Nikt tego dotychczas nie dokonał, aż w końcu zrobił to „Foka”. Mowa o długodystansowym pływaku Bartłomieju Kubkowskim, który za jeden z celów swojego życia obrał przepłynięcie wpław Bałtyku. A wszystko non stop, bez snu i dotykania asekurującej go łodzi.
Po raz pierwszy Kubkowski podjął stawiane sobie wyzwanie w sierpniu 2022 roku. Wystartował wtedy z Kołobrzegu i ruszył w stronę Szwecji. Do przepłynięcia miał blisko 170 km. Po 32-godzinnej walce musiał przerwać próbę. Coraz bardziej wzburzone morze i silne prądy wsteczne spowodowały, że mimo iż śmiałek przemieszczał się po wodzie, jego pozycja nad dnem nie ulegała zmianie.
Choć do spektakularnego sukcesu wtedy nie doszło, „Foka” się nie poddał. Rok później ponownie stanął nad brzegiem Bałtyku, tym razem w Szwecji. Obranego kierunku, którym miał być Kołobrzeg, jednak nie osiągnął. Mimo iż drugą próbę przerwał po 40 godzinach, nie poszła ona na marne. W jej trakcie zbierane były datki dla fundacji Cancer Fighters zajmującej się pomocą dzieciom i młodym ludziom z chorobą nowotworową. Zgromadzono wówczas niebagatelną kwotę 280 tys. zł.
W 2024 roku niezłomny Bartłomiej Kubkowski znów pojawił się na nadmorskiej linii startu. Ponownie w trakcie jego zmagań z Bałtykiem zbierano środki dla wspomnianej fundacji. I ponownie zgromadzono ich sporo, ale i tym razem próba musiała zostać przerwana.
W ubiegłym roku meta była przygotowana w Dziwnowie. Wszystko wskazywało na to, że tym razem się uda, ale tak się nie stało. Do pokonania Bałtyku wpław zabrakło śmiałkowi 11 km ze 160, które dzielą wybrzeże Szwecji z Polską. Pływak po spędzeniu w wodzie 52 godzin borykał się z halucynacjami, aż w końcu całkowicie stracił przytomność. Załoga łodzi asekuracyjnej, w obliczu zagrożenia jego życia, podjęła decyzję o wyciągnięciu go z wody.
Wszystkie dotychczasowe nieudane próby pokonania Bałtyku nie zniechęciły Bartłomieja Kubkowskiego do podjęcia kolejnej. Pływak wystartował w piątek koło południa ze szwedzkiej Kåsebergi, ponownie obierając sobie za cel plażę w Dziwnowie. Przed zanurzeniem się w wodzie zapowiedział, że będzie to jego ostatnie podejście, bez względu na wynik. I faktycznie było ono ostatnim, ale tym razem zakończone sukcesem.
Po morderczym bezsennym wysiłku trwającym 55 godzin i pokonaniu około 160 km wodzie Bartosz „Foka” Kubkowski wyszedł w niedzielę o własnych siłach na polski ląd, unosząc w geście zwycięstwa w górę rękę. Na plaży, na której zgromadziło się ponad tysiąc osób, rozległ się głośny wiwat. Kubkowski został odprowadzony do czekającej na niego karetki i odwieziony na badania do szpitala. Mimo skrajnego wyczerpania chwilę później połączył się w relacji z obserwującymi go na Instagramie fanami.
- Dziękuję wam z całego serca. Chciałem do was wyjść, przywitać się z każdym i podziękować wam za to, że wspieraliście ten projekt i mnie, ale mój zespół zadecydował, że mam jechać na 20 minut na badania. Jak coś, to wpadajcie na Szpitalną 7 do Kamienia Pomorskiego. Jak nie, to wrócę do was i się z każdym przywitam i uściskam dłoń. Dziękuję, kocham was – mówił entuzjastycznie leżący na noszach w jadącej karetce pierwszy człowiek, który pokonał wpław Bałtyk.
Piąta próba zakończyła się także drugim sukcesem. W trakcie jej trwania zebrano 700 tys. zł na rzecz fundacji Cancer Fighters. ©℗
(pw)