Piątek, 18 września 2026 r. 
REKLAMA

Poruszająca opowieść o intymnej bliskości

Data publikacji: 18 września 2026 r. 15:56
Ostatnia aktualizacja: 18 września 2026 r. 15:56
Poruszająca opowieść o intymnej bliskości
 

Szczecińskie kino „Pionier” w piątek o g. 20.30 wyświetla polski film „Powiedz mi, co czujesz”.

REKLAMA

To subtelna opowieść o miłości dwojga młodych artystów, dla których pierwszy poważny związek w dorosłym życiu staje się lustrem ich dawnych doświadczeń i blizn. W rolach głównych występują obiecujący aktorzy młodego pokolenia: Jan Sałasiński, Izabella Dudziak oraz Sebastian Dela. Film jest inspirowany życiem i twórczością Patryka Różyckiego oraz Karoliny Balcer i projektem artystycznym „Skup Łez” Alicji Rogalskiej i Łukasza Surowca. Bohaterowie mają po dwadzieścia lat. Ona tworzy nietypowy projekt SKUP ŁEZ, w którym płaci ludziom za ich… łzy. On – początkujący artysta – nie potrafi płakać. Ich uczucie rozwija się intensywnie i szybko, otwierając drogę do głębokiej przemiany, która okaże się jednym z najważniejszych doświadczeń w ich życiu. „Powiedz mi, co czujesz” to poruszająca historia o intymnej bliskości i miłości, która potrafi być najlepszym terapeutą.

Łukasz Mańkowski na portalu filmweb napisał: „Rozdarty pomiędzy uprawą roli a przyjęciem roli artysty Patryk uparcie wybiera to drugie. Ze swojego uporu próbuje uczynić narzędzie do przepracowania trudnego dzieciństwa, a z traum – zasób artystyczny. Ucieka do Warszawy z nadzieją, że uda mu się sprzedawać obrazy. Bez większych sukcesów: lombardy wolą dewocjonalia niż ładne widoczki. Szybko poznaje jednak Marię (Izabella Dudziak) – aspirującą artystkę z bogatego domu, która pracuje właśnie nad instalacją „Skup Łez”, kolekcjonując opowieści zapisane we łzach przypadkowych przechodniów. Problem polega na tym, że Patryk jest zbyt emocjonalnie poblokowany, by wydobyć z siebie choć jedną.

No i tak się będą docierać. On: niedostępny sad boy, który w seksie próbuje znaleźć ujście dla emocji. Ona: odważna, przejmująca inicjatywę zawsze wtedy, gdy natrafia na jego bezradność. W tle pobrzmiewa sztuka, która staje się dla nich językiem eksplorowania tego, co zamknięte w ciele. I tu szalenie ważna uwaga: łatwo o to, by te wszelkie artystyczne próby nie tyle zdominowały formę, ile zepchnęły film w rejony skrajnie niestrawnego, pretensjonalnego bełkotu. Rondudzie nie tylko udaje się tego uniknąć – bo w tę formułę potrafi tchnąć najczulszy z możliwych gestów. Z bliskości swoich bohaterów czyni powietrze dla swojego filmu; oddychamy ich kruchością, podatnością na zranienie, poczuciem humoru. Są dla siebie jak otwarte książki – z ciał wydrapują swoje rany, ucząc się swoich najciemniejszych miejsc”.

(as)

 

REKLAMA
Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj
REKLAMA
REKLAMA