Około 2 tys. tomów akt, tysiąc przesłuchanych świadków, kilkaset opinii biegłych – przypominamy podstawowe fakty dotyczące śledztwa polskiej prokuratury w sprawie katastrofy smoleńskiej.
10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu lecącego na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej w okolicy lotniska w Smoleńsku zginęło 96 osób – cała załoga oraz wszyscy pasażerowie, wśród nich prezydent RP Lech Kaczyński.
Jeszcze tego samego dnia, postanowieniem ówczesnej Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, zostało wszczęte śledztwo w celu ustalenia m.in. okoliczności zdarzenia i wskazania osób, które mogły się do niego przyczynić. Własne prace wszczęła również powołana przez MON Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP). Dochodzenie wszczęła również Rosja – tam pracami Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) kierowała Tatiana Anodina.
Poza głównym śledztwem dotyczącym katastrofy smoleńskiej zespół polskich prokuratorów wszczął także pięć innych postępowań związanych z katastrofą. Chodziło o poświadczenie nieprawdy przez rosyjskich biegłych medyków, sprawę zawarcia potencjalnie niekorzystnej umowy z Rosją, dotyczącej wyboru mechanizmu prawnego właściwego dla badania przyczyn katastrofy; utrudnianie postępowania poprzez nieprawidłowe zabezpieczenie i utrwalenie dowodu, jakim jest wrak samolotu; ujawnienie informacji niejawnych podmiotowi zagranicznemu, a także możliwego poświadczenia nieprawdy przez członków KBWLLP.
Ze względu na miejsce katastrofy polscy śledczy w wielu sprawach zależni byli od dobrej woli władz rosyjskich. Początkowo współpraca z nimi układała się dobrze, ale już jesienią 2010 r. płk Edmund Klich (szef KBWLLP) informował, że mimo próśb nie uzyskał potrzebnych do ustalenia szczegółów dokumentów i planów. Formalnym przewodniczącym komisji był ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller.
Wśród problemów, na które natrafiali zarówno polscy prokuratorzy, jak i przedstawiciele KBWLLP, były takie sprawy jak dostęp do nagrań rozmów prowadzonych feralnego dnia w wieży kontroli lotów smoleńskiego lotniska, ustalenie panujących wtedy warunków pogodowych (chodziło m.in. o mgłę), a także odnalezienie szczątków ciał zabitych uczestników lotu oraz elementów konstrukcji samolotu. Rok po katastrofie prokuratura podała, że nie znaleziono dowodów na to, iż w czasie lotu do Smoleńska doszło do zamachu.
Z kolei Komisja Badania Wypadków Lotniczych w opublikowanym w lipcu 2011 r. raporcie jako przyczynę katastrofy wskazała zejście samolotu poniżej minimalnej wysokości zniżania, a w konsekwencji zderzenie z drzewami, prowadzące do stopniowego niszczenia konstrukcji maszyny. Komisja podkreślała, że ani rejestratory dźwięku, ani parametrów lotu nie potwierdzają tezy o wybuchu na pokładzie. Ponadto w raporcie wskazano także na błędy rosyjskich kontrolerów z lotniska w Smoleńsku.
W styczniu 2011 r. końcowy raport na temat przyczyn katastrofy podał MAK. Z raportu (w Polsce nazywanego potocznie raportem Anodiny) wynika, że, załoga polskiego samolotu wielokrotnie otrzymywać miała informacje, że warunki w Smoleńsku nie umożliwiają bezpiecznego lądowania. "Mimo to nie podjęła decyzji o odejściu na lotnisko zapasowe. Ten fakt był początkiem powstania szczególnej sytuacji lotniczej. Załoga przy podejściu do lądowania opierała się wyłącznie o swoje narzędzia, podjęła próbę lądowania bez względu na bardzo złe warunki lotnicze, poniżej minimum potrzebnego do lądowania" - podkreśliła Tatiana Anodina podczas konferencji, na której podała główne założenia raportu.
Według MAK strona polska popełniła błędy w organizacji lotu. Sam samolot – tak wynikało z rosyjskich ustaleń – zarówno przed wylotem, jak i podczas lotu był sprawny, zaś silniki i inne systemy działały prawidłowo do końca.
Najwięcej oburzenia w Polsce wywołały podane w raporcie MAK sugestie o presji, jaką rzekomo na załogę samolotu mieli wywierać obecni w kokpicie tupolewa dowódca sił powietrznych gen. Andrzej Błasik oraz szef protokołu dyplomatycznego MSZ Mariusz Kazana (ten drugi miał informować załogę o decyzjach prezydenta Kaczyńskiego).
Między wrześniem a październikiem 2012 r. polscy prokuratorzy i biegli przebadali przechowywane w Smoleńsku elementy wraku prezydenckiego samolotu. Nie powiodły się za to starania kolejnych polskich rządów o zgodę na przewiezienie tego wraku do Polski.
W marcu 2016 r. (kilka miesięcy po powstaniu rządu PiS) zaczęła działać powołana przez ówczesnego szefa MON Antoniego Macierewicza Podkomisja ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego. Wynik prac podkomisji, która kwestionowała ustalenia komisji Millera, przedstawiony został w kwietniu 2022 r. Macierewicz powiedział wówczas, że przyczyną katastrofy smoleńskiej był „akt bezprawnej ingerencji strony rosyjskiej”, a dowodem na nią – wybuch w lewym skrzydle samolotu.
Macierewicz powołał się na ustalenia członków podkomisji. Podawane przez nich informacje były jednak kwestionowane – specjaliści przypominali m.in., że żaden z pracowników podkomisji nie zajmował się wcześniej tego typu tematyką.
Podkomisja ds. ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej rozwiązana została w drugiej połowie grudnia 2023 r. na mocy decyzji obecnego szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza.
Od 2016 r. badany był wątek domniemanej zdrady dyplomatycznej. Śledztwo dotyczyło działania w latach 2010-2011 na szkodę państwa polskiego przez funkcjonariuszy publicznych upoważnionych do występowania w jej imieniu w stosunkach z Rosją podczas badania przyczyn katastrofy smoleńskiej.
W marcu 2026 r. prokuratura poinformowała o umorzeniu dwóch wątków tego postępowania. Jeden z nich dotyczył Donalda Tuska (w kwietniu 2010 r. był premierem) i Bronisława Komorowskiego (był marszałkiem Sejmu, a w związku ze śmiercią Lecha Kaczyńskiego wykonywał obowiązki prezydenta RP).
Prokuratura wyjaśniła, że w toku śledztwa przesłuchano kilkudziesięciu świadków, zgromadzono i poddano analizie obszerną dokumentację. Nie uzyskano żadnego dowodu potwierdzającego zawarte w zawiadomieniach twierdzenia. Wskazano też, że w kwietniu 2010 r. prokuratura była organem niezależnym od rządu, a funkcja Prokuratora Generalnego była oddzielona od funkcji ministra sprawiedliwości. „W konsekwencji ani premier, ani prezydent nie mieli uprawnień do zawierania jakichkolwiek umów dotyczących sposobu prowadzenia śledztwa, «przekazywania śledztwa» czy tworzenia lub wnioskowania o powołanie wspólnych międzynarodowych zespołów śledczych” – podała Prokuratura Krajowa.
Drugi umorzony w marcu 2026 r. przez prokuraturę wątek dotyczył zaniechania wystąpienia przez polskiego Prokuratora Generalnego do Prokuratora Generalnego Federacji Rosyjskiej z wnioskiem o utworzenie wspólnego zespołu śledczego do prowadzenia postępowania przygotowawczego w sprawie katastrofy smoleńskiej. Jak zaznaczono, uprawniony do tego był wyłącznie Prokurator Generalny, a nie premier czy p.o. prezydent. Prokurator Generalny z uprawnienia tego nie skorzystał. Jak ustalono w śledztwie, wynikało to przede wszystkim z ocen poczynionych w 2010 r. w Prokuraturze Generalnej, że wniosek taki byłby nieskuteczny. Jak uzasadniono, Federacja Rosyjska nie była stroną aktów prawa międzynarodowego, przewidujących powoływanie wspólnych zespołów śledczych.
Umarzając ten wątek postępowania, prokurator z Zespołu Śledczego nr 1 ocenił, że niewystąpienie w 2010 r. z wnioskiem do władz Federacji Rosyjskiej o utworzenie wspólnego zespołu śledczego nie wyczerpywało znamion żadnego przestępstwa, w tym w szczególności „zdrady dyplomatycznej”.
W innym, pobocznym wątku śledztwa smoleńskiego Prokuratura Krajowa poinformowała we wrześniu 2025 r. o postawieniu b. szefowi MON Antoniemu Macierewiczowi zarzutu ujawnienia w latach 2018–2022 informacji niejawnych dotyczących katastrofy smoleńskiej. Grozi za to do 5 lat pozbawienia wolności. Macierewicz nie przyznał się i odmówił składania wyjaśnień.
Z danych podanych przez prokuraturę wynika, że w trakcie śledztwa smoleńskiego przesłuchano ponad 1000 świadków, uzyskano kilkaset opinii biegłych, a akta sprawy liczą prawie 2 tys. tomów.
W 2020 r. polska prokuratura podała o postawieniu zarzutów kontrolerom, którzy pełnili służbę na wieży lotniska w Smoleńsku w dniu katastrofy. Zdaniem śledczych podpułkownik Paweł P. i dwaj inni rosyjscy oficerowie mieli – swoimi decyzjami – sprowadzić katastrofę w ruchu powietrznym, następstwem czego była śmierć wielu osób (art. 173 § 1 i 3 kk). Na wniosek prokuratury sąd wydał postanowienia o tymczasowym ich aresztowaniu, ale wszyscy znajdują się poza polską jurysdykcją.
Śledztwo dotyczące katastrofy prowadzi Zespół Śledczy nr 1 Prokuratury Krajowej, którego kierownikiem do grudnia 2025 r. był prok. Krzysztof Schwartz. Zastąpił go na tym stanowisku prok. Jerzy Gajewski – w przeszłości zajmujący się m.in. dochodzeniami przeciwko przestępczości zorganizowanej na Śląsku, zasłużony również w ściganiu sprawców przestępstw korupcyjnych – w górnictwie, ale też w szeregach samej prokuratury. (PAP)