Niedziela 05 grudnia 2021r. 
REKLAMA

Piłka nożna. Futbol, biznes i... łapówki

Data publikacji: 2019-11-04 17:05
Ostatnia aktualizacja: 2019-11-06 10:27
Piłka nożna. Futbol, biznes i... łapówki
 

Były właściciel Pogoni Szczecin Sabri B. został w ubiegłym tygodniu zatrzymany przez CBA za próbę wręczenia 200 tys. złotych łapówki. Przekazanie gotówki odbyło się na jednej ze stołecznych ulic. Wszystko obserwowali agenci CBA.

Sabri B. do dziś pozostaje sprawcą największego sukcesu w historii szczecińskiej piłki nożnej. W sezonie 2000/01 stworzony przez niego autorski zespół wywalczył wicemistrzostwo Polski, a w rundzie jesiennej drużyna prowadzona przez Edwarda Lorensa osiągnęła średnią zdobytych punktów na poziomie 2,33. Po tureckim biznesmenie nie było już w klubie inwestora działającego z tak dużym rozmachem, osiągającego jakiekolwiek sukcesy sportowe.

Żaden właściciel Pogoni nie inwestował w szczeciński klub tak dużych kwot. Sabri B. sprowadzał do Szczecina piłkarzy nietuzinkowych, byłych reprezentantów Polski (Skrzypek, Bednarz, Węgrzyn), srebrnych medalistów igrzysk olimpijskich (Gęsior, Mielcarski). Grało również sporo wychowanków lub rodowitych szczecinian, zdecydowanie więcej niż dziś (Majdan, Szubert, Ława, Kaczorowski, Drumlak).

Przejęcie władzy

Pod koniec rundy jesiennej roku 1999 doszło do podpisania trójstronnej umowy Miasta, Pogoni Szczecin i Sabriego B. Turecki inwestor stał się właścicielem klubu i od tamtej pory mógł z nim zrobić praktycznie wszystko, co tylko chciał. Nikt wtedy nie zakładał czarnego scenariusza, każdy raczej rysował kolorowe perspektywy włącznie z grą w Lidze Mistrzów.

Mówimy o klubie, który przed przejęciem przez Sabriego B. był praktycznie jedną nogą na skraju bankructwa. Sabri B. miał mocarstwowe zapędy, ale najpierw sumiennie realizował postanowienia umowy, czyli spłacał zadłużenie i podpisał z piłkarzami nowe kontrakty.

Zadłużenie sięgało już ponad 5 mln zł, Sabri B. spłacił je w trzech transzach już w pierwszym półroczu. Nie było w Pogoni piłkarza, który nie przyjął zaproponowanych nowych warunków. Sabri B. mocno się angażował w sportowy projekt, ale od samego początku nie ukrywał, że celem jego wizyty w Szczecinie jest biznes i to na szeroką skalę.

Wtedy w Szczecinie nie było jeszcze centrów handlowych takich jak Galaxy czy Kaskada. Sabri B. chciał coś takiego stworzyć na terenach przyległych do stadionu. Dziś powstaje tam z publicznych pieniędzy Centrum Szkoleniowe. Miał swój plan, a od miasta otrzymał obietnice otrzymania terenów wokół stadionu wraz z tymi, na których obecnie znajdują się ogródki działkowe. Obietnice okazały się bez pokrycia i były jedynie wabikiem służącym do uratowania klubu i pozbycia się problemu.

100 mln euro na inwestycje

Tam miało powstać wielkie centrum handlowe, ale nie tylko. Miała powstać też hala sportowa na 3 tys. miejsc i inne miejsca sportowo-rekreacyjne. Turecki biznesmen zamierzał przeznaczyć na inwestycje ponad 100 mln euro. Dziś budowa stadionu wraz z Centrum Szkoleniowym kosztuje podatników w przeliczeniu około 85 mln euro.

O tym, że nie były to zwykłe przechwałki, może świadczyć rozmach, z jakim działał w Warszawie. W latach 90. ubiegłego wieku stał się niejako rekinem w dziedzinie inwestycji. Wygrywał przetargi z łatwością, przebijał konkurentów bez trudu i realizował własne budowlane wizje. Miasto Szczecin jednak nigdy ze swoich obietnic się nie wywiązało i obiecanych terenów nie przekazało.

W przerwie zimowej sezonu 1999/2000 Pogoń pozyskała tylko jednego piłkarza. Do drużyny przyszedł Dariusz Dźwigała, a trener Albin Mikulski domagał się kolejnych wzmocnień. Na swojej liście umieścił kilka nazwisk z wówczas krajowego topu, między innymi Arkadiusza Bąka, Tomasza Wieszczyckiego (obaj Polonia Warszawa) czy Krzysztofa Bizackiego (Ruch Chorzów).

