W sobotnie południe, w hali przy ul. Twardowskiego (przeprowadzka z Enea Areny z powodu targów), po bardzo wyrównanym meczu, w którym prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie, Szczecinianie trzema punktami pokonali ekipę ze stolicy. Mecz stał na dobrym poziomie, mało było strat, a skuteczność można uznać za zadowalającą.
Orlen Basket Liga koszykarzy: KING Szczecin - DZIKI Warszawa 91:88 (24:22, 21:25, 25:13, 21:28)
KING: Przemysław Żołnierewicz 25, Nemanja Popović 20, Tomasz Gielo 12, Mateusz Kostrzewski 9, Jeremy Roach 6, Noah Freidel 6, Jovan Novak 5, Anthony Roberts 5, Jakub Ucieszyński 3, Malcolm Dandridge
Początek meczu był słaby w wykonaniu Kinga, który przegrywał już 0:8, ale pierwsze punkty zdobył Popović, a później przebudził się Żołnierewicz, zaś obaj ci zawodnicy byli pierwszoplanowymi graczami miejscowych. Szczecinianie odrobili straty, a nawet wyszli na prowadzenie, gdy w ostatniej sekundzie pierwszej kwarty Ucieszyński rzucił za 3 punkty i była to jego pierwsza ligowa zdobycz.
Druga kwarta także była wyrównana, wyróżniał się w niej Kostrzewski, a Roberts popisał efektowną akcją, ale na przerwę to goście schodzili z 2-punktowym prowadzeniem. W kolejnej kwarcie dominowali podopieczni Macieja Majcherka, którzy prowadzili nawet 12 punktami (66:54 i 70:58), ale w ostatniej części gry Warszawianie doprowadzili do remisu (76:76). W końcówce ciężar gry wziął na siebie Żołnierewicz i King odzyskał prowadzenie, a emocje sięgnęły zenitu, zaś na tablicy świetlnej po trzech skutecznych rzutach osobistych naszego reprezentanta kraju widniał rezultat 91:84. Goście zdołali zminimalizować straty do trzech punktów, ale do końca zostało już wtedy tylko 0,4 sekundy. Szczecinianie wyrzucili piłkę na połowę Dzików i... mecz się zakończył. ©℗ (kw)