Flota Świnoujście wraca z Wronek z ośmioma straconymi golami i kłopotem, którego nie da się zrzucić na klasę rywala. Rezerwy Lecha Poznań mocarzem nie są, wygrały 8:1, a III-ligowiec znad Bałtyku, który jeszcze rok temu słynął ze szczelnej obrony, nabiera dziś wody z każdej strony. Po takim laniu w klubie powinien zawyć alarm.
Do przerwy było 3:0, po zmianie stron 5:0, a w końcowej części meczu poznaniacy dołożyli jeszcze trzy gole. Po dwa trafienia zapisali Jakóbczyk i Dziuba, po jednym Cegiełka, Bakhno, Stankiewicz i Tonder. Honor Floty uratował przy stanie 5:0 Nowak, który na boisku pojawił się jeszcze w pierwszym kwadransie, gdy zmienił juniora Kulpę.
Mocarz na papierze
Najprościej byłoby machnąć ręką: Lech to Lech, herb robi swoje. Tylko że w tej lidze herb bramek nie strzela, co widać w tabeli. Rezerwy poznaniaków są piąte, mają 24 punkty i 13 oczek straty do Polonii Środa Wlkp. Zerknijmy na bilans bez meczu z Flotą: 13 spotkań, bramki 28:26. Żadnej z pozostałych drużyn poznańskie rezerwy nie pokonały wyżej niż trzema golami. U siebie było jeszcze skromniej. W sześciu domowych meczach przed przyjazdem Floty rezerwy wygrały dwa razy, raz zremisowały i trzy razy przegrały, w tym 1:4 z Wdą i 2:4 z Gromem Nowy Staw. Strzeliły w nich 9 goli, straciły 13. Świnoujścianie pozwolili im w 90 minut uzbierać niemal tyle, ile w sześciu poprzednich domowych meczach razem wziętych.
Chłopcy najmniej winni
Przed meczem klub ze Świnoujścia chwalił się na Facebooku czterema juniorami w składzie. I rzeczywiście, od pierwszej minuty zagrali Grieger, Soćko i Rzońca z rocznika 2009 oraz Kulpa z rocznika 2008. Tyle że to Flota była we Wronkach drużyną starszą. Jej wyjściowa jedenastka miała średnio około 23 lat, a lechicka około 21. Po doliczeniu zmienników różnica jeszcze urosła, do 23,6 wobec około 20,4 roku. Z ławki Lecha wchodzili sami nastolatkowie, gola na 3:0 strzelił 16-letni Bakhno, a dwa razy trafił 19-letni Jakóbczyk. Metryka niczego tu więc nie tłumaczy, a młodzi są w tej historii najmniej winni. To nie oni odpowiadają za to, że drużyna od kwietnia przerabia kolejnych trenerów, a z obrony została legenda.
Z tyłu potrafili cierpieć
A legenda była całkiem świeża. Po jesieni poprzedniego sezonu Flota miała bilans bramek 25:17, 28 punktów, a według Wysp24, siódme miejsce w rankingu najszczelniejszych defensyw Superscore na poziomie centralnym, obok Wisły Kraków, Zawiszy i Chrobrego. Klub podsumował to w mediach społecznościowych bez fałszywej skromności.
– Z tyłu potrafimy się bronić, potrafimy cierpieć, teraz wniosek jest prosty i wszyscy go znamy: dołożyć jeszcze w ofensywie i będzie dobrze – pisała Flota.
Dziś bilans bramek po 15 meczach wynosi 18:32. Dwa spotkania mniej niż wtedy, 15 straconych goli więcej i 7 strzelonych mniej. Cierpienia nikt jej nie odmówi. Sprawiedliwie wymaga dodać, że obrona nie rozsypała się tego lata. Siadała już wiosną, jeszcze przy Karolu Szwedzie: po 23 meczach było 35:28, a sezon Flota skończyła na ósmym miejscu z bilansem 48:52. W drugiej rundzie straciła 35 goli, dwa razy więcej niż w pierwszej. Ofensywy też nie dołożyła: strzeliła 23 gole, o dwa mniej niż jesienią.
Cztery nazwiska, jedna ławka
Sam Karol Szweda to dziś wątek poboczny. Po 29 meczach (13 wygranych, 5 remisów, 11 porażek, licząc z pucharem) odszedł pod koniec kwietnia. Teraz jest asystentem Adama Majewskiego w Wiśle Płock. Po jego odejściu karuzela nabrała rozpędu. Jeden mecz tymczasowo poprowadził Damian Staniszewski, a po nim przyszedł Tomasz Pawliczak, który zmienił ustawienie z piątki na trójkę z tyłu i nie krył ambicji. Pytany o potencjał klubu odpowiadał:
– Zdecydowanie pontencjał mamy i chciałbym z drużyną Floty awansować w ciągu dwóch lat do II ligi – mówił lokalnym mediom Pawliczak.
Trzeba przyznać, że ta wypowiedź słabo się zestarzała. Niespełna pięć miesięcy później, 5 października, został zwolniony. Drużynę prowadzi aktualnie Patryk Dąbrowski, opisywany jako trener tymczasowy. Choć wokół klubu mówi się, że za sznurki z drugiego rzędu ma pociągać związany z klubem Marcin Adamski, ale tej informacji nikt jak dotąd oficjalnie nie potwierdził.
Woda pod pokładem
Na przełomie września i października Flota przegrała pięć meczów z rzędu, nie strzelając w nich ani jednego gola, w tym 0:5 z Gromem. Serię przerwała tydzień przed Wronkami, remisem 2:2 z Kluczevią w Stargardzie i... tym wynikiem zmieniła trenera w Kluczewie (Bartosza Bartłomiejczyka zastąpił Paweł Sikora). Spokój potrwał dokładnie siedem dni, bo 1:8 z Lechem to najwyższa porażka Wyspiarzy w tym sezonie. Bilans po 15 meczach to cztery zwycięstwa, trzy remisy i osiem porażek, czyli 15 punktów i 14. miejsce. Nad Flotą jest Grom z 16 punktami, pod nią Lipno ma 14, Victoria 13, Chemik 12 przy meczu rozegranym mniej, a Kotwica 11. Zapasu nie ma żadnego. Ile drużyn spadnie w tym sezonie, jeszcze nie wiadomo, bo poza pewną czwórką zależy to od spadków z II ligi. Rok temu w tej grupie z ligą pożegnało się pięć zespołów. Druga liga miała być za dwa lata. Czwarta jest znacznie bliżej, bo rok temu spadek zaczynał się dokładnie tam, gdzie Flota stoi dziś.
(Km)