Piątek 21 stycznia 2022r. 
REKLAMA

Helena Majdaniec, przegrane medale i nowy festiwal

Data publikacji: 2015-08-25 14:29
Ostatnia aktualizacja: 2015-09-03 14:28
Helena Majdaniec, przegrane medale i nowy festiwal
 

Jutro ukaże się nowa wersja książki "Helena Majdaniec. Jutro będzie dobry dzień" Rafała Podrazy. A już za kilka tygodni będziemy mogli przeczytać zupełnie nową pozycję szczecińskiego autora - "Przegrane medale". Podraza ma także pomysł na nową imprezę kulturalną, którą można być zorganizować w naszym mieście.

Kochała swój Szczecin

Książka o Majdaniec ukazała się pierwotnie dwa lata temu nakładem Związku Literatów Polskich. Wydano ją w nakładzie tysiąca egzemplarzy. Rozeszła się bardzo szybko.

- Szczerze mówiąc tylu zaproszeń na spotkania autorskie w całym kraju nie miałem przy Kossakach, jak właśnie przy królowej twista, jak nazywano Helenę - opowiada Rafał Podraza. - W.A.B. widząc co się dzieje, zaproponował wydanie ogólnopolskie. Zgodziłem się, uzupełniłem materiał już opublikowany o nowe wspomnienia, które dotarły do mnie już po wydaniu książki i "sprzedałem" ponad 140 zdjęć Heleny. Nie blokowała mnie bowiem ilość stron, którą przy pierwszym wydaniu miałem określoną już na samym początku. Książka przeszła gruntowny lifting. Inna szata, nowa redakcja, inny układ. Słowem, powstała nowa książka, choć tytuł tak się spodobał wydawcy, że postanowił go powtórzyć.

Pisarz przyznaje, że swoją bohaterkę poznawał dopiero pisząc o niej.

- Może to wydać się dziwne, ale o Helenie - nim usiadłem do książki - miałem mgliste pojęcie - wspomina. - Wiedziałem, że nagrała kilka przebojów, że wyjechała do Francji, że pochodziła ze Szczecina. Na książkę namówiła mnie tak naprawdę Cecylia Judek z Książnicy Pomorskiej, Urząd Miasta i ZLP dopingował a ja postanowiłem zaryzykować, napisać coś nie o Kossakach. Na spotkaniach chciano poznać historię jej pobytu we Francji, co tam osiągnęła, chciano poznać powody jej wyjazdu do Francji. Dopytywano o rodzinę, o to dlaczego nie miała dzieci, męża. Co ciekawe w przeciągu dwóch miesięcy od wydania książki w Szczecinie miałem 11 spotkań! I co ciekawe, na wszystkich były nadkomplety. Szczecin kocha swoją Helenę, ta jak ona kochała swój Szczecin.

Przegrane medale

Z kolei książka "Przegrane medale. Jak działacze niszczyli sportowców" to w dorobku szczecińskiego autora coś zupełnie nowego. Po raz pierwszy zajął się ludźmi sportu.

- Lubię przywracać do życia zapomniane postaci - mówi. - Tak było niegdyś z Magdaleną Samozwaniec, tak było z Heleną Majdaniec, z Januszem Kondratowiczem i tak samo jest z wielkimi przed laty gwiazdami polskiego sportu, których kariery - gdyby nie zbyt rozbuchanego ego trenerów i działaczy - mogłyby wyglądać zupełnie inaczej. Słuchając wspomnień moich bohaterek miałem wrażenie, że opowiadają mi jakąś fabułę, a nie swoje życie!

Bohaterkami książki są Ewa Kłobukowska, Elżbieta Bednarek, Celina Jesionowska, Mirosława Sarna i szczecinianka - Dorota Brzozowska.

- Nazwiska które większości Polaków dziś niewiele już mówią, a w swoim czasie przecież były numerami jeden. Ich twarze regularnie pojawiały się na okładkach najbardziej poczytnych gazet - opowiada autor. - Dorota Brzozowska - pierwsza w historii polska finalistka olimpijska w pływaniu. Pani Dorota reprezentowała Polskę na Igrzyskach w Moskwie w 1980 roku. Jej rekordy nadal są w zestawieniach światowych, a ona sama (choć nie do końca na własne życzenie) swoją przygodę zakończyła mając 16 lat.

Dlaczego tak się stało?

- Powiem tak: zdaniem trenerów i działaczy zawodnik miał słuchać, a nie zadawać pytań. Jeśli pozwalał sobie na uwagi natychmiast wymieniano go na innego, może mnie uzdolnionego, ale pokornego - stwierdza Podraza.

Nowy festiwal

Ale książki to nie wszystko. Podraza ma także inne pomysły. Jednym z nich jest stworzenie festiwalu muzycznego.

- Kiedyś, we Wrześni, z powodzeniem organizowałem Festiwal Piosenki im. Anny Jantar - opowiada pisarz. -  Festiwal ten odkrył Kasię Wilk i Natalię Sikorę. Może warto byłoby ponownie wrócić do tamtych czasów? Tym bardziej, że Szczecin to kolebka polskiej piosenki. Mój pomysł jest troszeczkę, jak na inne festiwale wokalne, kontrowersyjny: 15 wykonawców, najlepszych z najlepszych, walczących o jedną nagrodę - Nagrodę im. Heleny Majdaniec w Amfiteatrze jej imienia. W konkursie wykonawca śpiewa tylko jeden utwór. Jury głosuje jawnie, zaraz po wykonaniu piosenki. Na podstawie pokazanych tabliczek z cyfrą od 1 do 5. Taka namiastka Eurowizji. Wszystko odbywa się na oczach widzów i uczestników. Nie będzie więc podstaw do mówienia o matactwach. Uważam, że pomysł przedni i na pewno ludzie chętnie przyjdą posłuchać młodych walczących o nagrodę. Podkreślam młodych, bo chciałbym, żeby konkurs był tylko dla uczestników w przedziale 13-16 lat. Nie chciałbym wchodzić w działania konkursu, który organizuje już SAA. Wręcz uważam, żeby ten konkurs także mogłaby organizować ekipa Ani Lemańczyk. Najlepszy termin - pierwszy tydzień lipca.

Pomysł jest ciekawy także dlatego, że ostatnio pojawiły się głosy, że w Teatrze Letnim nic się nie dzieje i należałoby go zamknąć. Tymczasem wydaje się on właściwym miejscem dla takiego festiwalu...©℗

(as)

Fot. M. STEFANIAK

Na zdjęciu: Rafał Podraza na nowo wydał książkę poświęconą Helenie Majdaniec.