Dla Sabriego B. najważniejsza była jednak spłata zadłużenia, a dopiero w następnej kolejności budowa silniejszej drużyny. Dźwigała był piłkarzem, który miał trafić do Pogoni już pół roku wcześniej. Wtedy jednak tamtej Pogoni nie było stać na to, by zaproponować kontrakt dobremu ligowemu piłkarzowi.

Sabri B. po przejęciu Pogoni stał się osobą znaną w całym kraju. Nagle wszyscy dowiedzieli się, że jest to biznesmen działający z dużym rozmachem. Władze Szczecina przed podpisaniem umowy chciały być ostrożne i zasięgnęły opinii w Urzędzie Ochrony Państwa. Dowiedziały się tyle, żeby w kontaktach z Sabrim B. być ostrożnym. Jak się dziś okazuje nie bez przyczyny.

Do Pogoni w bliżej nieokreślonej roli trafił między innymi Janusz Wójcik, który jeszcze kilka miesięcy wcześniej był selekcjonerem reprezentacji Polski, więc osobą z najwyższej krajowej piłkarskiej półki.

Dyś prawą ręką

Najbliższym i najbardziej zaufanym współpracownikiem był Ludomir Dyś. W latach 1986-91 był polskim konsulem w Stambule i tam obaj panowie bardzo dobrze się poznali. Ludomir Dyś miał nienaganne maniery, wysoką kulturę, znakomicie kierował rozmową, umiał znaleźć język z każdym. W Szczecinie jednak mu się to nie udało.

W przerwie letniej roku 2000 nastąpiła w Pogoni największa rewolucja kadrowa w dziejach szczecińskiego klubu. Sabri B. po ponadpółrocznych rządach postanowił realizować kolejne obietnice. Ściągnął do szczecińskiego klubu 13 piłkarzy – każdy z nich z uznaną renomą i wielu z reprezentacyjną przeszłością. Drużyna z nowymi piłkarzami szybko zaczęła dominować na krajowym podwórku, a szczecińscy kibice dobre wyniki przyjmowali z euforią.

Sabri B. działał z dużym rozmachem, a po Polsce szybko rozchodziła się wieść, że turecki biznesmen jest bardzo hojny i mocno zaangażowany w sportowy projekt. Do Pogoni trafiali zatem uznani piłkarze, ale raczej nie tacy, którzy w Legii czy Wiśle odgrywali wiodące role.

Takimi byli w Legii między innymi: Cezary Kucharski, Marcin Mięciel czy Sylwester Czereszewski. Oni też byli wstępnie zainteresowani przejściem do Pogoni, mieli już nawet przygotowane umowy, ale ostatecznie pozostali w Warszawie po tym, jak Legia wyraziła chęć budowania drużyny opierając się właśnie na nich.

Wójcik organizował transfery

Osobą odpowiedzialną za transfery był Janusz Wójcik. Sabri B. początkowo ufał mu bezgranicznie. Wiedział, że były selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski ma znakomite rozeznanie i tak skonstruuje zespół, by ten walczył o mistrzostwo Polski.

Janusz Wójcik miał zostać trenerem i miał już przygotowany kontrakt. Ostatecznie jednak go nie podpisał. Na tydzień przed inauguracją sezonu zorganizowano konferencję prasową połączoną z bankietem, na której w błysku fleszów i jupiterów miało dojść do podpisania umów z nowymi piłkarzami i trenerem Januszem Wójcikiem.

Nie obyło się bez komicznych zdarzeń. Każdy piłkarz podpisujący kontrakt miał całować sztandar Pogoni. Piłkarze trochę zaskoczeni nietypową otoczką wykonywali polecenie tureckiego działacza Tekina Alkana z wyjątkiem jednego z nich.

Jacek Bednarz odmówił. Jednocześnie wykazał się dużą inteligencją, błyskotliwością i sprytnie wytłumaczył, dlaczego tego nie uczynił. Stwierdził bowiem, że nie jest godzien całować sztandaru klubu tak zasłużonego. Tym samym jako jedyny wyłamał się z misternie przygotowanego scenariusza.

Nóż i krew w szatni

Wspomniany Tekin Alkan był postacią niezwykle barwną. Gdy przyjechał do Szczecina, postanowił odwiedzić piłkarzy w szatni. Chciał, żeby jego powitanie z drużyną zostało przez wszystkich zapamiętane. Wyjął nóż i odegrał tanią scenkę imitującą jego więź z klubem poprzez upływ krwi.

To niejedyne zdarzenie Tekina Alkana. Podczas meczów rozgrywanych w Szczecinie szedł z grupą tureckich ochroniarzy na trybuny, mieszał się z tłumem kibiców, ale nie oglądał spokojnie meczu, reagował niezwykle żywiołowo, aż do przesady, robił z siebie widowisko.

Jego pobyt w Szczecinie był burzliwy, ale zakończył się po kilku tygodniach. Pewnego dnia postanowił mianować siebie prezydentem klubu i wysłał do wszystkich redakcji pismo, że właśnie z wiceprezesa klubu stał się prezydentem. Dla lokalnych dziennikarzy była to informacja komiczna, natomiast dla Sabriego Bekdasa był to ewidentny przejaw nadużycia kompetencji, władzy i Tekin Alkan wyjechał po tym do Turcji.

Podczas wspomnianej konferencji jako jedyny umowy nie podpisał Janusz Wójcik. Przez cały okres przygotowawczy pracował nad transferami, ale na tydzień przed inauguracją sezonu okazało się, że Pogoń wciąż jest bez trenera.

Nadwyrężone zaufanie

W kuluarach mówiło się, że Wójcik nadwyrężył zaufanie Sabriego B. Jego negocjacje z piłkarzami odbywały się w dwuznacznych okolicznościach. Kulisy tych rozmów docierały do właściciela klubu, który uznał, że Wójcik nie był lojalny i nie zasługuje na to, by być trenerem.

Pogoń była wtedy klubem, który był w stanie zaoferować najwięcej nie tylko piłkarzom, ale również trenerom. Na kilka dni przed inauguracyjnym meczem z GKS w Katowicach funkcję trenera objął Edward Lorens, który prywatnie był zaciekłym wrogiem Janusza Wójcika. Do pracy w charakterze kierownika drużyny wrócił natomiast Leszek Pokorski.

Sabri B. mocno się zawiódł na współpracy z Januszem Wójcikiem. Od tamtej pory coraz częściej otaczał się własnymi rodakami. Nie ufał też Lorensowi. Do roli trenera koordynatora zatrudnił swojego rodaka Omara Kanera. Był on w klubie jedynie figurantem. Można powiedzieć, że jego rola sprowadzała się do tego, że miał możliwość wejścia do szatni, obserwowania wszystkiego co tam się dzieje i być może relacjonował wszystko swojemu zwierzchnikowi.

Jak podało CBA, w zamian za łapówki burmistrz Włoch wydawał korzystne dla Sabriego B. decyzje administracyjne dotyczące warunków zabudowy, miał też podejmować się załatwiania podobnych decyzji w innych warszawskich urzędach. Przekazana łapówka była drugą przekazaną burmistrzowi, pierwsza miała być prawdopodobnie podobnej wysokości. ©℗ 

Wojciech PARADA

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szczecin - miastem mozliwości.
2019-11-06 10:17:39
Już TW Bolka macie uhonorowanego - to i Sabriemu pomnik postawcie !..... buchachachachachachacha ....!
Architekt na dyżurze
2019-11-05 10:24:08
Ja proponuje pomnik temu Panu obok plavu Adamowitscha
PiS przekazuje Rydzykowi ogromne pieniądze publiczne, Które miały.....do @ Żenada
2019-11-05 09:25:30
- PO_czytaj po..ie (słowa S.N. w Tczewie) Letni taras z markizami, nadworny fotograf i lamborghini. Burmistrz Artur W. chciał mieć Włochy we Włochach.......To PiS_ze twoja https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,25377390,letni-taras-z-markizami-nadworny-fotograf-i-lamborghini-jak.html#S.main_topic-K.C-B.4-L.3.maly.....Ten burmistrz to palił, ale się nie zaciągał.....Nawet po..by spuścili wodę w klopie - "czaskoski i grzesiek wy..li burmistrza jeżdżącego skodą z PO.
halo magistrat
2019-11-05 08:57:46
Czyli co też będzie jakaś aleja, plac czy ulica nazwana jego imieniem??
Pan Witek
2019-11-05 03:12:05
Rozszerzam pytanie Misia. Jeżeli nie plac, to może ławeczkę albo pomnik na Łasztowni? W puszce po paprykarzu i z pasztecikiem w paszczy. W objęciach Krzysztofa Jarzyny.
Miś
2019-11-04 20:14:18
Będzie miał swój plac w Szczecinie?
@Co wy z tą Pogonią?
2019-11-04 18:28:38
Ale za jego czasów Pogoń była wice-mistrzem ciemnogrodu zwanego Polską...
Co wy z tą Pogonią?
2019-11-04 18:17:49
po Sabrim był Antoni Ptak... Sabri był krótko w Szczecinie, narobił długów i tyle go widzieli.
tydzień po zdarzeniu :))))
2019-11-04 18:06:41
Czego oczekiwać od reżimowej lokalnej gazetki..BUHAHA!!!!
gosc
2019-11-04 17:56:58
Nie maserati tylko skoda,powtarzacie fake newsy za dezinfo : https://www.rp.pl/Przestepczosc/191039941-Jak-TVP-wymyslilo-burmistrza-w-maserati.html
Żenada
2019-11-04 17:34:42
Kolejny artykuł powielający nieprawdę - burmistrz jechał skodą, Turka nikt nie krył i nie stawiał oporu - nawet CBA zaprzeczyło bredniom wypisywany przez maluczkich dziennikarzy...

Dodaj komentarz

HEJT STOP
0 / 500


REKLAMA