Piłkarze ze Skolwina pojechali w daleką podróż na drugi kraniec Polski bez chorego trenera Tomasza Kafarskiego oraz 4 ważnych zawodników, kontuzjowanych: Macieja Koziary, Jędrzeja Górala i Karola Maszały oraz powołanego do kadry narodowej juniorów Jakuba Zawadzkiego, a choć szybko objęli prowadzenie, to przegrali bo rywale byli lepsi, ale mieliśmy też spore sędziowskie kontrowersje na niekorzyść Szczecinian, jak nieuznany gol i dwa niepodyktowane rzuty karne...
W meczu II ligi piłkarskiej Resovia Rzeszów wygrała ze Świtem Szczecin 3:1 (2:1); 0:1 Kacper Wojdak (5), 1:1 Mikołaj Szkiela (9), 2:1 Mateusz Geniec (11), 3:1 Bartosz Zimnicki (56), zachodniopomorski zespół wystąpił w składzie: Oskar Klon - Damian Ciechanowski (59 Szymon Nowicki), Sebastian Rogala, Rafał Remisz, Dawid Kisły - Alan Dziuniak (59 Aleksander Woźniak), Kacper Wojdak, Dawid Kort (74 Jurij Tkaczuk), Szymon Kapelusz (59 Krzysztof Ropski), Grzegorz Aftyka (85 Kacper Nowak) - Mikołaj Lebedyński. Żółte kartki otrzymali: Geniec oraz Kapelusz i Kisły. Sędziował Karol Wójcik z Siedlec. Widzów 400.
Kołyska na rozpoczęcie
Spotkanie na bardzo dobrze przygotowanej murawie rozpoczęło się udanie dla Szczecinian, bo już w 5. minucie po dośrodkowaniu Korta z rzutu rożnego, Wojdak główką z bliska zdobył gola, po czym z kolegami wykonał tzw. kołyskę, gdyż niedawno urodziła mu się córeczka. Gospodarze od razu ruszyli do odrabiania strat, a w 9. minucie daleki strzał Mateusza Czyżyckiego po lekkim rykoszecie minimalnie minął słupek, zaś chwilę później po kornerze Szkiela strzelił w okienko z 20 metrów i doszło do wyrównania. Niemal natychmiast w kolejnej akcji Rzeszowianie mogli objąć prowadzenie, lecz skończyło się na rzucie rożnym. W 11. minucie, po mocnym strzale Geńca z 20 metrów koło słupka, Resovia strzeliła jednak drugiego gola. Blisko trzeciego trafienia miejscowi byli w 22. minucie, gdy po kontrze Dawid Bałdyga uprzedził przed polem karnym Klona, lecz nie znalazł się przed pustą bramką, bo za mocno zagrał piłkę, która opuściła boisko. Chwilę później zablokowane zostało uderzenie Zimnickiego. W 35. minucie strzał zza linii pola karnego Geńca, Rogala głową wybił na korner.
Feralny karny i wykonanie
Tuż po przerwie, po ataku Jakuba Banacha na Kisłym (faul, czy prawidłowe starcie barkiem w bark?), sędzia podyktował rzut karny, który w 47. minucie Kort wykonał fatalnie, strzelając lekko, w środek bramki i trafiając w poprzeczkę, a dobitka głową Ciechanowskiego trafiła w wewnętrzną powierzchnię poprzeczki, zaś piłka odbiła się od ziemi w bramce już za linią bramkową (tak to przynajmniej wyglądało w telewizji, choć obraz z kamer nie zawsze daje 100-procentową pewność, a dodajmy, że aby bramka była prawidłowo zdobyta, piłka musi całym obwodem przekroczyć linię, a gdy obrys futbolówki choć minimalnie dotyka linii, to gola nie ma...), po czym wyszła w pole, ale arbiter trafienia nie uznał. Na boku pomagała mu kobieta z chorągiewką, która przy jedenastce opuściła linię boczną i stała na linii pola karnego, właśnie po to, by obserwować, czy futbolówka nie przekracza linii bramkowej, ale przy dobitce nie zauważyła gola, a stojąc w dziwnym miejscu (w głębi boiska co najmniej półtorej metra od linii końcowej) energicznie i nadzwyczaj sugestywnie pokazywała gestami, że bramka nie padła... Czy główny rozjemca jej zaufał, czy może dopatrzył się faulu Ciechanowskiego lub innego ze Szczecinian na Banachu, tego nie wiemy, ale grę wznowił rzutem wolnym z pola karnego.
Co myślał sędzia?
Co kołatało w głowie sędziego, tego nie wiemy, ale się domyślamy, analizując sekwencję kolejnych zdarzeń. Otóż arbiter zobaczył prawidłowo zdobytego przez Ciechanowskiego gola i zagwizdał, a ruch jego ręki dawał do zrozumienia, że zamierza wskazać na środek boiska, by Resovia wznowiła grę przy stanie 2:2. W tym momencie zobaczył jednak bardzo emocjonalną i sugestywną sygnalizację swojej asystentki, która pokazywała natarczywie, że gola nie ma (to było jednak chyba tylko wyobrażenie sędziny, bo obraz telewizyjny sugerował co innego)! A gra już została przerwana gwizdkiem... Przepisy stanowią, że jeśli sędzia przerwie grę z nieuzasadnionego powodu (bo jeśli gola nie było, mecz powinien być kontynuowany), to powinien ją wznowić rzutem sędziowskim. Arbiter nie chciał się jednak przyznać do błędu (czyli odgwizdania gola, w którego przestał wierzyć, bo dał wiarę koleżance, że lepiej widziała od niego), a ponieważ zobaczył leżącego w polu karnym Banacha, postanowił to wykorzystać jako pretekst i podyktował rzut wolny z miejsca, gdzie leżał Rzeszowianin.
Dwa niepodyktowane karne
W 56. minucie po rajdzie Szkieli (czy aby w momencie otrzymania podania nie był na spalonym?), Zimnicki z najbliższej odległości zdobył trzeciego gola. Sześć minut później, po strzale Korta, piłka trafiła w słupek, a dobitka Woźniaka odbiła się od ręki Geńca, lecz sędziowski gwizdek milczał. Następnie Ropski strzelił tuż obok słupka, a Aftyka minimalnie nad poprzeczką, zaś pod drugą bramką uderzenie Jana Silnego zostało zablokowane. W 73. minucie Klon obronił strzał Zimnickiego, a po siedmiu minutach zrykoszetowany strzał Nowickiego skończył się kornerem, po czym obok słupka uderzył Adrian Małachowski. Kolejną sędziowską kontrowersję mieliśmy w 87. minucie, gdy w rzeszowskim polu karnym Banach naskoczył na Lebedyńskiego i go przewrócił, ale arbiter nie zdecydował się na jedenastkę. Oj, przydałby się VAR w II lidze, szczególnie jak występują tacy gracze jak Banach! W doliczonym czasie Gracjan Jaroch, były piłkarz szczecińskiej Pogoni i Błękitnych Stargard (a także ekstraklasowej Warty Poznań), strzelił tuż nad szczecińską bramką... ©℗ (mij)