sobota, 20 lipca 2019.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Pod czują ochroną Edwarda Gierka

Piłka nożna. Pod czują ochroną Edwarda Gierka

Piłka nożna. Pod czują ochroną Edwarda Gierka
Data publikacji: 2018-08-02 20:42
Ostatnia aktualizacja: 2018-08-03 10:29
Wywietleń: 1465 341422

Piłkarze Pogoni Szczecin w piątkowy wieczór rozegrają trzeci w obecnym sezonie mecz i drugi przeciwko jednemu z beniaminków. Zagłębie Sosnowiec to w przeciwieństwie do Miedzi Legnica klub bardzo utytułowany, zasłużony, odnoszący swoje największe sukcesy w latach 60. i 70. ubiegłego wieku, rozgrywający przeciwko drużynie Pogoni wiele niezapomnianych meczów. Było to jednak dawno temu.

Gdy Pogoń w roku 1962 wchodziła do pierwszej ligi, Zagłębie Sosnowiec odniosło swój pierwszy poważny sukces. W finale Pucharu Polski, rozegranym na Stadionie Śląskim w Chorzowie, sosnowiczanie pokonali Górnik Zabrze 2:1, czym zapoczątkowali pasmo sukcesów trwające całą dekadę. Nic dziwnego, że portowcy miewali z drużyną Zagłębia mnóstwo problemów, choć udawało im się sprawiać miłe niespodzianki.

Po raz pierwszy spotkali się z nią w trzeciej kolejce sezonu 1962/63 i po raz pierwszy przekonali się o sile sosnowieckiej ekipy. Przegrali aż 2:5, a w żadnym następnym spotkaniu sezonu nie stracili aż tak dużo goli.

– Zagłębie miało bardzo dobry atak – mówi Teodor Jabłonowski, wtedy kapitan portowców. – Niekwestionowaną gwiazdą był Józef Gałeczka.

W latach 60. jedną z wiodących postaci w drużynie Zagłębia był Władysław Gzel. W roku 1962 był jeszcze piłkarzem Arkonii Szczecin, wraz z Marianem Kielcem z Pogoni Szczecin debiutował w reprezentacji w tym samym meczu, obaj mieli po 20 lat, ale to Kielec pozostał wierny szczecińskiemu klubowi, Gzel po sportowym upadku Arkonii rozgrywał znakomite sezony w Zagłębiu.

W pierwszej połowie lat 70. nastąpiła w tym klubie pokoleniowa wymiana. Kariery zakończyli między innymi: Roman Bazan (najwięcej występów w historii Zagłębia – ponad 300 spotkań w ekstraklasie) i Józef Gałeczka, a Andrzej Jarosik przegrywał rywalizację o miano napastnika numer 1 klubie z Włodzimierzem Mazurem – legendą Zagłębia lat 70.

Właśnie on, Jerzy Dworczyk, Zdzisław Kostrzewa, Andrzej Rudy i sprowadzony z Górnika Zabrze wychowanek Arkonii Szczecin – Władysław Szaryński byli ikonami Zagłębia z lat 70., mającymi nawiązać do tradycji z pierwszej połowy lat 60., kiedy drużyna dwa razy wywalczyła Puchar Polski i cztery razy stawała na podium.

Pod czujnym okiem sekretarza

Choć drużyna z Sosnowca w latach 1977 i 78 dwa razy zdobywała Puchar Polski, to w rozgrywkach ligowych jej pozycja nie była na miarę oczekiwań kierującego wówczas naszym państwem Edwarda Gierka, który nie krył swoich sympatii względem sosnowieckiego zespołu.

– Nie wiem, na ile Gierek decydował o ruchach transferowych, ale pamiętam, że pozyskanie takich piłkarzy jak Szaryński czy Grotyński odbiło się szerokim echem w światku piłkarskim – mówi Zbigniew Kozłowski, w drugiej połowie lat 70. obrońca Pogoni.

Obaj piłkarze zostali pozyskani w roku 1974 – po sezonie, który nazwano prawdziwym piłkarskim cudem w Zagłębiu.

– Po pierwszej rundzie byli na ostatnim miejscu i nikt nie wróżył tej drużynie niczego dobrego – wspomina Kozłowski, dla którego był to pierwszy sezon w ekstraklasie. – Wiosną zdarzył się jednak cud i nikt nie miał wątpliwości, że to wynik odgórnych decyzji.

Wiosna cudów

Zagłębie po rundzie jesiennej roku 1973 miało 8 punktów na koncie i zaledwie cztery zdobyte bramki w 15 meczach! Wiosną wywalczyło jednak 19 punktów i strzeliło 18 goli. W drugiej połowie lat 70. to był bardzo niewygodny rywal dla portowców. Ci po raz pierwszy przekonali się o tym w przedostatnim meczu sezonu 1976/77.

– Graliśmy u siebie właśnie z Zagłębiem, a na koniec z Odrą Opole – wspomina Kozłowski. – Obie drużyny praktycznie o nic już nie walczyły. Zagłębie szykowało się do finału Pucharu Polski, a piłkarze Odry czekali na wakacje. Musieliśmy w tych meczach jeden raz wygrać i raz zremisować. Zadanie wydawało się proste, ale rzeczywistość przeszła nasze oczekiwania. W meczu z Zagłębiem mieliśmy spętane nogi. Jeszcze do przerwy remisowaliśmy 1:1 i wszystko było w naszym zasięgu. Po zmianie stron wszystko runęło. Traciliśmy gola za golem i ostatecznie przegraliśmy z kretesem aż 1:5, grzebiąc nasze szanse na udział w Pucharze UEFA.

W meczu tym grał wspomniany Szaryński, w latach 60. był złotym dzieckiem Szczecina, swoją popularnością i talentem przewyższał Zenona Kasztelana, dużo wcześniej od niego debiutował w ekstraklasie. Do Pogoni nigdy nie trafił, a w meczu decydującym o pierwszym, historycznym awansie do europejskich pucharów mocno portowcom przeszkodził.

Zabrakło doświadczenia

Okazało się zatem, że drużynie zabrakło doświadczenia w meczach o dużą stawkę, a nadzieje o grze w europejskich pucharach trzeba było znów odłożyć.

Zagłębie tak mocno wryło się w pamięć działaczy Pogoni, że ci postanowili sprowadzić dwóch czołowych piłkarzy tej drużyny. Jednym z nich był Jerzy Dworczyk. Ostatecznie obaj pozostali w Sosnowcu i znów mówiło się, że zadziałały najwyższe władze państwowe.

– Z piłkarzami Zagłębia zawsze mieliśmy dobre stosunki – dodaje Z. Kozłowski. – Oni niejednokrotnie podkreślali, że nie są Ślązakami, ale Zagłębiakami. Dzieliła ich ulica, ale dla tamtejszych kibiców to już było stanowczo za wiele.

Pogoń po tej porażce nie potrafiła się pozbierać i w kolejnych meczach na własnym boisku z Zagłębiem zawsze wychodziła na boisko na ugiętych nogach. Przegrała w kolejnym sezonie u siebie 0:4, a w następnym 1:2 i spadła do drugiej ligi.

Zmiana pokoleniowa

W pierwszej połowie lat 80. ubiegłego wieku to już była zupełnie inna Pogoń i zupełnie inne Zagłębie. Szczecinianie w sezonie 1981/82 byli beniaminkiem, natomiast w Zagłębiu powoli kończyli karierę tacy piłkarze, jak: Rudy. Mazur czy Dworczyk. Do składu wchodzili natomiast młodzi: Roman Geszlecht i Jan Urban – później wielka gwiazda też Górnika Zabrze i reprezentacji Polski.

Urban właśnie na stadionie w Szczecinie zdobył swoją pierwszą bramkę w ekstraklasie. Było to w meczu drugiej kolejki rundy wiosennej roku 1982. Goście z Sosnowca nawet prowadzili po bramce 20-letniego młokosa 1:0, ale zakończyli spotkanie porażką 1:4.

To był pierwszy sezon gry Urbana na boiskach ekstraklasy i jedyny gol w sezonie 1981/82. W sumie były piłkarz Zagłębia strzelił na boiskach polskiej ekstraklasy 78 bramek.

W roku 1985 Pogoń grała o utrzymanie i w przedostatniej kolejce mierzyła się w Sosnowcu właśnie z Zagłębiem, które nie mając już szans na medalową lokatę, przegrywało mecz za meczem. O kulisach tamtego wydarzenia opowiadał w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” Piotr Voigt, wtedy człowiek od „specjalnych zadań” w Wiśle Kraków, która też broniła się przed spadkiem i się nie uchroniła.

– Pamiętam mecz, kiedy Wisła wylatywała z ligi. Graliśmy z Górnikiem Wałbrzych, a Pogoń z Zagłębiem Sosnowiec. Sosnowiec musiał wygrać z Pogonią, a Wisła z Wałbrzychem, tylko taki układ nas ratował. Przyjechał do mnie tajny polonez milicyjny. Mówią, że trzeba dać chłopakom z Sosnowca kasę, żeby wygrali z Pogonią. Powiedzieli mi, że ktoś będzie czekał na mnie w kiblu w Sosnowcu na stadionie… Daje mu kopertę, a on: „Powiem panu jedno: Pogoń to trzeci dzień już tu siedzi”. Słynny trener, pan Gałeczka z Sosnowca, wystawił wtedy ośmiu rezerwowych. Pierwsza akcja i 1:0 dla Pogoni. Druga akcja 2:0, trzecia – już trójką jadą.

Wygrał potrzebujący

Pogoń wygrała ten mecz 3:1, podobnie jak dwa poprzednie, bo potrzebowała punktów, by utrzymać się w ekstraklasie. Zagłębie natomiast przegrało cztery ostatnie spotkania w sezonie, bo tych punktów nie potrzebowało.

W sosnowieckim meczu dwa gole strzelił Andrzej Miązek, który w całej swojej karierze nigdy nie trafił do siatki rywali dwa razy w jednym spotkaniu. Ponadto Pogoń nigdy w meczu ekstraklasy nie wygrała wcześniej ani później w Sosnowcu różnicą dwóch goli. ©℗

Wojciech PARADA

Komentarze

guciu
Gicerek dał cukierka i Zagłębie Sosnowiec grało dalej coś niby o chłopakach Zagłębia co mieli ekstraklasę z Sosnowca coś jest trochę żartem...
2018-08-03 09:41:45

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
22
na godz. 21:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
LESEN SIE MEHR

Filmy

Masowe bieganie nad morzem

Nekrologi

Sonda

Czy uważasz, że w ostatnich latach Szczecin utracił swój akademicki charakter?

 

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do eKuriera
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie