piątek, 22 czerwca 2018.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Cracovia podejmuje Pogoń. Anegdoty i wspomnienia

Piłka nożna. Cracovia podejmuje Pogoń. Anegdoty i wspomnienia

Piłka nożna. Cracovia podejmuje Pogoń. Anegdoty i wspomnienia
Data publikacji: 2015-10-24 08:19
Ostatnia aktualizacja: 2015-12-12 14:09
Wywietleń: 1188 30926

W sobotę o godzinie 15.30 rozpocznie się mecz Cracovia - Pogoń. Historia spotkań pomiędzy obu klubami sięga roku 1959.

Cracovia, to najstarszy polski klub. Podobnie, jak Polonia Warszawa, czy Warta Poznań był po wojnie szykanowany przez komunistyczne władze. Rolę dominującą w Krakowie przejęła Wisła, mająca możnego sponsora w Służbie Bezpieczeństwa.

Cracovia miała być zepchnięta na margines, zapomniana i bez kibiców. Jeszcze krótko po wojnie zdołała wywalczyć tytuł mistrza Polski (rok 1949). Później jednak następował systematyczny schyłek tego zasłużonego klubu.

Pogoń po raz pierwszy zetknęła się z Cracovią w roku 1959. Była wówczas beniaminkiem I ligi, jej absolutnym nowicjuszem. Cracovia, choć mocno dyskryminowana przez władze, miała znakomitych i zacnych kibiców. Jednym z nich był Jan Paweł II.

Najważniejszy kibic Cracovii

Jeszcze będąc studentem Uniwersytetu Jagiellońskiego zaczął chodzić na mecze swojego ulubionego klubu. W latach 50, kiedy był już Kapłanem i Biskupem nigdy nie zapominał o Cracovii i regularnie zasiadał na trybunach.

W roku 1959 Pogoń i Cracovia broniły się przed spadkiem. I liga liczyła zaledwie 12 drużyn, a spadały dwie. Najsłabszym zespołem był Górnik Radlin, a drugi spadkowicz miał być wyłoniony właśnie z grona drużyn: Cracovia, albo Pogoń.

W przedostatniej kolejce pierwszej rundy Cracovia podejmowała Pogoń w Krakowie. Drużyna ze Szczecina spotkała się z wrogo nastawioną publicznością, ale jak przyznaje Eugeniusz Ksol – piłkarz Pogoni w tamtych czasach, miała do tego prawo.

- Przyjechaliśmy do Krakowa z jednym kompletem strojów – mówi E. Ksol. - Czasy były ciężkie, dobrego sprzętu, jak na lekarstwo, a my zostaliśmy wyposażeni w koszulki w biało-czerwone pasy od polskich marynarzy. Były dobre jakościowo i komfortowo się w nich czuliśmy. Wtedy była taka zasada, że goście wybierali koszulki. My nie mieliśmy zapasowych, więc Cracovia była zmuszona grać w innych, niż swoje tradycyjne. Publiczność nam tego nie darowała, podobnie piłkarze Cracovii. Mecz był ostry i zakończył się naszym zwycięstwem 5:3.

Mistrzowie Polski juniorów

Choć Cracovia nie była pieszczochem władzy, to do klubu garnęła się młodzież. We wspomnianym 1959 roku Cracovia wywalczyła tytuł mistrza Polski juniorów.

W ekstraklasie utrzymać się jednak nie zdołała. Spadła kosztem Pogoni, ale w bardzo dramatycznych okolicznościach.

- W rewanżowym meczu graliśmy z Cracovią u siebie i mieliśmy jeden punkt straty – wspomina E. Ksol. - Musieliśmy wygrać, bo w perspektywie mieliśmy mecz ostatniej kolejki z Legią w Warszawie, która rywalizowała z Gwardią Warszawa o trzecie miejsce. Stawka spotkania nas sparaliżowała. Zagraliśmy słabo i zremisowaliśmy 0:0. Wszystkim wydawało się, że nasz spadek jest przesądzony. Nawet piłkarze Cracovii tak sądzili, bo po remisie z nami cieszyli się, jak dzieci.
Ostatnia kolejka przyniosła jednak sensacyjne rozstrzygnięcia. Cracovia podejmowała Górnika Zabrze, który miał już zapewniony tytuł.

Hat trick Kielca

Przegrała zgodnie z oczekiwaniami 0:1, ale prawdziwy cud stał się w Warszawie. Pogoń ograła Legię 4:0. Hat trickiem popisał się 17 letni wówczas Marina Kielec, który od tego momentu stał się wielką postacią w Pogoni.

