Optymistyczne opinie można przeczytać na stronach rządowych. Ale „ulica” optymizmu nie podziela. Dlaczego?
„Premier Donald Tusk oraz Minister Finansów i Gospodarki Andrzej Domański ogłosili 2026 rokiem przyspieszenia. Polska jest dziś niekwestionowanym liderem wzrostu gospodarczego w Europie. „Rok temu mówiłem, że 2025 będzie rokiem przełomu w polskiej gospodarce i udało się. Natomiast 2026 będzie rokiem turbo przyspieszenia” - zapowiedział szef rządu”. W trudnych geopolitycznie czasach nasz kraj stał się oazą stabilności i wzrostu. Dołączyliśmy do grona 20 największych gospodarek na świecie, mamy wysoki wzrost PKB, rekordowo niską inflację, mocną złotówkę oraz drugie najniższe bezrobocie w Europie. Polska staje się najlepszym miejscem do życia w Europie” – czytamy na stronie Ministerstwa Finansów. Polacy odpowiadają na ogół: żyje nam się gorzej.
Opinie polityków chwalących sytuację w Polsce opierają się na cytowanych danych. A jednak rozdźwięk między opiniami polityków a „głosem ulicy” jest obecnie bardzo duży. Wystarczy wyjść z domu i nawet w przychylnym rządowi regionie Polski zapytać ludzi: czy odczuwasz, że twoja sytuacja finansowa się poprawiła? Czy po zrobieniu koniecznych opłat i zakupów, zauważyłeś, że zostaje ci więcej w portfelu? Na co przeznaczysz środki, które udaje ci się zaoszczędzić dzięki „turbo przyspieszeniu” polskiej gospodarki? Czy dzięki kredytom KPO dla Polski stać ciebie lub twoich bliskich na więcej? Czy cieszysz się z poprawy sytuacji w polskiej służbie zdrowia, spadających cen i twoich rosnących dochodów?
Jaka jest reakcja na tego rodzaju pytania, najlepiej wiedzą dziennikarze przeprowadzający uliczne sondy.
Ludzie się nie cieszą i nie zauważają poprawy. Nie zauważają, by rosły im oszczędności i stać ich było na więcej. Na ogół takie pytanie wywołuje, łagodnie mówiąc, złość. Alarmują: są rosnące kolejki do lekarzy specjalistów, w szpitalach zamykane są oddziały, kobietom każą rodzić na SOR-ach, zamykane się firmy, leczenie kosztuje coraz więcej (drogie leki), ograniczane jest zatrudnienie, rolnicy bankrutują, gigantycznie rośnie zadłużenie Polski, a kredyty KPO, których część poszła na sale konferencyjne i inne udogodnienia biznesowe dla najbogatszych, spłacać będą wszyscy Polacy.
To w końcu jak jest?
(K)