niedziela, 24 czerwca 2018.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Byli portowcy wprowadzili Arkę do Europy

Piłka nożna. Byli portowcy wprowadzili Arkę do Europy

Piłka nożna. Byli portowcy wprowadzili Arkę do Europy
Data publikacji: 2017-05-02 19:33
Ostatnia aktualizacja: 2017-05-02 19:40
Wywietleń: 1574 248966

Piłkarze Arki Gdynia po raz drugi w historii, a pierwszy od 38 lat, zdobyli Puchar Polski. W finale na PGE Narodowym w Warszawie w obecności 43 760 widzów pokonali po dogrywce Lecha Poznań 2:1 (0:0, 0:0).

Arka zatem powtórzyła osiągnięcie sprzed 38 lat i osiągnęła taki sam wynik. Zarówno wtedy, kiedy pokonała Wisłę Kraków, jak i w obecnym roku, zespół z Gdyni nie był faworytem i zarówno wtedy, jak i teraz stało się to przy udziale trenerów, którzy w przeszłości byli piłkarzami Pogoni Szczecin.

Różnica była taka, że Czesław Boguszewicz 38 lat temu był trenerem w spotkaniu finałowym, natomiast Grzegorz Niciński doprowadził gdyński klub do finału, ale w nim już w roli szkoleniowca wystąpił ktoś inny. Zasługi Nicińskiego w wywalczeniu trofeum są jednak ogromne.

Najmłodszy trener

Czesław Boguszewicz, to do dziś najmłodszy trener w Polsce, któremu udało się wywalczyć krajowe trofeum. Miał wówczas 29 lat. Rok wcześniej miał jechać na mistrzostwa świata do Argentyny. Był ulubieńcem trenera Jacka Gmocha, grał w eliminacyjnym meczu z Danią w Kopenhadze, wygranym przez biało-czerwonych po golach Lubańskiego 2:1. Karierę przerwała kontuzja oka.

Boguszewicz miał w składzie dwóch szczecinian. Wiesław Kwiatkowski i Tadeusz Krystyniak byli rówieśnikami szkoleniowca, rodowitymi szczecinianami, a do Arki ściągnął ich Stefan Żywotko z Arkonii. Tak samo uczynił z Boguszewiczem - już wtedy reprezentantem Polski, co spotkało się z wyraźną dezaprobatą szczecińskich kibiców.

- Kibice Arki i Pogoni nie lubili się - wspomina Zbigniew Kozłowski, wtedy czołowy zawodnik Pogoni Szczecin. - Ci ze Szczecina mogli wybaczyć, że do Arki odeszli piłkarze Arkonii, ale Czesiowi już nie darowali. Boguszewicz wystąpił w jednym meczu w Szczecinie przeciwko Pogoni, której wiele zawdzięcza. Portowcy ze Szczecina wygrali 2:0.

Historyczne gole szczecinian

Kwiatkowski i Krystyniak to byli piłkarze, którzy zdobywali gole w historycznych dla Arki wydarzeniach.
Krystyniak w Gdyni do dziś wspominany jest, jako gdyński Jan Domarski. To dlatego, że zdobył zwycięską bramkę dla Arki w finałowym meczu o puchar Polski z Wisłą Kraków - gola, który na lata stał się symbolem i synonimem sukcesu - niespodziewanego i przełomowego.

Kwiatkowski natomiast to był piłkarz, który zdobył pierwszego gola dla Arki w meczu o europejskie puchary. Jesienią roku 1979 Arka mierzyła się z Beroe Stara Zagora. W pierwszym meczu wygrała 3:2, by w rewanżu przegrać 0:2, tracąc oba gole w pierwszej połowie meczu.

W Bułgarii zgotowano Arce prawdziwą mękę. W hotelu nie było wody, interweniować w tej sprawie musiała polska ambasada. Obiady podawane były z opóźnieniem i zimne. Sędziowanie też było stronnicze. Jak twierdzą obserwatorzy, nie było sposobu, by wygrać w uczciwej walce. Szkoda, bo w drugiej rundzie Pucharu Zdobywców Pucharów Arka grałaby z Juventusem Turyn, a to byłoby święto w Gdyni nie do przecenienia.

Awans Nicińskiego do finału

Grzegorzowi Nicińskiemu nie było dane poprowadzić drużyny w finałowym meczu, ale zastępujący go Leszek Ojrzyński obiecał przekazać byłemu piłkarzowi Pogoni okolicznościowy medal za zdobycie pucharu Polski.

Grzegorz Niciński grał w Pogoni w latach 1995-97. W swojej rodzinnej Gdyni zaistniał jako trener, wprowadził Arkę do ekstraklasy, do finału pucharu Polski, później został zwolniony, ale w Szczecinie stał się piłkarzem w kraju rozpoznawalnym na tyle, że był jednym z pierwszych piłkarzy kupionych przez Bogusława Cupiała do tworzonej dopiero wielkiej Wisły Kraków.

Był grudzień roku 1994. Andrzej Rynkiewicz jechał do Gdyni na rozmowy w sprawie Grzegorza Nicińskiego. Oglądał go w akcji w jednym z meczów na zapleczu ekstraklasy i przy okazji sprowadził też do Szczecina rówieśnika Nicińskiego, Macieja Faltyńskiego.

Futbol na Wybrzeżu był w ruinie. Młodzi, utalentowani piłkarze z klubów gdyńskich i gdańskich szukali innego miejsca do rozwoju. To dlatego do Pogoni trafili: Marcin Kaczmarek (Lechia), a w kolejnym sezonie Maciej Faltyński i Grzegorz Niciński (Arka).

Ulubieniec Lenczyka

Andrzej Rynkiewicz dużo sobie po tych zawodnikach obiecywał. Niciński natomiast został ulubieńcem swojego pierwszego trenera na poziomie ekstraklasy – Oresta Lenczyka.

Zanim trafił do Pogoni, a był tego już bardzo blisko, to otrzymał powołanie na towarzyski mecz piłkarski drużyn młodzieżowych z Hiszpanią. W grudniu 1994 roku miała miejsce sytuacja bez precedensu. W kadrze młodzieżowej znalazło się aż pięciu graczy Pogoni Szczecin i wszyscy wystąpili w wyjściowym składzie.

– Pojechałem na ten mecz osobiście, bo chciałem zobaczyć, jak Grzesiu radzi sobie w towarzystwie innych młodych piłkarzy, którzy już byli w Pogoni – wspomina A. Rynkiewicz. – Po tym meczu nie miałem już wątpliwości, że chcę tego piłkarza w drużynie.

Leszek Pokładowski, Rafał Piotrowski, Marcin Kaczmarek, Olgierd Moskalewicz i Grzegorz Niciński grali jak równy z równym przeciwko takim graczom, jak: Mendieta, Morientes, Raul, czy de la Pena. Przegrali 0:1, ale pokazali duże możliwości i perspektywy.

Niciński trafił do Pogoni pod skrzydła Oresta Lenczyka. To był trener, który w późniejszym etapie kariery Nicińskiego wywarł bardzo istotne piętno na jej przebieg. Lubił takich piłkarzy – poukładanych, zdyscyplinowanych, znających swoje miejsce na ziemi, chcących się uczyć i mających plan na życie. Zawsze, gdy Niciński trafiał do drużyny Oresta Lenczyka, to miał pewne miejsce w składzie.

– Z piłkarzy grających wtedy w Pogoni dziś kilku z nich jest cenionymi trenerami – dodaje A. Rynkiewicz. – Piotr Mandrysz, Marcin Kaczmarek, to też ludzie, którzy świetnie sobie radzili, jako piłkarze i obecnie jako szkoleniowcy.

Niciński pod wodzą Lenczyka zagrał w 13 meczach i strzelił zaledwie jedną bramkę. Kolejny sezon okazał się dla piłkarza ogromnym rozczarowaniem. Drużyna w teoretycznie bardzo mocnym składzie spadła z ekstraklasy. Niciński trafił do Pogoni, bo chciał się rozwijać na boiskach ekstraklasy. Okazało się, że po 1,5 roku wrócił tam, skąd przyszedł.

Następca Dymkowskiego

Występy w II lidze w barwach Pogoni nie były jednak dla Nicińskiego czasem straconym. Wręcz przeciwnie, dużo mu dały. Zespół objął trener Romuald Szukiełowicz i miał jeden poważny problem. Nie wiedział, jak wypełnić lukę po Robercie Dymkowskim, który został wypożyczony do greckiego PAOK Saloniki.

Najpierw przeprowadził z Nicińskim długą rozmowę, pytał piłkarza, na jakiej pozycji chciałby grać. Niciński 20 lat temu, to był piłkarz trochę podobny do Adama Frączczaka z obecnego okresu. Często zmieniał pozycje, grał na skrzydle, na środku pomocy, a także w ataku. Nigdzie jednak nie potrafił zagrzać miejsca na dłużej. Szukiełowicz postanowił to zmienić. Postanowił, że Niciński zostanie napastnikiem i była to doskonała decyzja.

Niciński w sezonie 1996/97 strzelił 15 goli, przyczynił się do awansu do ekstraklasy, a w kolejnym sezonie choć Szukiełowicza zastąpił Bogusław Baniak, a z Grecji wrócił Dymkowski, to Niciński pozostał na pozycji napastnika.

W ekstraklasie szło mu już gorzej, w rundzie jesiennej zdobył zaledwie cztery gole, ale szczególnie dobrze zaprezentował się w jednym z ostatnich meczów rundy z Wisłą Kraków. Strzelił jedną z dwóch bramek, kolejną wypracował i praktycznie zapewnił punkt w konfrontacji z klubem, który akurat szykował się do wielkich wyzwań.

W gronie gwiazd

Klub przejmował Bogusław Cupiał, który w przerwie zimowej dokonał licznych zakupów. Jednym z graczy, na których chciał opierać drużynę był właśnie Niciński. To było spore zaskoczenie, że właśnie ten gracz znalazł się w gronie uznanych gwiazd polskiego futbolu. W pierwszym rzucie wytransferowanych piłkarzy byli bowiem tacy piłkarze, jak: Kazimierz Węgrzyn, Krzysztof Bukalski, Grzegorz Kaliciak, Radosław Kałużny, Ryszard Czerwiec, Daniel Dubicki.

Niciński do tego grona dołączył niemal w ostatniej chwili. Pierwotnie klub chciał pozyskać Mirosława Waligórę, ale temat ostatecznie upadł, a klub zdecydował się na piłkarza Pogoni Szczecin.

Niciński w Wiśle dwa razy zostawał mistrzem Polski, późniejsi trenerzy nie zawsze widzieli w nim podstawowego zawodnika, był wypożyczany do GKS Katowice, ale wracał zawsze wtedy, gdy trenerem zostawał Orest Lenczyk. U niego zawsze miał pewne miejsce w składzie, ale jak przystało na piłkarza uniwersalnego, znów nie zagrzał długo miejsca na jednej pozycji. U Lenczyka był głównie defensywnym pomocnikiem.

Piłkarz ostatecznie rozegrał w ekstraklasie ponad 250 spotkań, ale tylko nieco ponad 50 w Pogoni. Wojciech Parada

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
16
na godz. 12:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Strefa kibicowała naszym
Odsłonięcie pomnika Lecha Kaczyńskiego
Finalistki Gryfii na plenerze cz.2
Poprzedni Następny

Nekrologi

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy