czwartek, 24 maja 2018.
Strona główna > Kultura > Andrzej Dziatlik (1935–2015)

Andrzej Dziatlik (1935–2015)

Andrzej Dziatlik (1935–2015)
Data publikacji: 2015-10-11 21:05
Ostatnia aktualizacja: 2017-05-16 12:56
Wywietleń: 1711 27681

Odszedł do tego lepszego podobno świata, tak jak prawie wszyscy, niespodziewanie. O jego śmierci dowiedziałem się od koleżanki w sobotę. I wtedy uświadomiłem sobie, że od paru miesięcy go nie widziałem. Jakoś tak zniknął z horyzontu. Nie pamiętam w jakich okolicznościach się poznaliśmy, ale mimo różnicy pokolenia, mieliśmy o czym rozmawiać. Bo Andrzej Dziatlik był nie tylko świetnym gawędziarzem, ale także człowiekiem niekonwencjonalnym i niezwykle odważnym.

Jako młody grafik po Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, którą kończył pod kuratelą sławnego prof. Henryka Tomaszewskiego, zrobił błyskawiczną karierę. Wygrywał prestiżowe konkursy na plakat, drukował swoje rysunki w gazetach, m.in. w bardzo popularnych wtedy „Szpilkach”, a także w  Kurierze Szczecińskim”, w którym zatrudnił się jako 17-letni chłopak. Nie mógł iść na studia, choć przejawiał niespotykany talent plastyczny, bo jego ojciec, w czasie wojny oficer AK, nie podobał się ówczesnym władzom. Ale, gdy w końcu wypuszczono go z więzienia, dla Andrzeja otworzyły się bramy artystycznych uczelni.

Jednym z jego największych sukcesów był kalendarz z żółtą okładką, który przygotował dla Polskiej Żeglugi Morskiej. Na potrzeby tego kalendarza wymyślił Rudobrodego Bosmana, bohatera różnych zabawnych przygód, rozgrywających się na morzach i oceanach. To był wielki przebój wydawniczego rynku, który odcisnął także swoje piętno na rynku... muzycznym, bo o żółtych kalendarzach śpiewał swoją piosenkę Piotr Szczepanik. Ten kalendarz miał wielkie znaczenie w życiu szczecińskiego artysty. Bo dyrektor PŻM zaproponował mu jako honorarium albo pieniądze, albo rejs statkiem do Afryki Zachodniej. Dziatlik wybrał oczywiście to drugie. Wysiadł ze statku z pięcioma dolarami w kieszeni i rozpoczął zupełnie nowe życie. Gorący kontynent tak go zafascynował, że przeżył w nim siedem lat. Pracował w reklamie, tworzył plakaty, chociaż zaczął od zwykłego szyldu dla fryzjera. A potem wyjechał do Australii, gdzie świetnie sobie radził. Przez sześć lat był mężem młodziutkiej i pięknej Włoszki. Do kraju przyjechał z biletem powrotnym w 1990 roku po śmierci matki, po to, by „uregulować sprawy”. Biletu nie wykorzystał. Miał wtedy 55 lat. Ponownie nawiązał kontakty z mediami, w których pracowali jego dobrzy koledzy sprzed lat. Publikował w gazetach swoje rysunki, ale z czasem coraz mniej. W końcu, by się utrzymać, zaczął uczyć angielskiego.

Mawiał o sobie, że jest człowiekiem z ery przedkomputerowej. I tak w istocie było, bo w tym komputerowym, pędzącym do przodu w oszalałym tempie świecie, nie mógł się jakoś odnaleźć, ale się nie poddawał. Dwa lata temu odniósł wielki sukces wystawą w Muzeum Karykatury pt. „Klinika doktora Dziatlika”. Klinikę chciał dalej rozbudowywać, ale, jak to on, chciał jeszcze zrealizować wiele innych pomysłów, których nigdy mu nie brakowało.

Nie ma już Andrzeja Androchowicza, Stefana Janusiewicza, Bogdana Czubasiewicza - kolegów Andrzeja Dziatlika. Nie ma? A może są już razem, tak jak dawniej...

Marek OSAJDA

Komentarze

:(
Cudowny człowiek.. Z Panem Andrzejem spotkałam sie Przypadkiem i bardzo sie ciesze ze mialam okazje poznac tak cudownego czlowieka
2015-10-16 13:11:53
Fan
Szacun.
2015-10-14 11:39:13
(*)
Wujek to był kawalarz, szkoda że odszedł, takiego pokolenia już nie będzie
2015-10-14 10:13:34

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
11
na godz. 03:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Zwiedzanie z prezydentem
Opóźnienia na szczecińskim dworcu
Otwarcie groty
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

Joannie Walczak
W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy
„Mirosław Kwiatkowski niniejszym przeprasza za bezprawne naruszenie dóbr osobistych Pana Przemysława Rafała Chmury, których to naruszeń dopuścił się w treści sporządzonych przez siebie artykułów pod tytułem: – „Biuro nieruchomości w przepompowni”, „Pośredników ci u nas dostatek”, „Wypaczone notarialne umowy”, „Notariusze naginali przepisy”, „Czarna dziesiątka mijającego roku”, „Chwasty tygodnia”, „Pośrednicy drwią z Temidy” oraz „Wyrok na notariusza” opublikowanych w Kurierze Szczecińskim odpowiednio w dniach 23 stycznia 2015 r., 13 lutego 2015 r., 27 listopada 2015 r., 28 grudnia 2015 r., 31 grudnia 2015 r., 9 września 2016 r. oraz 11 października 2016 r., a także stronie internetowej gazety, w których to artykułach zawarto nieprawdziwe i niesprawdzone informacje na temat sposobu świadczenia usług przez Pana Przemysława Rafała Chmurę, w czasie gdy wykonywał on zawód notariusza, oraz o rzekomych nieprawidłowościach, których miał się dopuścić przy świadczeniu tych usług. Mirosław Kwiatkowski zobowiązuje się również do poszanowania dóbr osobistych Pana Przemysława Rafała Chmury.”