piątek, 20 września 2019.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. 54 urodziny i 36 lat po debiucie

Piłka nożna. 54 urodziny i 36 lat po debiucie

Piłka nożna. 54 urodziny i 36 lat po debiucie
Data publikacji: 2019-08-21 09:12
Ostatnia aktualizacja: 2019-08-21 17:47
Wywietleń: 625 409405

21 sierpnia 54 lata skończył Mariusz Kuras. W dniu swoich 18 urodzin zadebiutował w ekstraklasie, w której z bardzo krótkimi przerwami grał przez 16 lat. Na poziomie ekstraklasy zagrał w 300 meczach. W historii Pogoni jest tylko trzech piłkarzy, którzy tego dokonali. Prócz Kurasa są to: Leszek Wolski (348) i Zenon Kasztelan (310).

W ekstraklasie i na jej zapleczu zagrał w 431 spotkaniach i pod tym względem jest niedoścignionym rekordzistą. Prócz niego barierę 400 spotkań zdołał przekroczyć jeszcze tylko wspomniany Wolski (400). Raczej trudno się spodziewać, żeby ten rekord został pobity. W dzisiejszych czasach przywiązanie do barwa klubowych jest już utopią.

Kuras do szerokiej kadry Pogoni został dokooptowany w okresie letnim roku 1983. Pogoń wygrała wówczas swoją grupę w Pucharze Intertoto mając za przeciwników takie zespoły, jak: Werder Brema, FC Malmoe i St. Gallen. Wygrała też latem prestiżowy turniej międzynarodowy pokonując takie marki, jak: Borussia Dortmund i FC Brugge.

Kuras dostał silne przetarcie przed ligowym debiutem, choć nie we wszystkich meczach wystąpił, ale dotknął futbolu na wysokim, międzynarodowym poziomie. Wcześniej na poziomie międzynarodowym występował jedynie w meczach reprezentacji juniorów, z którą w roku 1984 wywalczył brązowy medal mistrzostw Europy.

Debiut na osiemnastkę

Kuras zadebiutował w dniu swoich 18 urodzin w meczu przeciwko ŁKS Łódź. Dostał szanse gry w wyjściowym składzie obok takich piłkarzy, jak: Długosz, Makowski, Urbanowicz, Kensy, Ostrowski, Włoch, czy Krupa. Jego zmiennikiem był Leszek Wolski, a szansę debiutu otrzymał od Eugeniusza Ksola.

Pogoń mecz wygrała 2:0 po golach Ostrowskiego i Krupy. Dla Kurasa był to jeden z dwóch meczów w rundzie jesiennej i jeden z dziesięciu w całym sezonie zakończonym historycznym miejscem na podium. Będąc jeszcze juniorem i piłkarzem z dość sporymi piłkarskimi ograniczeniami potrafił stać się częścią znakomitej drużyny.

- Mój debiut nastąpił w dniu 18 urodzin – mówi Mariusz Kuras. - Graliśmy u siebie z ŁKS i wygraliśmy 2:0. W drużynie przeciwnej grał już mój rówieśnik i kolega z reprezentacji juniorów Jacek Ziober. Był podstawowym zawodnikiem. Potem kilka razy jeszcze na siebie wpadaliśmy i nie zawsze były to dla mnie miłe pojedynki. Ziober był jednym z najlepiej wyszkolonych graczy w polskiej ekstraklasie.

Kuras nie od razu stał się podstawowym piłkarzem w drużynie. Trafił na plejadę świetnych partnerów i już po roku gry w I drużynie przyszły pierwsze sukcesy. Pogoń zanotowała największy sukces w jej historii i wywalczyła prawo gry w pucharze UEFA.

- Wtedy prestiż tych rozgrywek był zupełnie inny, niż obecnie – wspomina Kuras. - Na wieść o tym, że zagramy z FC Koeln, wszyscy byli poruszeni, nawet ci bardziej doświadczeni gracze. - Mieliśmy już małe doświadczenie z gry z drużynami z Bundesligi. Rok wcześniej rywalizowaliśmy bowiem w pucharze Intertoto z Werderem Brema. To jednak nie było to samo. Tamten dwumecz cały czas mam żywo w pamięci. Przecież tych meczów w europejskich pucharach rozegrałem tylko cztery. To było wydarzenie dla całego miasta. Nauczyciele dzieci ze szkół zwalniali. Pamiętam, że rewanż w Szczecinie graliśmy o jakiejś wczesnej porze, chyba o 16. Kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem trybuny były już pełne. W drużynie przeciwnika były wówczas gwiazdy światowego formatu: Schumacher, Littbarski, Allofs.

