanem Spiridonovicem.
Minimalizm, kunktatorstwo, strefa komfortu to określenia idealnie pasujące do stylu zarządzania piłkarskim przedsięwzięciem zaproponowanym przez 65-letniego Jarosława Mroczka, który przed wejściem do zarządu klubu przed ponad dekadą nigdy nie był osobą kojarzoną z futbolem, sportem w jakikolwiek sposób.
Zmora dzisiejszych czasów
To zmora dzisiejszych czasów, że do sportu na wysokim poziomie trafiają osoby wcześniej nieinteresujące się tą dziedziną życia, absolutnie z nią niekojarzone, ale świetnie udające sztuczne zamiłowanie do sportu w momencie, gdy na horyzoncie pojawia się pokusa dużych lub nawet bardzo dużych finansowych korzyści.
To są osoby nic do rozwoju sportu niewnoszące, dzięki nim futbol zamiast rozwijać się, popada w coraz większy marazm zauważalny w rywalizacji międzynarodowej i pozycji polskiej piłki nożnej w europejskim rankingu. Polski futbol klubowy wygląda coraz ładniej na trybunach nowoczesnych stadionów (finansowanych przez samorządy) i coraz gorzej na boisku, gdzie występują coraz słabsze drużyny (tworzone przez prywatnych właścicieli klubów).
W takim układzie nie ma szans na sportowy sukces, który nigdy nie może być zagwarantowany, jednak w wyniku konkretnych działań prowadzonych w dłuższej perspektywie daje spore szanse na postęp i tym samym sukces. W Pogoni od wielu lat, kiedy prezesem jest Jarosław Mroczek, nie zauważamy nawet symptomów działania na rzecz sportowego sukcesu.
Transfery za 50 mln złotych
Pogoń w ostatnich dwóch latach sprzedała piłkarzy na łączną kwotę około 50 mln złotych, co roku jest wspierana przez gminę Szczecin, Grupę Azoty, miasto buduje za blisko 400 mln złotych stadion wraz z bazą treningową, a klub kończy obecny sezon w atmosferze sportowego skandalu, zdobywając w rundzie wiosennej średnio 0,85 punktu na mecz. Jest sportowym pośmiewiskiem na całą Polskę.
Pogoń w rundzie wiosennej zdobyła więcej punktów tylko od dwóch spadkowiczów: Korony Kielce i ŁKS Łódź. Wywalczyła mniej punktów nawet od trzeciego spadkowicza Arki Gdynia. Szczecinianie na trzynaście meczów wygrali tylko dwa, zdobyli zaledwie osiem goli. Mniej zwycięstw ma na koncie tylko zdegradowany beniaminek z Łodzi. Mniej goli nie zdobyła już żadna drużyna.
Co ciekawe, beniaminka z Łodzi do degradacji doprowadził Kazimierz Moskal i jest to druga degradacja tego trenera w ciągu trzech ostatnich sezonów. To ten sam trener, którego zatrudnił Jarosław Mroczek cztery lata temu. Wtedy degradacji nie było, ale końcówka sezonu była równie fatalna jak w tym roku.
Sposób myślenia prezesa Pogoni jest zawsze taki sam. Stopień frustracji kibiców zawsze mija z chwilą zakończenia nieudanego sezonu. Potem fani zaciekawieni nowymi transferami, nowym modelem koszulek, przepełnionymi klubową propagandą zapowiedziami, zapominają o przeszłości, chcą żyć teraźniejszością i kolejnymi złudzeniami. Złość mija szybko.
Są granice dyletanctwa
Są jednak pewne granice sportowego dyletanctwa, publicznych wypowiedzi oderwanych od rzeczywistości, niemających związku z faktami, nielogicznymi, zamazującymi faktyczny obraz klubu, który nie spełnia oczekiwań, nie dostarczył w ostatniej dekadzie żadnych sportowych pozytywnych wrażeń.
To co się dzieje z drużyną w rundzie wiosennej obecnego roku, to sytuacja absolutnie niedopuszczalna, która jednak ma miejsce w sytuacji klubu pozbawionego jakichś szczególnych problemów, według wielu znakomicie poukładanego, ale jednak w obecnym sezonie mocno upadłego. Złość fanów jest olbrzymia, absolutnie zrozumiała. Nie chodzi już o fatalny wynik sportowy, ale o ewidentną beztroskę.
Prezes Mroczek na pewno dzięki swoim działaniom przejdzie do historii klubu, ale tej niechlubnej. Oczywiście w praktyce nic szczególnie złego się nie wydarzyło. Pogoń nie spadła z ekstraklasy. Na razie. Szczeciński klub jest jednym z najczęściej spadających z ekstraklasy w całej Polsce, ale wtedy zawsze następowało oczyszczenie, wdrażanie nowych pomysłów, wprowadzanie zmian.
Dziś Pogoń nie jest zagrożona degradacją, bo jest stabilna finansowo dzięki znacznej pomocy samorządowej i rządowej, środkom z transmisji telewizyjnych. Dla obecnych władz klubu to wystarczy, szczecinianie chcą jednak poczuć atmosferę walki o jakiś cel i tego się domagają. Z tego nie zrezygnują.
Stadion dla kibiców
Nowy stadion za blisko 400 mln złotych nie jest budowany z myślą o większym komforcie prezesa prywatnego przedsięwzięcia. Jest budowany z myślą o mieszkańcach miasta. To oni de facto inwestują w obiekt, który służyć będzie firmie zarządzanej przez prezesa Jarosława Mroczka. Ci mieszkańcy domagają się jednak w zamian pewnej sportowej przyzwoitości, a tego wiosną w obecnym roku brakuje.
W niedzielnym meczu przeciwko Jagiellonii nie oczekujemy przełamania, bo nie ma ku temu przesłanek. Tylko prezes Jarosław Mroczek uważa, że potencjał drużyny jest porównywalny do tego z Buksą, Kozuljem i Spiridonovicem w składzie. Bez nich zespół rozpadł się jak domek z kart.
Jagiellonia nie jest dla Pogoni wygodnym przeciwnikiem szczególnie w meczach rozgrywanych w Szczecinie. Pogoń ostatni raz pokonała swojego niedzielnego rywala w Szczecinie blisko pięć lat temu jeszcze za kadencji trenera Czesława Michniewicza. W kolejnych czterech meczach zdobyła zaledwie jednego gola. Wielkiej przemiany raczej oczekiwać nie należy.
Obecnie sytuacja wygląda w ten sposób, że przed rozpoczęciem nowego sezonu w Pogoni potrzebnych jest czterech nowych, gotowych do gry w wyjściowym składzie piłkarzy: lewy obrońca, ofensywny pomocnik, skrzydłowy i napastnik. Jeżeli sprzedany zostanie Dante Stipica, a na to się zanosi, to potrzebny też będzie transfer klasowego bramkarza. Nową drużynę trzeba tworzyć od początku. ©℗
Wojciech PARADA
Fot. R. Pakieser