poniedziałek, 27 maja 2019.
Strona główna > Kultura > „Nie podpieramy ścian”

„Nie podpieramy ścian”

„Nie podpieramy ścian”
Data publikacji: 2019-02-03 10:15
Ostatnia aktualizacja: 2019-02-04 07:52
Wywietleń: 870 374043

Rozmowa z Krzysztofem Sokołowskim, wokalistą grupy Nocny Kochanek.

– Ukazała się wasza płyta „Randka w Ciemność”, a teraz ruszacie w trasę koncertową – bardzo długą, bo jej koniec zaplanowany jest na koniec kwietnia. Do tego trzeba mieć żelazną kondycję!

– Na przestrzeni ostatnich kilku lat mamy jedną trasę za drugą. Chyba się już zahartowaliśmy. Niektórzy z nas chodzą na siłownię, bo tężyzna fizyczna jest ogromnie potrzebna na koncertach. Kiedy gra się na przykład w weekend kilka koncertów z rzędu, to już jest kwestia przyzwyczajenia organizmu do takiego wysiłku. Gdy się ma jednak jakąś przerwę pomiędzy występami, ze sceny schodzi się wręcz obolałym. Zwłaszcza że podczas grania nie podpieramy ścian (śmiech). Natomiast obecnie nie możemy sobie w tak długiej trasie pozwolić na wszystko, czego kiedyś sobie nie odmawialiśmy. Nie możemy tyle imprezować, czyli zabawa nie do szóstej rano, ale tylko do trzeciej. Jeśli mamy przerwę w trasie, wracamy do domu. To jest zbawienne dla zdrowia i psychiki.

– Czy ty czasem nie masz teraz ferii w szkole?

– Już nie pracuję jako nauczyciel języka angielskiego. Nie było to możliwe, bym łączył pracę w szkole z tyloma koncertami, ile w tej chwili mamy. Ale kiedyś przecież bywało, że wracałem po koncercie o trzeciej w nocy, o siódmej rano pobudka i od ósmej lekcje. Pamiętam występ w Zielonej Górze w niedzielę, po którym nie było szans, bym samochodem zdążył na lekcję o ósmej rano w poniedziałek. Dlatego wróciłem samolotem. Opowiadałem o tym na spotkaniu w Empiku, ale odebrano to jako przejaw wody sodowej, jaka uderzyła mi do głowy. Tymczasem ja za ten samolot zapłaciłem stówę, czyli mniej niż kosztowałby mnie bilet na pociąg. Pamiętam też, jak w środku tygodnia graliśmy we Wrocławiu na juwenaliach i wyjechaliśmy tak późno w stronę Warszawy, że od razu po koncercie koledzy odwieźli mnie pod szkołę – byłem tam zaledwie minutę po godzinie ósmej. Zatem biegiem wpadłem do pokoju nauczycielskiego, wziąłem dziennik i pobiegłem do sali na lekcję. W szkole wszyscy wiedzieli, że udzielam się muzycznie, ale dyrekcji zależało na tym, żebym ciągle pracował z uczniami. Chyba się sprawdzałem w tej pracy. Zresztą, mnie również dawała ona dużo radości i satysfakcji. Ale musiałem odpuścić. Teraz czasem moi byli uczniowie przychodzą na koncerty Nocnego Kochanka albo na spotkania przy okazji podpisywania płyt. Uczyłem w szkole o profilu sportowym, gdzie słuchano raczej rapu albo muzyki popularnej, stąd było dla mnie dużym zaskoczeniem, że przestroili się na „hewi metal”.©℗

Cały artykuł w „Kurierze Szczecińskim”, e-wydaniu i wydaniu cyfrowym z 1 lutego 2019 r.

 Monika GAPIŃSKA

Fot. Wydawnictwo Agora

„Nie podpieramy ścian” „Nie podpieramy ścian”

Komentarze

\m/
Co prawda maniera wokalna to czysty Bruce Dickinson, brzmienie i harmonia gitar też są znajome, ale najważniejsze, że śpiewają po polsku i z humorem, więc wyszedł godny efekt.
2019-02-04 07:05:24

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
15
na godz. 03:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
LESEN SIE MEHR

Filmy

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny
Wielkie gotowanie nad Odrą
Teatralny przemarsz
Poprzedni Następny

Nekrologi

Sonda

Czy będziesz głosować w wyborach do europarlamentu?

 

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do eKuriera
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie