Z Ewą SWOBODĄ, najlepszą polską sprinterką, rozmawia Jerzy CHWAŁEK
Ewa Swoboda była jedną z polskich bohaterek tegorocznych Mistrzostw Europy w Birmingham zdobywając dwa medale - srebrny w biegu indywidualnym na 100 metrów i brązowy w sztafecie 4x100. Tegoroczny sezon zakończyła startem w memoriale Wiesława Maniaka, zwyciężając na 100 metrów z czasem 11.09 sek, co jest nowym rekordem mityngu. W rozmowie z „Kurierem Szczecińskiem” wróciła do trudnych poprzednich lat, gdy była bliska zakończenia kariery.
- Zakończyła pani ten sezon startem w Szczecinie. Czy to przypadek wynikający z kalendarza imprez, czy jednak niekoniecznie przypadek?
- Szczerze mówiąc, mógłby to być przypadek, ale cieszę się, że właśnie mogłam skończyć sezon na memoriale sprintera i uczcić jego pamięć. Jest to budujące i ważne, że nie tylko polscy skoczkowie, czy przedstawiciele rzutu młotem jak Kamila Skolimowska mają swoje memoriały. Ma też sprinter, czyli zawodnik mojej konkurencji, więc napawa to dumą i chciałam się w nim dobrze pokazać.
- W pełni to się udało. Podsumowując cały sezon, czy był on najlepszy w pani karierze, skoro z najważniejszej imprezy, czyli mistrzostw Europy, wróciła pani z dwoma medalami?
- Tak, pod każdym względem był to mój najlepszy sezon, gdyż żaden poprzedni w mojej karierze nie był tak równy. Zaczęłam od 10.98 sek. i tak kręciłam się w granicach 11.00 – 11.05 sek., bo najgorszy bieg był chyba w Ostrawie z czasem 11.09 i wtedy było bardzo zimno, więc myślę, że ten sezon był bardzo równy i ogólnie najlepszy.
– …i pomyśleć, że po dwóch poprzednich i nieudanych, mówiła pani o zakończeniu kariery. Kto panią odwiódł od tego zamiaru?
- Były takie myśli w mojej głowie. Moja pani psycholog zrobiła dużą robotę i chyba ja sobie zdałam z tego sprawę, że to jest moje życie, i plułabym sobie na pewno teraz w brodę. Całkiem niedawno sobie pomyślałem: „Boże, Ewa jak dobrze, że nie skończyłaś tej kariery, bo byłoby ci przykro”. Na pewno bym wróciła, ale sądzę, że właśnie taka depresja sportowa dotyka większość sportowców. Nie spełniłam swojego celu, jakim był finał na igrzyskach w Paryżu, bo zabrakło jednej setnej sekundy, więc to naprawdę bolało, ale wstałam na nogi i jest dobrze.
- Jak wygląda rola psychologa w przypadku lekkoatletów? Pani Gosia - tylko tyle zdradziła pani z jej personaliów - jeździ z panią na zawody?
- Tak, psychologowie jeżdżą z nami, możemy z nimi rozmawiać, kiedy najdzie nas potrzeba. Ogólnie jest dużo psychologów, ale wiadomo, każdy musi po prostu trafić na osobę, która tak naprawdę pomoże i jest odpowiednia dla nas. Ja współpracuję z Gosią jakoś od końca 2024 albo początku 2025. ©℗