Opera na Zamku w Szczecinie zaprasza na wznowienie baletu „Don Kichot”. Na scenie zobaczymy hiszpański wigor, malarską estetykę pełną kolorów i autorskie spojrzenie choreografki Anny Hop na klasyczne libretto. Za pulpitem dyrygenckim stanie Agnieszka Nagórka.
Impulsem do stworzenia baletowej komedii dell’arte „Don Kichot” była powieść Cervantesa. Autor oryginalnego libretta do baletu Marius Petipa wziął ostre pióro i jak skalpelem precyzyjnie ją pociął, odbierając nieco rycerzowi z La Manchy znaczenie i stawiając głównie na taneczne popisy. Inscenizacja Opery na Zamku jest jednak autorskim spojrzeniem autorki libretta i choreografii Anny Hop na klejnot Cervantesa i fabułę Petipy, z podążającym za swoimi marzeniami Don Kichotem jako równoważnym z innymi bohaterem, gorącą jak Hiszpania latem, brawurową taneczną wędrówką z dużą dozą dowcipu. Na scenie widzimy postaci z ognistym temperamentem, dynamiczne duety, widowiskowe sceny zbiorowe, ale i inspiracje Gaudim czy Picasso. Oryginalny balet „Don Kichot” nie był formą ambitną dramaturgicznie. Każda opowiedziana w nim historia była po prostu przyczynkiem do tańca i wyrażania emocji ruchem, popisem umiejętności tancerzy. Anna Hop postawiła przed sobą nieco trudniejsze zadanie: znalezienie balansu pomiędzy zachowaniem kultowych, popisowych hitów i pogłębieniem psychologicznym postaci baletu, na tyle na ile jest na to miejsce w muzyce Minkusa. Nadała Don Kichotowi znaczącą, równoważną rolę z innymi bohaterami baletu, bo w oryginale Mariusa Petipy nie jest on de facto najważniejszą postacią. Zachowała jednak komediowy charakter „Don Kichota”, lekkość historii i pokazała najmocniejsze strony zespołu baletowego Opery na Zamku w Szczecinie, tym samym dając możliwość pokazania tanecznych umiejętności artystów. Skupiła się nie tylko na samej technice tańca, lecz również na tym, by tancerze weszli głębiej w charaktery, psychologię i motywację odgrywanych postaci. Odczytała je tak, by widz mógł wynieść dla siebie nieco więcej z widowiska, choć zachowała kilka wariacji w powszechnie znanych formach.
Jacek Jekiel, dyrektor Opery na Zamku w Szczecinie, mówi: „Wszyscy zapewne zadają sobie pytanie, co dzisiaj nam powieść Cervantesa daje, dlaczego sięgamy po takie tytuły? Jest takie pojęcie: donkiszoteria. Ono oznacza działania człowieka, który w ogromnym uproszczeniu walczy z wiatrakami. Walka z wiatrakami, czyli sceniczna akcja książkowa, jest przeniesiona jako pewien symbol zachowania ludzkiego, irracjonalnego, wydumanego, bezcelowego, bezsensownego… Ale ja Cervantesa odczytuję inaczej – dlaczego to epickie dzieło stało się ikoną kultury? Przede wszystkim dlatego, że postawa człowieka, który mając minimum szans, skazanego na porażkę, podejmuje wyzwanie, które kończy się przynajmniej częściowym sukcesem, jest absolutnie godna pochwały. Uwielbiamy takich bohaterów, którzy mierzą się z ciężarem ponad swoje siły, często sami przeciwko wszystkim. Jak mówił Gandhi: najpierw cię ignorują, potem się z ciebie śmieją, na końcu z tobą walczą, a w rezultacie wygrywasz. Don Kichot świetnie pasuje do tej narracji. Pobito go, odarto, okradziono. Ale wszyscy wiedzą, kto to jest Don Kichot, a czy ktoś pamięta choć jedno nazwisko tych, który z nim walczyli? Nie. Bo on zwyciężył. Zwyciężyła wola walki o prawdę, o idee, myślę też, że w pewnym sensie też o piękno. A to są ideały bliskie temu, co my robimy, bliskie sztuce. Musimy o wszystko walczyć, wbrew przeciwnościom”.
„Don Kichota” obejrzymy w sobotę o g. 19 i w niedzielę o g. 18.
(as)