W meczu drużyn rozpaczliwie walczących o utrzymanie, Portowcy zostali wręcz stłamszeni przez Wojskowych, nie potrafili zagrozić bramce rywali, a pod własną popełniali szkolne błędy, byli dużo gorsi i w pełni zasłużenie przegrali. Granatowo-Bordowi przez regulaminowe 90 minut oddali tylko jeden dobry strzał, a dwie obiecujące okazje stworzyli sobie dopiero w doliczonym czasie, gdy ciężar gry wzięli na siebie szczecińscy juniorzy, a goście szanując wynik cofnęli się do głębokiej obrony...
Piłkarska PKO BP Ekstraklasa: POGOŃ Szczecin - LEGIA Warszawa 0:2 (0:1); 0:1 Mileta Rajović (32), 0:2 Mileta Rajović (46).
POGOŃ: Valentin Cojocaru - Leo Borges, Danijel Loncar, Dimitris Keramitsis, Benjamin Mendy (46, 32. Leonardo Koutris) - Fredrik Ulvestad, Kellyn Acosta (58 Filip Cuić) - Kamil Grosicki (84 Jacek Czapliński), Sam Greenwood (73 Mads Agger), Paul Mukairu - Karol Angielski (46 Natan Ława)
LEGIA: Otto Hindrich - Kamil Piątkowski, Rafał Augustyniak, Radovan Pankov (86 Artur Jędrzejczyk) - Paweł Wszołek, Juergen Elitim, Damian Szymański, Wahan Biczachczjan (60 Kacper Urbański), Patryk Kun (86 Arkadiusz Reca) - Mileta Rajović (90 Ermal Krasniqi), Rafał Adamski
Żółte kartki: Koutris, Keramitsis - Urbański. Sędziował: Wojciech Myć z Lublina. Widzów: 20 602 (rekord frekwencji!).
Od początku z ambicją zaatakowali przyjezdni i już w 3. minucie Cojocaru obronił główkę z bliska bardzo aktywnego w grodzie Gryfa Rajovicia. W 20. minucie rumuński bramkarz obronił strzał z 12 metrów nieatakowanego przez nikogo byłego Portowca Biczachczjana oraz dobitkę z bliska Adamskiego, zaś kilka minut później Wszołek zakończył zespołową akcję i krótki rajd, strzałem z pola karnego tuż obok słupka. W 32. minucie po dalekim wrzucie z autu, niezbyt precyzyjnie i lekko z około 10 metrów strzelił Rajović (mimo asysty bodajże Loncara), a szczeciński golkiper popełnił fatalny błąd, przepuszczając piłkę do siatki. Być może piłka podskoczyła na nierównej murawie lub oślepiło go słońce, a grał bez czapeczki z daszkiem, który może chronić przed promieniami... Po objęciu prowadzenia goście nadal atakowali i trzy minuty później Duma Pomorza mogła stracić drugiego gola, lecz po efektownej piętce Rajovicia, skończyło się jedynie kornerem. W 43. minucie uraz zgłosił Mendy, któremu udzielono medycznej pomocy na płycie boiska, po czym zszedł za końcową linię, a Pogoń do przerwy grała w dziesiątkę, gdyż trener Thomas Thomasberg nie zdecydował się na zmianę w pierwszej części gry. Z tego powodu Portowcy, którzy do tej pory ani razu nie zagrozili bramce Hindricha, rozgrywali piłkę na czas na własnej połowie i mogą być wdzięczni sędziemu, że doliczył tylko minutę, bo Francuzowi długo udzielano pomocy, a wcześniej jeszcze dłużej zajmowano się na boisku cierpiącym Piątkowskim.
Tuż po przerwie Adamski w dziecinny sposób ograł Keramitsisa przy linii końcowej i podał wzdłuż bramki, a Cojocaru - choć już nie grał pod słońce - popełnił kolejny błąd przepuszczając piłkę, która trafiła do Rajovicia, a ten z bliska umieścił ją w pustej siatce. W 58. minucie po podaniu głową Adamskiego, w dobrej pozycji znalazł się Biczachczjan ale niezbyt czysty strzał okupił kontuzją i musiał opuścić boisko. W 68. minucie mocno zza pola karnego uderzył Greenwood i był to dopiero pierwszy celny strzał gospodarzy, ale stołeczny bramkarz wybił piłkę. W 81. minucie, po wrzucie z autu Loncara, Portowcy sygnalizowali zagranie ręką Rajovicia w polu karnym, a sędzia przerwał grę, ale po konsultacji z VAR-em, wznowił ją rzutem sędziowskim i chyba słusznie. Zapewne w przerwie arbiter dostał reprymendę od obserwatora za zbyt mało minut doliczonych w pierwszej połowie, więc do drugiej części dorzucił aż dziewięć, a potem jeszcze dołożył dziesiątą. Na początku doliczonego czasu Koutris po krótkim rajdzie z linii pola karnego trafił w spojenie słupka z poprzeczką, a kolejną solową akcję Mukairu zakończył z 17 metrów strzałem, który po rykoszecie dał tylko rzut rożny. Spotkanie zakończyło się uderzeniem Adamskiego, obronionym przez szczecińskiego golkipera, a po jednostronnych zawodach, zasłużenie zwyciężyli Wojskowi.
Warszawianie - po pierwsze będący bardziej waleczni, a także szybsi - zgotowali przysłowiowy śmigus-dyngus Szczecinianom, którzy sprawiali wrażenie drużyny całkowicie zdezintegrowanej, którą nikt nie kieruje, tak na boisku jak i z ławki rezerwowych...
Znamienne były scenki, jakie obserwowaliśmy w drugiej połowie, przy częstych przerwach w grze z powodu urazów zawodników obu drużyn; Legioniści podbiegali wtedy wszyscy razem do swej ławki rezerwowych, uzupełniali niedobór płynów w organizmach, słuchali trenerskich uwag i dopingowali się wzajemnie. Portowcy stali zaś smętnie na płycie boiska, nie razem, w grupkach czy nawet parach, lecz... każdy samotnie! To chyba najlepiej świadczy o tym, jaka atmosfera panuje w międzynarodowym zespole z Twardowskiego. Mamy też obiekcje odnośnie mikrocyklu treningowego przed meczem z Legią. Czy dobrym pomysłem był aż 4-dniowy urlop i jeszcze dodatkowo wolny czwartek, a potem codzienne treningi w czasie największych chrześcijańskich świąt, czyli w Wielki Piątek, Wielką Sobotę i w Wielkanocną Niedzielę?
Trzeba pożegnać się więc z nadziejami, jakie w skryciu żywili wszyscy szczecińscy kibice, że po ewentualnym świątecznym zwycięstwie, Dumie Pomorza przestanie zaglądać w oczy coraz realniejsze widmo degradacji. Z powodu trudnego terminarza (wyjazdy do: Piasta, Cracovii, Jagiellonii i Zagłębia oraz domowe starcia z: Lechem, Wisłą i GKS-em Katowice) spadek do I ligi jest coraz bliższy, tym bardziej, że skład z każdym meczem czy treningiem się kurczy. Tej zimy i wiosny, mniejsze lub większe problemy zdrowotne miało aż 16 piłkarzy, a w poniedziałek mecz przed czasem zakończył mistrz świata Mendy, zaś z gestykulacji doświadczonego zawodnika można było wnioskować, że powodem był uraz mięśniowy (lub więzadeł albo ścięgna) i to bardzo poważny, więc nie można wykluczyć, że oglądaliśmy pożegnalny występ Francuza w Szczecinie. W zawodach z Legią nawet na ławce rezerwowych nie było Husseina Aliego, lecz nie wiemy, czy powodem była kontuzja, czy może przedłużone świętowanie po awansie na mistrzostwa świata z reprezentacją Iraku. Na domiar złego w najbliższym meczu, w poniedziałek o godz. 18 w Gliwicach z Piastem, nie zagrają zawieszeni na jedno spotkanie greccy obrońcy, Keramitsis i Koutris, bo w pojedynku z Legią obaj ujrzeli po czwartej żółtej kartce. ©℗ (mij)
Szczegółowa relacja z ciekawostkami, wypowiedziami i statystykami będzie dostępna w środowym „Kurierze Szczecińskim" oraz w e-wydaniu