Trafiał na świetnych trenerów

Kuras czuł się w drużynie coraz pewniej. W roku 1987 Pogoń wywalczyła tytuł wicemistrza Polski i do dziś się mówi, że była to najlepsza drużyna w dziejach klubu. Wydawał się być w czepku urodzony. Trafił do drużyny ułożonej, świetnie funkcjonującej, spotykał na swojej drodze znakomitych trenerów, jak: Ksol, czy Jezierski, czy Lenczyk.

Przyszły jednak czasy trudne, kiedy musiał podołać całkiem innym zadaniom. W roku 1989 Pogoń spadła do II ligi po przegranych barażach z Motorem Lublin. Mariusz Kuras został postawiony w całkiem innej sytuacji. Okazało się, że nie zawsze można rywalizować o wysokie cele, zdarzają się sytuacje trudne.

- Wtedy z Lublina do Szczecina to była moja najdłuższa podróż w życiu – mówi Kuras. - Na dodatek okradli naszą szatnię.

Na przełomie lat 80 i 90 Pogoń przeszła prawdziwe przeobrażenie. Z drużyną pożegnało się wielu świetnych piłkarzy, a przyszli młodzi, zupełnie niedoświadczeni. Kuras musiał stać się tym, który pociągnie wózek w odpowiednią stronę. Stał się piłkarzem jednym z najbardziej doświadczonych.

W Pogoni pojawiło się wielu młodych piłkarzy, którzy później zrobili karierę. Radosław Majdan, Waldemar Jaskulski, Maciej Stolarczyk, Robert Dymkowski, Olgierd Moskalewicz. Nikt ich wtedy nie znał i nikt się nie dowie, jak potoczyłyby się ich losy, gdyby w tak młodym wieku nie dostali szansy.

Drugie spotkanie z Jezierskim

Pogoń na zapleczu ekstraklasy grała przez trzy sezony. Powróciła do niej ze starym trenerem Leszkiem Jezierskim. To było drugie, ale nie ostatnie spotkanie na piłkarskiej drodze Mariusza Kurasa i Leszka Jezierskiego.

- Wtedy poznaliśmy, jak łatwo się spada, ale wchodzi się bardzo trudno. To było duże doświadczenie. Nabrałem dystansu do pewnych spraw i dużej pokory – mówi Kuras.

Kuras jeszcze raz doznał goryczy degradacji. Była to sytuacja szczególna. W sezonie 1995/96 nie był piłkarzem Pogoni. Grał w lidze izraelskiej i był to jedyny sezon, kiedy występował poza Szczecinem. Zagrał jednak w ostatnim meczu sezonu, który decydował o pozostaniu w ekstraklasie. Pogoń niestety przegrała w Bełchatowie 1:2 i opuściła na rok szeregi najlepszych.

- Moje rozstanie z grą w Pogoni było bardzo naturalne – przypomina Kuras. - Miałem niespełna 34 lata i mogłem jeszcze grać. Zdawałem jednak sobie sprawę, że czas biegnie i lepszym piłkarzem już nie będę. Mogłem rozpocząć swoją trenerską przygodę w Pogoni i to się dla mnie liczyło najbardziej.

Mariusz Kuras jako trener poprowadził drużynę Pogoni aż w 67 meczach. Tylko czterech szkoleniowców ma pod tym względem lepszy bilans: Eugeniusz Ksol (117), Stefan Żywotko (91), Edmund Zientara (86) i Bogusław Baniak (74).

Jako bardzo młody, bo niespełna 36-letni trener doprowadził Pogoń do tytułu wicemistrza Polski w roku 2001. Objął drużynę na osiem ostatnich meczów, wcześniej był asystentem trenera Edwarda Lorensa. Jest jedyną osobą, która w różnych rolach byłą członkiem drużyny zdobywającej wszystkie dotąd medale dla drużyny Pogoni. ©℗ Wojciech Parada

Komentarze

Abc
Szacunek
2019-08-21 17:34:33
Iroslaw 67
...I na koniec wszystko popsuł. Wielka szkoda Panie Mariusz...
2019-08-21 10:04:33

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
15
na godz. 15:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
LESEN SIE MEHR

Filmy

Wokalne popisy na pl. Grunwaldzkim

Nekrologi

Sonda

Czy popierasz Marsz Równości?

W Kurierze Szczecińskim
Pierwsza strona
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do eKuriera
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie