Z Patrycją FESSARD, kierownikiem literackim Festiwalu Euromusicdrama, rozmawia Agata JANKOWSKA
– Trwa 11. edycja Festiwalu Euromusicdrama. Co ją odróżnia od poprzednich i jaka myśl łączy poszczególne wydarzenia w programie?
– Euromusicdrama po dziesięciu zauważonych w mediach edycjach jest rozpoznawalna na skalę europejską. W tym roku, między innymi, wykonamy muzykę teatralną, którą wysyłają nam sami kompozytorzy, również sławy muzyki klasycznej. Okazuje się, że pomysł na uhonorowanie muzyki teatralnej bardzo podoba się kręgom klasycznym, które doceniają nasze starania, by wskrzesić muzykę, która trafiła do archiwum. Dzięki odkryciu na nowo muzyki teatralnej mamy honor i przyjemność wykonywania muzyki na przykład wspaniałego kompozytora Simone Fontanelli, również profesora kompozycji sławnego Mozarteum w Salzburgu, czy też Edwina Clapuyta, którego muzyka teatralna rozbrzmiewała niedawno w Teatrze Radia Belgijskiego. Dzięki powstaniu Euromusicdrama słynna firma nagraniowa DUX, zwróciła uwagę na ten ginący gatunek muzyki i postanowiła wydać antologię muzyki teatralnej, poświęcając odrębne płyty CD Krzysztofowi Pendereckiemu, Witoldowi Lutosławskiemu i Andrzejowi Zaryckiemu, bardzo zasłużonej i niezwykle ciekawej sylwetce polskiej muzyki teatralnej.
W tym roku twórcy festiwalu pragnęli na scenie, a także na warsztatach, obecności młodych ludzi. Muzyka ta zasługuje, by ją doceniały młode pokolenia i by na stałe gościła w filharmoniach, tak jak to się stało w przypadku muzyki filmowej.
Po talenty młodych, utalentowanych artystów Armanda Witolda, klarnecisty i Benjamina Gryczpana, wiolonczelisty sięgnęliśmy w Konserwatorium Królewskim w Brukseli. Są to młodzi muzycy poszukujący za wszelką cenę nowego kontaktu z publicznością poprzez wszelkie formy przekazu, często sięgając po słowo i poezję. Z wielkim entuzjazmem, świeżością i zapałem podjęli się wyzwania wykonywania muzyki, której jeszcze nigdy nigdzie nie słyszeli. Muzyka teatralna zazwyczaj nie istnieje na You tube i nie słyszy się jej na przesłuchaniach i koncertach w szkolnictwie muzycznym. W koncercie w Filharmonii usłyszymy także młode pokolenie szczecińskich filharmoników, z którymi współpraca to sama przyjemność. Oni także są entuzjastycznie nastawieni na odkrycie czegoś nowego pod okiem gwiazd muzyki klasycznej wielkiego formatu Jean Marca Fessarda, który stał się ambasadorem muzyki teatralnej na świecie oraz Fanny Azzuro, francuskiej pianistki.
Euromusicdrama trzyma się założeń programowych już od dekady. Dzięki pracy twórców Teatru Kameralnego Euromusicdrama odkrywa na nowo muzykę teatralną w pięknej Filharmonii w Szczecinie, która od drugiej edycji jest partnerem wydarzenia. Jeden wieczór w teatrze poświęcony będzie kompozytorowi polskiemu, przybliżając publiczności jego sylwetkę i twórczość. Festiwal promuje kreatywność młodych kompozytorów muzyki teatralnej oraz młodych artystów w szerokim tego słowa znaczeniu.
– Dlaczego bohaterem inauguracji został Andrzej Zarycki? Co mu zawdzięczamy?
– Jednym z najważniejszych wydarzeń XI edycji festiwalu będzie koncert "Muzyka teatralna w roli głównej, czyli Carte Blanche dla Andrzeja Zaryckiego", który odbędzie się w Filharmonii w Szczecinie 24 października 2026.
Wszyscy pamiętamy sukcesy piosenek Ewy Demarczyk, która śpiewała w paryskiej Olimpii "Karuzelę z Madonnami", "Na moście w Avignon" czy "Walc Brillante", ale mało kto wie, że kompozytorem muzyki do jej przebojów jest Andrzej Zarycki jeden z najbardziej płodnych kompozytorów polskich muzyki teatralnej. Teatr od zawsze był ulubionym gatunkiem sztuki kompozytora. W jego katalogu znalazło się około 200 kompozycji do spektakli teatralnych, a także dla teatru telewizji, takich jak "Burzliwe życie Lejzorka Rojtszwańca", "Achmatowa" czy "Zielona Gęś".
Kompozytor był także "nadwornym kompozytorem" słynnej Piwnicy pod Baranami, dla której skomponował około 200 piosenek aktorskich nazywanych przez niego również pieśniami teatralnymi. W poszukiwaniu poetyckiej głębi, Zarycki, cudowny melodysta, stworzył prawdziwe perły sceny teatralnej. W kręgach inteligencji żartuje się, że słynny Wrocławski Festiwal Piosenki aktorskiej powstał właśnie, aby wykonywać jego kompozycje. Muzyka polska zawdzięcza Zaryckiego następną ciekawą gałąź kompozytorską. Przy okazji tego koncertu przyjął również naszą propozycję współpracy niesamowity Artur Andrus, który zamieni się w ambasadora muzyki teatralnej podczas tego wieczoru.
– Festiwal zaprasza artystów z Polski, Francji i Belgii. Jak powstają te międzynarodowe współprace i jaki wpływ mają na ostateczny kształt przedstawień?
– Festiwale mają tę zaletę, że oprócz prezentacji utworów muzycznych, stają się niecodziennymi miejscami spotkań i miejscami niesamowitej kreatywności artystycznej. Poza internetem, na żywo, artyści, twórcy, odtwórcy, publiczność mogą oko w oko, osobiście wymienić swoje doznania, inspirując się nawzajem. Bo jaką wartością jest dla młodego artysty możliwość spotkania z takim twórcą jak Andrzej Zarycki?
Festiwal Euromusicdrama jest bardzo otwarty na wymiany międzynarodowe. Gwarantuje to różnorodność spojrzenia na sztukę, daje to bogactwo wymiany kulturalnej, bo nawet jeśli wszyscy jesteśmy Europejczykami, to każdy z nas ma inny stosunek do teatru i jego dziedzictwa. Często język, którym władamy, daje różne możliwości poszukiwań brzmienia muzycznego (fleksja językowa dostrzegalna jest także we frazie muzycznej). Często różne szkoły narodowe muzyczne zwracają uwagę na inne elementy składowe sztuki. Szkoła francuska to precyzyjność, belgijska śpiew frazy, szkoła polska to emocjonalność. Pamiętam kiedy podczas prób do muzyki teatralnej z tekstem polskiej dramaturg, polska ekipa po prostu zaczęła płakać. Francuska i belgijska miała tłumaczenie dość dosłowne przed sobą, ale nie wzruszyła się do łez i wręcz pytała, co się stało? Kiedy wyjaśniliśmy, że to tekst jest tak wzruszający, Francuzi byli zaszokowani. Ta sama sytuacja powtórzyła się na koncercie. Pamiętam, że panowała tak niesowita atmosfera na scenie, niepowtarzalna, bo pełna żalu, a także wielkiego szacunku dla żalu Polaków za strony Francuzów i Belgów, którzy tego typu emocji nie potrafili do końca zrozumieć.
– Po dziesięciu edycjach: czego dowiedzieli się Państwo o szczecińskiej publiczności? Czy zmienia się jej otwartość na mniej oczywiste połączenia muzyki i teatru? Szczecińska publiczność jest rzeczywiście bardzo otwarta i wciąż ciekawa nowości.
– Euromusicdrama, to także kreatywność spektakli festiwalu. Pojawiają się u nas koncerty z historią w tle, inscenizowane XIX-wieczne salony muzyczne, wieczory improwizacji, poezja śpiewana, teatr instrumentalny, kabarety instrumentalne, koncerty muzyki teatralnej z orkiestrami, bajki muzyczne, legendy ilustrowane muzyką symfoniczną, muzyka teatralna z teatru radiowego. Kiedyś jedna z pań śledząca festiwal i będąca na prawie wszystkich wydarzeniach festiwalu powiedziała nam, że na żadnym z nich nie było powtórzeń, formy się nie powtarzały. Rzeczywiście to muzyka ukierunkowuje nasze przedsięwzięcia i to ona narzuca formę zupełnie inaczej niż w teatrze repertuarowym. Za każdym razem mamy również na celu przedstawienia walorów poznawczych, pedagogicznych spektaklu, chcemy, aby nasz widz–słuchacz dowiedział się czegoś nowego, doznał jakiejś nowej jakości, wyszedł odrobinę wrażliwszy z naszego spektaklu… na muzykę. Ponieważ zjawisko ginącej muzyki to nie tylko teraźniejszość teatru, ale społeczeństwa w ogóle. Muzyki się już nie śpiewa w domu, czy w szkole, nie wykonuje tak spontanicznie jak to robiły starsze pokolenia. Muzyka odchodzi do lamusa, albo do filharmonii, tylko, że trzeba nam za wszelką ceną znaleźć mosty do niej, aby młode pokolenia mogły zrozumieć jej treść. Muzyka poważna w języku francuskim nazywa się muzyką "uczoną", co oznacza, że trzeba już ją znać, mieć wiedzę na jej temat, aby ją docenić. A tak naprawdę działa to na zasadzie połączeń mózgowych, które pojawiają się przy pierwszym słuchaniu i które jeśli jeszcze raz są "odwiedzane", pozwalają na produkcję endorfin w mózgu. Dlatego też ludy, które jeszcze wciąż w domach śpiewają, melomani, czy ludzie mający styczność z muzyką na co dzień są mniej podatni na depresję. Najnowsze badania nad chorobą Alzheimera, donoszą, że u osób, które miały styczność z muzyką co najmniej 5 lat, ośrodek odpowiedzialny za pamięć w mózgu traci komórki później niż w przypadku osób, które muzyki się nie uczyły. Chodzi przede wszystkim o trening pamięci muzycznej.
– Z jakimi największymi wyzwaniami wiąże się organizacja międzynarodowego festiwalu przez niewielki teatr? Co dziś decyduje o możliwościach rozwoju wydarzenia?
– Możliwości są ogromne, ponieważ Teatr Kameralny, który organizuje to przedsięwzięcie, dokłada starań, aby Festiwal mógł ciągle tętnić życiem i kreatywnością. Partnerzy Euromusicdrama Pomorze Zachodnie i Miasto Szczecin oraz wiele Instytucji Szczecina, Filharmonia, Teatr Polski, Polskie Radio, Willa Lentza, Muzeum Narodowe, Zamek zawsze odpowiadają pozytywnie na propozycje organizatorów festiwalu! To naprawdę wielkie wsparcie, ponieważ często frekwencja wydarzeń wymaga większej sali niż Teatr Kameralny. Podczas festiwalu panuje atmosfera twórcza i do rana trwają debaty z artystami i publicznością, które odbywają się w TK, jak zresztą większość przedstawień. Także nasi partnerzy medialni, w tym Kurier Szczeciński, sprawiają, że o naszym istnieniu dowiaduje się wiele osób i przyczyniają się do popularyzowania idei Festiwalu. Jeśli chodzi o to, co nas ogranicza, to tak jak wszystkich – sfera finansowa.
– Dziękuję za rozmowę. ©℗