Sobota, 12 września 2026 r. 
REKLAMA

Pomogła umrzeć swojemu ojcu. Pisarstwo Emmanuelle Bernheim

Data publikacji: 12 września 2026 r. 21:39
Ostatnia aktualizacja: 12 września 2026 r. 21:39
Pomogła umrzeć swojemu ojcu. Pisarstwo Emmanuelle Bernheim
Na podstawie książki Emmanuelle Bernheim powstał film pt. „Wszystko poszło dobrze”. Niestety autorka nie doczekała premiery dzieła F. Ozona. Zmarła w 2017 r. Fot. archiwum  

Emmanuelle Bernheim była zwykłą kobietą, która pisała książki. Napisała ich kilka. Być może tylko lub aż kilka. Jej rozpoznawalność na francuskiej scenie literackiej jest umiarkowana. Nie sposób odmówić jej jednak talentu. Przy stosunkowo niewielkim dorobku literackim, wypracowała wysoki poziom pisarskiego warsztatu - podejmując tematy, obok których nie przechodzi się obojętnie.

REKLAMA

Emmanuelle Bernheim pisała na przelomie XX i XXI wieku. Była autorką śmiałą – chciałoby się powiedzieć - bezczelnie śmiałą. W swoich tekstach poruszała tematy uznane za tabu, bezwstydnie penetrując w nich literacką sondą. 

Jedną z jej bardziej niepokornych powieści była „I wszystko dobrze się skończyło” (Tout c'est bien passé), w której Bernhaim opowiada historię choroby swojego ojca. Czytelnik, rozpoczynając lekturę, przypuszcza, że tytułowe szczęśliwe zakończenie będzie oznaczało życie, wyjście z choroby. Jednak nie. Dla autorki szczęśliwą okazuje się eutanazja i śmierć ojca. 

Książka jest zapisem prawdziwych wydarzeń. Ma charakter autobiograficzny. Obrońcy tradycyjnych wartości powiedzieliby być może, że to książka – spowiedź. Wyznania winowajcy. Byłaby to diagnoza nawet uzasadniona psychologicznie.

Ojciec pisarki przeszedł udar, którego skutkiem był bezwład prawej strony ciała. Pewnego dnia starszy człowiek poprosił swoją córkę, aby pomogła mu „skończyć ze sobą". Zastanawiać może to, że córka niemal w ogóle nie przekonywała ojca, aby nadal żył. Z jej literackiej relacji wynika, że uszanowała jego decyzję o odejściu i z zadziwiającą (!) determinacją starała się umożliwić mu eutanazję. Wydarzenia miały miejsce w połowie lat 2000. Francuskie prawo nie pozwalało wtedy na eutanazję, w przypadku, który dotyczył ojca pisarki. Bernheim – jak pisze – zorganizowała więc zabieg w Szwajcarii.

Pisarka opisuje przy tym jej relacje z ojcem jako pełną bliskości. Śmierć ojca traktuje jak realizację jego woli i skrócenie cierpienia. 

Trudno jednak powiedzieć czy decyzja ojca o zakończeniu życia była spowodowana cierpieniem, nieakceptowaniem przez niego chorego ciała, czy może chęcią zwrócenia na siebie uwagi? Tak. A co jeśli stary człowiek nie potrzebował śmierci, tylko miłości? Miłości w znaczeniu ludzkim, braterskim, rodzinnym.

Eutanazja nie jest niczym nowym. Od tysięcy lat żołnierze dobijali rannych, aby skrócić im cierpienie. Zdarzało się, że już tysiące lat temu to samo robili lekarze.

Nie ulega wątpliwości, że intencjonalne skrócenie cierpienia jest moralnie nienaganne, a wręcz dobre. Co jednak z przypadkami, kiedy człowiek chce umrzeć, ale nie cierpi i wreszcie skąd wiemy, czy naprawdę chce umrzeć? Bardzo łatwo tutaj o nadużycia i nieporozumienia. W łatwy sposób akt miłosierdzia może okazać się nieszczęśliwą pomyłką, a nawet morderstwem.

Eutanazja podobnie jak aborcja są problemami, na które nie da się jednoznacznie odpowiedzieć „tak”, lub „nie”. To kwestie moralnie i prawnie nierozwiązywalne. ©℗

Karol CIEPLIŃSKI

REKLAMA
Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj
REKLAMA
REKLAMA