Hoaxy, czyli łańcuszki fałszywych informacji, działają na emocjach, głównie na lęku – powiedziała PAP psycholożka dr Agnieszka Skruczaj-Olejnik z SWPS. Ten typ dezinformacji pojawił się w sieci w związku z ostatnimi aktami szkołach.
Ekspertka zwróciła uwagę, że nieprawdziwe informacje są masowo rozpowszechniane na portalach społecznościowych lub w zamkniętych rodzicielskich grupach przez użytkowników niezdających sobie sprawy z powielania kłamstw.
– Mechanizm ten uruchamia się najczęściej wtedy, gdy chcemy ostrzec innych przed rzekomym niebezpieczeństwem. Takie treści sugerują, że jesteśmy w posiadaniu wyjątkowej wiedzy, którą natychmiast trzeba przekazać dalej. W ten sposób, z pozoru w dobrej wierze, tworzymy internetowe łańcuszki dezinformacji – wyjaśniła Skruczaj-Olejnik.
U podstaw tego zjawiska, podkreśliła, leżą emocje, w tym przede wszystkim lęk. – Kiedy czujemy zagrożenie, naturalnie dążymy do odzyskania kontroli nad sytuacją. Przesłanie ostrzeżenia znajomym, daje nam poczucie, że robimy coś pożytecznego i odzyskujemy wpływ na bieg wydarzeń. W takich momentach silne emocje wygrywają z logiką. Przestajemy zastanawiać się nad wiarygodnością informacji, jej źródłem, ani nad tym, kto nam ją przekazał – powiedziała rozmówczyni PAP, porównując ten mechanizm do gry w głuchy telefon.
Według psycholożki, w przypadku dezinformacji związanej z atakami w szkołach, jest ona szczególnie niebezpieczna, ponieważ bazuje na rzeczywistych zdarzeniach dotyczących bezpieczeństwa dzieci. – Ta cząstka prawdy drastycznie nakręca spiralę strachu. Kiedy zaczynamy bać się o nasze dzieci lub własne życie, emocje natychmiast biorą górę i odczuwamy potrzebę natychmiastowego działania i zaalarmowania innych. Niestety, w takich momentach silne emocje całkowicie wyprzedzają chłodną refleksję. To zaś potęguję ogólną panikę – podkreśliła.
Według psycholożki w procesie rozprzestrzeniania się hoaxów ważną rolę odgrywa tzw. efekt iluzji prawdy. – Mózg działa tak, że im częściej widzimy daną informację, tym bardziej wydaje się ona nam prawdziwa i bardziej w nią wierzymy – wyjaśniła. Sytuację dodatkowo komplikują naturalne błędy ludzkiej pamięci. – Nasz umysł nie działa jak nagrywarka, która precyzyjnie rejestruje i odtwarza wydarzenia. Nie przechowujemy informacji jak wiernego zapisu, lecz odtwarzamy je na podstawie zapamiętanych fragmentów, emocji i późniejszych doświadczeń. W efekcie możemy pamiętać samą treść, ale nie pamiętać, skąd ją znamy ani czy pochodziła z wiarygodnego źródła. To z kolei zwiększa ryzyko, że uznamy ją za prawdziwą i przekażemy dalej bez weryfikacji – powiedziała.
W opinii Skruczaj-Olejnik rozprzestrzenianie się dezinformacji może mieć wpływ zarówno na dzieci, jak i dorosłych. – U dzieci może spaść poczucie bezpieczeństwa. W ten sposób droga do szkoły i sam budynek przestają kojarzyć się z nauką, a zaczynają z zagrożeniem. W konsekwencji stan silnego napięcia może wywołać problemy z koncentracją, zaburzenia snu czy lęk przed pójściem do szkoły. Z kolei u dorosłych, uruchamia się potężny instynkt ochrony własnych dzieci. Rodzice mogą ulec złudnej logice, opartej na trosce. Mówi ona: nawet jeśli informacja, którą przekaże, to kłamstwo, to lepiej ostrzec i najwyżej się pomylić, niż zignorować i doprowadzić do tragedii. W takich wypadkach fake newsy rozprzestrzeniają się błyskawicznie – wyjaśniła.
Pytana, jak przerwać łańcuszek dezinformacji psycholożka przyznała, że to niełatwe zadanie. – Kluczowy jest moment świadomego zatrzymania się. Musimy wyhamować automatyczną, podyktowaną strachem reakcję i przejąć kontrolę nad impulsem. Zamiast szukać pozornego ukojenia w bezrefleksyjnym podawaniu wiadomości dalej, należy przekierować energię na działanie racjonalne: weryfikację pierwotnego źródła i sprawdzenie, skąd ta informacja tak naprawdę się wzięła – poradziła rozmówczyni PAP.
W czwartek w szkole podstawowej w Leszczydole-Nowinach w powiecie wyszkowskim jej były uczeń – 15-latek – zaatakował ostrym narzędziem trzy osoby, w tym woźną, która mimo reanimacji zmarła. Przy próbie obezwładnienia nastolatka ranni zostali dyrektor szkoły i nauczycielka. Był to kolejny taki atak w szkole na Mazowszu. W środę w Ostrołęce 19-latek zaatakował nożem dziewięć osób: pięcioro uczniów, dwie nauczycieli i dwie osoby postronne. Tego dnia w Sierpcu policja zatrzymała też 17-latka, który planował atak w szkole. Chłopak usłyszał zarzuty i został aresztowany na dwa miesiące. (PAP)