Na kolejne potyczki Pogoni z Cracovią trzeba było czekać sześć lat. Obie drużyny tym razem znajdowały się w II lidze i rywalizowały ze sobą o awans. Przyszłość pokazała, że Cracovia z Pogonią zdominowały rozgrywki w sezonie 1965/66.

Choć Cracovia wygrała II ligę, wyprzedzając Pogoń w tabeli, to w bezpośrednich meczach górą byli portowcy. Drużynę Pogoni przejął w przerwie letniej Stefan Żywotko.

- Długo się zastanawiałem, zanim objąłem Pogoń – wspomina po latach. - Byłem emocjonalnie związany z Arkonią, ale po długim namyśle doszedłem do wniosku, że Pogoń też jest drużyną szczecińska, a ja już byłem z tym miastem związany na dobre.

Debiut Kasztelana

Pogoń rozpoczęła sezon fatalnie – od porażki z Hutnikiem w Krakowie 1:3. W następnej kolejce ograła już Górnika Wałbrzych 6:0, a trzy gole strzelił debiutujący w drużynie Zenon Kasztelan, który w trybie pilnym wezwany został z finałowego turnieju o mistrzostwo Polski juniorów.

- Nie zastanawiałem się nawet chwili – mówił po tamtym meczu Kasztelan. - Debiut w Pogoni był moim marzeniem.

Już w następnym spotkaniu szczecinianie grali właśnie z Cracovią. Wygrali z nią 2:1. Lepsi byli również w rewanżu zwyciężając 2:0.

W następnym sezonie – już w pierwszej lidze Pogoń doznała najbardziej dotkliwej porażki z tą drużyną, przegrywając 0:5. Do drugiej ligi spadła jednak Cracovia, a Pogoń grała nieprzerwanie na najwyższym szczeblu rozgrywek przez 13 lat.

Ksol w innej roli

Cracovia do ekstraklasy wróciła w roku 1982. W Pogoni w nieco innej roli występował wówczas Eugeniusz Ksol. Był trenerem drużyny, która niemal do samego końca walczyła o medalową lokatę, a Cracovia broniła się przed spadkiem.

Na trzy kolejki przed końcem portowcy grali z tą drużyną na wyjeździe. Byli zdecydowanym faworytem, a mimo to przegrali z kretesem 0:3.

W drużynie gospodarzy grał wówczas Tadeusz Błachno – w latach 70 pomocnik słynnego Widzewa Łódź, który pod koniec kariery przeniósł się do Cracovii. 

Największą gwiazdą był jednak Cezary Tobolik, który później nielegalnie opuścił Polskę i grał z powodzeniem między innymi w Eintrachcie Frankfurt i francuskim Lens. Sam mecz miał zadziwiający przebieg.

- Trenerem Cracovii był Józef Walczak – opowiada Ksol. - Znaliśmy się wiele lat jeszcze ze wspólnej gry w Bydgoszczy w latach 50. Po tamtym meczu przestał być moim przyjacielem. Wiem, kto w Pogoni sprzedał mecz, ale nie chcę na stare laty wywoływać burzy.

Objawienie Leśniaka

Już w pierwszym meczu następnego sezonu Pogoń znów pojechała na mecz do Cracovii. Tym razem wygrała 2:1.

- Wynik nie odzwierciedlał tego, co działo się na boisku – mówi Ksol. - Byliśmy o klasę lepsi. Oglądając ten mecz miałem w pamięci jeszcze ten z poprzedniego sezonu. Wtedy też mogliśmy wygrać. Gdyby spotkanie odbywało się w sportowej walce.

Mecz z Cracovią w sierpniu 1983 roku był debiutem w pierwszym składzie dla Marka Leśniaka. 19 letni napastnik zdobył wtedy swoją pierwszą bramkę w ekstraklasie i zapoczątkował znakomitą rundę, w której zdobył dla portowców 10 goli.

- Latem straciliśmy naszego najlepszego napastnika ostatnich trzech lat, Zbyszka Stelmasiaka – wspomina Ksol. - Ja jednak nie rozpaczałem, bo wiedziałem, że świetnie zastąpi go Leśniak. I nie pomyliłem się.

Hat trick Kensego

Rewanż odbył się na inaugurację rundy wiosennej w Szczecinie i zakończył się wygraną Pogoni 3:0. To było wyjątkowe spotkanie dla Adama Kensego, który popisał się hat trickiem.

Cracovia w roku 1984 spadła do ekstraklasy, a dla Pogoni był to najlepszy okres w dziejach klubu. Cracovii nie pomogli nawet tak doświadczeni piłkarze, jak: Zbigniew Hnatio, czy Henryk Szymanowski – byli reprezentanci kraju.

Na kolejne dramatyczne boje pomiędzy Pogonią, a Cracovią musieliśmy czekać do sezonu 2003/04. Sytuacja była podobna do tej z połowy lat 60 poprzedniego wieku.

Niemal 40 lat od tamtych wydarzeń, Pogoń i Cracovia znów walczyły o awans do grona najlepszych i znów obie ekipy razem świętowały sukces.

Jesienią 2003 roku Pogoń podejmowała Cracovię u siebie. Klubem rządził wtedy Antoni Ptak, który w karteczce ze składem dostarczonej trenerowi Bogusławowi Baniakowi zamieścił nazwisko Przemysława Kaźmierczaka kosztem Pawła Drumlaka.

Drumlak porwał zespół

Ten ostatni usiadł na ławce rezerwowych i doskonale wiedział, że dzieje się tak ze względu na sympatię Ptaka do Kaźmierczaka i niechęć tego samego prezesa do niego samego.

Do przerwy było 0:0, a gra wyraźnie nie układała się. Baniak postanowił wpuścić na boisko Drumlaka, a ten rozegrał kapitalne zawody. Zdobył gola, zaliczył asystę i porwał cały zespół do walki.

Po strzelonej bramce podbiegł natomiast do trybuny honorowej i gestem mało przyjaznym pozdrowił Antoniego Ptaka. To był początek końca pomocnika Pogoni w klubie finansowanym przez Antoniego Ptaka.

W rewanżowym meczu w Krakowie, Drumlak był już piłkarzem Cracovii. O ile przejście innego byłego piłkarza Pogoni, Kazimierza Węgrzyna do Cracovii potraktowano w Szczecinie bez echa, to taki sam manewr w wykonaniu rodowitego szczecinianina spotkał się z ogromnym gniewem najzagorzalszych fanów Pogoni.

Węgrzyn bez sentymentów

W Krakowie Drumlak przeciwko swoim byłym kolegom jeszcze nie zagrał, bo leczył kontuzję. Spotkanie zakończyło się remisem 2:2, a decydującego gola o remisie strzelił … Węgrzyn na dwie minut przed końcem spotkania.

Drumlak był jednak gotowy do gry w jesiennym meczu obu zespołów już w pojedynku ekstraklasy. Rozpoczął mecz na ławce rezerwowych, a gdy wszedł na boisko, spotkała go ogromna porcja gwizdów i nieprzyjemnych wyzwisk. Sam piłkarz był mocno zdegustowany taką sytuacją.

- Nie wiem czym sobie zasłużyłem na takie potraktowanie – mówił wtedy nie bez żalu. - Pogoń zawsze była i będzie najważniejszym dla mnie klubem, ale to pan Ptak mnie stąd wyrzucił. Sam z własnej woli nie odszedłem. W Cracovii się znalazłem, bo akurat tam zaproponowano mi kontrakt.

Złośliwości Ptaka

Antoni Ptak był średnio zadowolony z remisu 1:1. Goście wyrównali w ostatnich minutach gry, a prezes Pogoni nie krył względem Drumlaka złośliwości.

- Gdyby Drumlak grał przez cały mecz, to na pewno wygralibyśmy – mówił mało poważnie. - Bez niego Cracovia była znacznie silniejsza.

Rok później, jesienią 2005 roku Pogoń przegrała w pechowych okolicznościach 1:2, choć prowadziła 1:0. Gola decydującego o porażce straciła w czwartej minucie doliczonego czasu gry, a zdobył go Giza.

Antoni Ptak postanowił wtedy, że przyszłość Pogoni opierać się będzie na zagranicznych piłkarzach, których wynajdywać będzie w Brazylii.

Cracovia od niedawna swoje mecze rozgrywa na nowoczesnym, pięknym stadionie. Wcześniej jednak podejmowała przeciwników na charakterystycznym obiekcie z okalającym boisko torem kolarskim.

- Piłkarze nie lubili tego stadionu – ocenia E. Ksol. - Łatwo było wypaść poza boisko i mocno sobie poździerać skórę. I jeszcze te prowizoryczne szatnie. Obiekt w niczym nie przypominał piłkarskiej areny, ale miał swoją specyfikę i swój urok. Wojciech Parada


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
12
na godz. 00:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Strefa kibicowała naszym
Odsłonięcie pomnika Lecha Kaczyńskiego
Finalistki Gryfii na plenerze cz.2
Poprzedni Następny

Nekrologi

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy