Drugoligowy Świt Szczecin pokonał na wyjeździe GKS Jastrzębie 1:0, rehabilitując się za porażkę z Unią Skierniewice na inaugurację rundy wiosennej. Strzelcem złotego gola dla Skolwinian był Sebastian Rogala. Dla 25-letniego obrońcy był to szczególny mecz, gdyż jeszcze w ubiegłym sezonie reprezentował barwy Jastrzębia.
- Jakie to uczucie, strzelić gola byłej drużynie?
- Radość jest z każdego wygranego meczu, tym bardziej, że moja bramka zapewniła nam 3 punkty. Był to słodko słodko-gorzki mecz dla mnie z racji przeszłości, ale teraz gram dla Świtu i zwycięstwo jest najważniejsze. Trochę nostalgii i takiego dziwnego uczucia było we mnie podczas tego meczu.
- Strzelił pan gola głową po rzucie rożnym, co niejako jest znakiem firmowym. Chyba byli koledzy z Jastrzębia zapomnieli o tej pana umiejętności?
- Mocno się zmieniła drużyna Jastrzębia, od czasu gdy w niej grałem. Z obecnych piłkarzy znam tylko dwóch, a i cały sztab trenerski jest nowy. Widocznie trochę mnie nie docenili, a może to my dobrze rozegraliśmy rzut rożny, bo dośrodkowanie Grzesia Aftyki było bardzo precyzyjne.
- Po meczu pozostał pan w rodzinnej Częstochowie, to nagroda od trenera za strzelonego gola?
- Nie. To było zaplanowane i już wcześniej dostałem zgodę od trenera. W tej rundzie aż do czerwca, nie będziemy mieli już żadnego meczu na Śląsku, więc to była jedyna okazja, żeby wrócić do domu w Częstochowie. Tym bardziej po wygranej i strzeleniu gola, trener nie miał argumentów, żeby mnie zatrzymać w autokarze do Szczecina, ale jutro już wracam i będę na poniedziałkowym treningu.
- Zwycięstwo z Jastrzębiem bardzo ważne, szczególnie po falstarcie przed tygodniem i porażce z Unią.
- Zdecydowanie tak. Przed tygodniem przegraliśmy z liderem, mimo niezłych fragmentów gry i chcieliśmy w Jastrzębiu za wszelką cenę zdobyć 3 punkty. Sam mecz nie był porywający, ale ważne, że zagraliśmy na zero z tyłu, bo przy naszym stylu i sposobie gry nie zdarza się zbyt często.
- Ważne trzy punkty również dlatego, że Warta i Podhale straciły punkty i podgoniliście ich w tabeli.
- To na pewno cieszy. Do drugiego miejsca tracimy 5 punktów, ale zarówno z Olimpią Grudziądz i Wartą Poznań gramy jeszcze bezpośrednie mecze, więc wszystko jest możliwe. Patrzymy na siebie i jeśli będziemy wygrywać wszystko do końca, to na pewno znajdziemy się w pierwszej dwójce, co daje bezpośredni awans.
- Pochodzi pan ze Śląska i tam najdłużej grał w piłkę. Jak przebiegła aklimatyzacja w Szczecinie, na drugim krańcu Polski?
- Mój dom rodzinny jest w Częstochowie, a z Jastrzębia leżącego przy czeskiej granicy do Szczecina jest bardzo daleka droga. Ale lubię zmiany w życiu, jestem otwartą osobą, lubię poznawać nowych ludzi, więc w tej kwestii nie było problemów. Świt wybrałem świadomie, bo wiedziałem, że klub ma ambicje awansować do I ligi. Ja też jestem ambitnym człowiekiem i szybko podjąłem decyzję. Na pewno znaczenie miała osoba trenera Tomasza Kafarskiego. Po pierwszych rozmowach z nim miałem dobre wrażenia, a działacze byli bardzo konkretni. Dlatego bez wahania przyjąłem propozycję 2-letniego kontraktu.
- Wzrost (190 cm) i gra głową to pana atuty. Strzela pan regularnie po kilka goli w sezonie, co dla obrońców nie jest takie powszechne.
- W tym sezonie zdobyłem trzy bramki, a jeszcze trochę meczów do rozegrania zostało, więc mam nadzieję, że ten dorobek powiększę. Grając w Olimpii Grudziądz, gdy awansowaliśmy z 3. do 2. ligi zdobyłem cztery gole w sezonie. Mam nadzieję, że w obecnym to będzie minimum, a może uda się więcej razy trafić do siatki. Wiadomo, że chcę strzelać bramki, ale obrońcę szczególnie cieszy, gdy jego drużyna zachowuje czyste konto w meczu.
Rozmawiał Jerzy CHWAŁEK