Zapowiadane przez Ministerstwo Infrastruktury ponowne utworzenie zlikwidowanego 6 lat temu Urzędu Morskiego w Słupsku budzi wiele emocji. Zwolennicy pomysłu, który jest w fazie konsultacji z innymi resortami, uważają, że uruchomienie instytucji przyśpieszy wiele administracyjnych procedur. Jego przeciwnicy obawiają się, że zawiedzie tak zwany czynnik ludzki, przez co załatwianie formalnych spraw się wydłuży.
Przypomnijmy, że w 2020 roku ówczesny Minister Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Marek Gróbarczyk zdecydował o zakończeniu misji Urzędu Morskiego w Słupsku, któremu podlegało kilka przystani rybackich i portów środkowego Wybrzeża, w tym kołobrzeski. Obowiązki słupskiej instytucji przejęły jej odpowiedniki w Gdyni i Szczecinie. Ta swojego rodzaju centralizacja, choć rozdwojona, według obecnie rządzących polityków była błędem.
Ich zdaniem ze względu na mnogość procedowanych spraw, rozpatrywane one były niekiedy zbyt długo. Utworzono co prawda oddział słupskiego Urzędu Morskiego, ale osoby i instytucje związane z tą gałęzią gospodarki oceniały nowy system niekorzystnie. Dokumenty krążyły pomiędzy Szczecinem a Słupskiem, zauważalnie zdaniem niektórych opóźniając załatwianie spraw. Po ponownym powołaniu do życia Urzędu Morskiego w Słupsku, co ma nastąpić w kwietniu, formalności mają przebiegać sprawnej. Chodzi między innymi o sprawy dotyczące uzgodnień inwestycyjnych.
Według rządu zmiana wpłynie korzystnie na rozwój środkowego Wybrzeża. Środowisko związane z miejscową gospodarką morską liczy na to, że wróci bardziej regionalne spojrzenie na jego potrzeby. Nowy urząd obejmie bowiem swoim nadzorem porty w Łebie, Ustce, Darłowie i Kołobrzegu oraz położone pomiędzy nimi przystanie rybackie. ©℗
(pw)