niedziela, 24 czerwca 2018.
Strona główna > Sport > Lekkoatletyka. Sofia Ennaoui lubi biegać po lasach (ROZMOWA)

Lekkoatletyka. Sofia Ennaoui lubi biegać po lasach (ROZMOWA)

Lekkoatletyka. Sofia Ennaoui lubi biegać po lasach (ROZMOWA)
Data publikacji: 2017-02-21 12:37
Ostatnia aktualizacja: 2017-02-21 12:37
Wywietleń: 615 216636

Rozmowa z lekkoatletką Sofią Ennaoui, laureatką plebiscytu sportowego „Kuriera Szczecińskiego”

Reprezentantka MKL-u Szczecin Sofia Ennaoui wywalczyła w niedzielę tytuł mistrzyni Polski w biegu na 3 km. Dzień wcześniej zajęła na tym dystansie siódme miejsce podczas bardzo silnie obsadzonego mityngu lekkoatletycznego w Birmingham, gdzie pobiła własny rekord życiowy o ponad 6 sekund.

– Jak ocenia pani swoje dotychczasowe starty w tym roku?

– Wyniki, tytuł mistrzyni Polski i uzyskanie przepustki na mistrzostwa Europy cieszą, tym bardziej że w swoim pierwszym starcie w Karlsruhe wystąpiłam z marszu, po bardzo ciężkim, 4-tygodniowym zgrupowaniu w Republice Południowej Afryki, która jest systematycznie odwiedzana przez polskich lekkoatletów. W Niemczech biegłam całkiem bez świeżości, ale w kolejnych startach było coraz lepiej.

– Może w RPA nie trzeba było tak ciężko trenować, a szczególnie pod koniec zgrupowania, bo wtedy pewnie już w Karlsruhe byłoby więcej świeżości i bieg byłby szybszy…

– Ciężki reżim treningowy w Afryce był niestety wymuszony przez pechowy wypadek tuż przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy to skręciłam kostkę i przez całe dwa tygodnie nie mogłam ćwiczyć. By nie stracić sezonu, trzeba było tą przymusową dwutygodniową pauzę nadrobić właśnie ciężkimi treningami na zgrupowaniu w RPA.

– Czy przygotowując się do halowych mistrzostw Europy, w Afryce trenowała pani w halach sportowych?

– Nie! Trenowaliśmy na otwartych stadionach, na trawiastych i tartanowych nawierzchniach, wykorzystując właśnie rozpoczynające się tam lato. Warunki atmosferyczne były sprzyjające, choć temperatura oscylowała wokół 28-30 stopni Cejsjusza, a jeśli chodzi o tak zwaną temperaturę odczuwalną, to szacowano ją na 40 stopni.

– Domyślamy się, że nie przeszkadzają pani upały…

– Wielu ludzi tak mówi, co mnie zresztą czasami troszkę irytuje, że jeśli urodziłam się i mieszkałam w Maroku, to muszę uwielbiać wysokie temperatury. Prawda jest taka, że w Afryce spędziłam tylko pierwsze półtora roku swojego życia, a cały mój późniejszy życiorys związany jest z Polską i klimatem kraju nad Odrą i Wisłą. Może nie wszyscy, ale jest wielu Polaków, którzy lubią wysokie temperatury i dlatego wyjeżdżają na wakacje do ciepłych krajów. Przyznaję, lubię jak jest gorąco, ale nie wiązałabym tego z miejscem mojego urodzenia.

– Z czym najbardziej kojarzy się pani Maroko?

– Z dziecięcych czasów absolutnie nic nie pamiętam, ale później byłam w tym kraju czterokrotnie. Dwa razy na miesięcznych wakacjach i w dwóch ostatnich latach, dwukrotnie na zawodach sportowych, między innymi Diamentowej Ligi. Bywałam głównie w turystycznych rejonach oraz w ponadmilionowym Marrakeszu, uważanym za stolicę południowej części kraju. Obejrzałam wiele ciekawych miejsc i wspaniałych zabytków. Jestem wprost zachwycona i zauroczona, tym co tam zobaczyłam.

– Z turystyki powróćmy do sportu. Wiadomo już, na jakich dystansach wystartuje pani w Belgradzie?

– Minimum uzyskałam w biegu na 3 kilometry, więc w tej konkurencji zapewne wystąpię. Waży się jeszcze sprawa mojego startu na 1500 metrów i decyzje zapadną zapewne już niedługo. Dodam, że półtora kilometra to mój ulubiony dystans. Natomiast w Belgradzie zupełnie nie wchodzi w rachubę mój start na 800 metrów, bo w sezonie halowym nie nastawiam się na akcenty szybkościowe.

– Czytelnicy „Kuriera Szczecińskiego” nagrodzili panią za osiągnięcia w 2016 roku. Co najbardziej zapamiętała pani z tych zakończonych już 12 miesięcy?

– Bezsprzecznie start w igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro i dotarcie do finału w biegu na 1500 metrów, który ostatecznie ukończyłam na 10. miejscu z czasem 4.14,72. Świetny miałam też koniec roku, gdy podczas rozgrywanych we Włoszech mistrzostw Europy w biegach przełajowych wywalczyłam złoty medal. Najbardziej pechowe były zaś odbywające się w Amsterdamie lekkoatletyczne mistrzostwa Europy, gdy w biegu na półtora kilometra jeszcze na 200 metrów przed metą dzieliłam drugą i trzecią pozycję, lecz zostałam wypchnięta i znalazłam się nagle na jedenastym miejscu, by ostatecznie ukończyć rywalizację na siódmej lokacie z czasem 4.34,84.

– Taki już los filigranowych biegaczek, do jakich pani się zalicza, że czasem mogą zostać potrącane przez roślejsze rywalki. Czy według pani nikła waga ciała jest dużą przeszkodą w biegach średnich i długich? A może jednak jest atutem?

– Jest to z pewnością plus, bo im mniej się waży, tym mniejszy ciężar trzeba przetransportować do mety na własnych nogach. Ale bieg czasami okazuje się sportem kontaktowym, a wtedy siła oraz masa ciała stają się atutami. Zdałam już sobie z tego sprawę i po mistrzostwach w Amsterdamie dużą wagę przywiązuję do przygotowań siłowych.

– Często można panią spotkać w Szczecinie?

– Czasami przyjeżdżam trzy lub cztery razy w tygodniu, ale są tygodnie, gdy wcale nie pojawiam się w grodzie Gryfa. Wychowałam się w Lipianach, do których teraz wpadam tylko sporadycznie na święta, a do Szczecina przeniosłam się w 2015 roku, gdy podjęłam studia w Wyższej Szkole Bankowości, gdzie zgłębiam tajniki logistyki, a obecnie jestem na II roku. W stolicy województwa przebywałam jednak praktycznie tylko rok, bo w ubiegłym przeprowadziłam się do Barlinka, gdzie mieszka mój trener Wojciech Szymański. W dalekosiężnych planach mam jednak powrót na stałe do Szczecina.

– Czy w Barlinku są odpowiednie warunki do treningów?

– Doskonałe, bo miasto otaczają piękne lasy, których nic nie zastąpi, a ponadto jest odrestaurowany niedawno stadion z lekkoatletyczną bieżnią, na którym do niedawna grali piłkarze barlineckiej Pogoni. Paradoksem jest to, że gdy po remoncie oddano stadion do użytku, klub praktycznie przestał istnieć i dopiero się odradza, ale pod inną nazwą.

– Dużo czasu poświęca pani na sportowe zajęcia?

– Teraz to mniej więcej trzy-cztery godziny dziennie, ale są okresy, gdy ćwiczę po pięć lub sześć godzin. Podczas zajęć przebiegam około 20 kilometrów, ale czasami znacznie więcej.

– Czy korzysta pani z uroków Jeziora Barlineckiego z czterema urokliwymi, bezludnymi wyspami?

– Jezioro jest rzeczywiście piękne, jak i cała jego okolica z zabytkowym kąpieliskiem zbudowanym w stylu alpejskim. Ale z uwagi na sezon startowy, mieszkanką Barlinka staję się praktycznie dopiero na przełomie września i października, a wtedy temperatura wody nie zachęca już do kąpieli…

– Dziękujemy za rozmowę. ©℗ 

(mij)

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
16
na godz. 12:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Strefa kibicowała naszym
Odsłonięcie pomnika Lecha Kaczyńskiego
Finalistki Gryfii na plenerze cz.2
Poprzedni Następny

Nekrologi

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy