Czwartek, 16 lipca 2026 r. 
REKLAMA

20 lat więzienia dla Łukasza Żaka, sprawcy śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej

Data publikacji: 16 lipca 2026 r. 15:42
Ostatnia aktualizacja: 16 lipca 2026 r. 15:42
20 lat więzienia dla Łukasza Żaka, sprawcy śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej
 

Sprawca śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej Łukasz Żak został skazany na 20 lat więzienia - zdecydował w czwartek śródmiejski sąd rejonowy w Warszawie. - Tym wyrokiem chronię społeczeństwo - powiedział sędzia Maciej Mitera, uzasadniając wyrok.

REKLAMA

Żak może się ubiegać o zwolnienie warunkowe po 15 latach. Sędzia orzekł również wobec niego dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów, zapłatę 10 tys. na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej oraz wypłatę zadośćuczynienia dla rodziny zmarłego w wypadku - łącznie 900 tys. zł. Poszkodowanej w wypadku znajomej Paulinie K. ma zapłacić 150 tys. zł.

Współoskarżeni w procesie Łukasza Żaka zostali w czwartek skazani przez warszawski sąd rejonowy za pomoc w próbie uniknięcia przez sprawcę wypadku odpowiedzialności karnej. Otrzymali wyroki od 5 do 2 lat więzienia. Muszą też zapłacić zadośćuczynienie rodzinie ofiary wypadku.

Wszyscy skazani pomagali Łukaszowi Żakowi w ucieczce z kraju, zacierali ślady i nie pomogli na miejscu wypadku.

Kacper K., właściciel wypożyczalni aut, z której pochodziły pojazdy, oskarżony był o prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości, poplecznictwo oraz nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku. W czwartek sędzia Maciej Mitera skazał go łącznie na 5 lat więzienia, a także orzekł zakaz prowadzenia pojazdów przez 6 lat.

Aleksander G. i Maciej O. byli oskarżeni o poplecznictwo. Prokuratura zarzucała im m.in. pomoc w zacieraniu śladów oraz utrudnianie ujęcia sprawcy wypadku. Mężczyźni zostali skazani na 2 lata więzienia. Oskarżeni również o poplecznictwo i nieudzielenie pomocy Mikołaj O. i Damian J. zostali skazani na 4 lata więzienia.

Wszyscy współoskarżeni muszą zapłacić po 120 tys. zł tytułem zadośćuczynienia dla rodziny ofiary wypadku (łącznie 600 tys. zł) oraz po 20 tys. zł (łącznie 100 tys. zł)na rzecz poszkodowanej w wypadku znajomej Żaka - Pauliny. K. Dodatkowo Kacper K. musi wpłacić na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej 10 tys. zł.

Wszystkie wyroki są nieprawomocne.

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Maciej Mitera podkreślił, że do wypadku doprowadziło działanie z premedytacją Żaka. - Co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić (Volkswagena - PAP) Arteona - to „mały czołg”, do 200 km na godzinę? Wtedy nie ma szans na reakcję, nikt nie miałby szans z tym Arteonem - powiedział sędzia.

Zaznaczył, że Żak zrobił to z premedytacją. - Nagrywał to. Chciał pan komuś zaimponować? Przecież to groziło katastrofą. To groziło katastrofą i tak się skończyło. Panie Żak, powiem tak, może na wyrok nie, ale na tę karę pracował pan sobie tutaj latami. To jest wypadkowa pana całej działalności - dodał.

- Uważam, że tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi kierowcami, jak pan - podkreślił sędzia Mitera. Dodał raz jeszcze: - Tym wyrokiem chronię społeczeństwo przed panem.

Odniósł się też do zachowania skazanego podczas kolejnych rozpraw. - Obserwowałem pana podczas procesu (...) - zero refleksji - podkreślił sędzia Mitera.

Zaznaczył też, że wydając wyrok bazował na faktach i na tym, co było w aktach, a nie na tym co oskarżony miał w głowie, gdy popełniał czyn. - Kara, w mojej ocenie uwzględniała pana motywację, pobudki, natężenie złej woli, stopień winy i społeczną szkodliwość tych czynów - powiedział.

Sędzia przedłużył areszt Żakowi do 17 września. Aresztował też nieobecnych w czwartek na rozprawie Kacpra K., Mikołaja N. i Damiana J. - z uwagi na to, że wydał wyrok opiewający na ponad 3 lata więzienia.

Obrończyni Łukasza Żaka mec. Izabela Ławińska zapowiedziała w czwartek po rozprawie, że będzie składała apelację od wyroku skazującego jej klienta. Podkreśliła też, że w jej ocenie wyrok jest bardzo surowy, choć jak oceniła, jej klient przyjął go z pokorą. Zwróciła uwagę, że jej klient sam zgłosił się na policję, co jest okolicznością łagodzącą.

Zaznaczyła, że Żak został „wytypowany” przez media. - Ten człowiek został wybitnie postawiony na świeczniku. Zapewne znacie państwo przypadki innych przestępstw, gdzie znacznie gorsze czyny zostały popełnione i nie widziałam wtedy, żeby pojawiały się komentarze czy sugestie co do wyroku. Uważam, że mój klient został tutaj wytypowany, nie wiem z jakich względów - powiedziała mec. Ławińska.

Prokurator Katarzyna Niemiec-Rudnicka z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście w rozmowie z dziennikarzami zaznaczyła, że to „pierwsza w historii kara w tak dużym wymiarze”.

Zaznaczyła, że „wyrok nie cofnie tej tragedii, nie przywróci życia człowiekowi”, ale „być może ta kara uratuje życia komuś innemu”. - Bo należy mieć nadzieję, że po pierwsze, pokaże społeczeństwu, że polski wymiar sprawiedliwości nie pobłaża przestępcom, którzy w tak jawny i jaskrawy sposób łamią przepisy ruchu drogowego - powiedziała.

Po drugie - dodała - „być może ktoś następnym razem, kiedy będzie chciał wsiąść w stanie nietrzeźwości za kierownicę, zastanowi się dwa razy”. Podkreśliła też, że „nie było w tej sprawie żadnych okoliczności łagodzących”. - Oskarżony Żak nie wyraził nigdy skruchy, nie przeprosił szczerze - dodała.

Zapytana, jak zatem ocenia jego szanse na resocjalizację, odparła: - W mojej opinii nie ma tutaj szans na resocjalizację. To też pokazywały poprzednie zachowania, bo wobec oskarżonego Żaka już były wydawane różne wyroki - łagodniejsze, bardziej surowe. Oskarżony Żak spędził już jakiś czas w zakładzie karnym. Te wszystkie działania nie przyniosły żadnych efektów, jak widać - dodała.

Łukasz Żak oskarżony był m.in. o spowodowanie wypadku, kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości, przekroczenie prędkości i niedostosowanie prędkości do warunków na drodze, a także kierowanie samochodem przy aktywnym zakazie prowadzenia pojazdów. Żak przyznał się do dwóch zarzutów - kierowania volkswagenem oraz przekroczenia prędkości.

Do wypadku doszło 15 września 2024 r. na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. W wyniku zderzenia Volkswagena i Forda zginął 37-letni pasażer drugiego auta. Do szpitala trafiły trzy osoby z tego samochodu: kierująca nim 37-letnia żona zmarłego mężczyzny i ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Do szpitala trafiła także Paulina K., która podróżowała Volkswagenem.

Po wypadku na miejsce zdarzenia dojechali znajomi Żaka, którzy pomogli mu uciec. Zatrzymano go w Lubece w Niemczech na podstawie europejskiego nakazu aresztowania.

Według opinii biegłych, Łukasz Żak w chwili wypadku był pijany i trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoją brawurową jazdę. Miał pędzić z prędkością 226 km/h. Na Trasie Łazienkowskiej obowiązuje ograniczenie prędkości do 80 km/h.

Proces w tej sprawie ruszył w czerwcu 2025 r. w Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście. Oprócz Żaka na ławie oskarżonych zasiadło jego sześciu kolegów. Sprawa jednego z nich – Kacpra D. – została wyłączona do odrębnego procesu. 

Logo PAP Copyright

REKLAMA
Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj
REKLAMA
REKLAMA