Kariera grających widokówek
Zakłady przemysłu chemicznego "Pronit" w Pionkach, które w drugiej połowie ubiegłego roku wyprodukowały po raz pierwszy w kraju wielką serię grających widokówek (50 tys. sztuk), obecnie wydatnie poprawiły jakość nagrań oraz opakowanie płyt i są w stanie dostarczyć w br. kilkaset tysięcy, a nawet milion sztuk grającego towaru. Ponieważ pierwsza seria rozeszła się jak woda (pronitowskie widokówki grające okazały się lepsze i tańsze od wytwarzanych przez prywatnych producentów), należy się spodziewać rynkowego powodzenia pocztówek à la Pionki.
„Kurier Szczeciński” z 26 lutego 1964 roku
W cieniu stereofonii
Przemysł ogłosił zapowiedzi w sprawie nowych typów aparatów radiowych, jakie zamierza wypuścić w roku bieżącym. Wśród 6 nowych rodzajów, prawdziwym szlagierem ma być stereofoniczny "Jazz" oraz tranzystorowa "Cliwia". Witając inicjatywę przemysłu, który — jak z tego widać — zaczyna rozumieć, że bez unowocześniania produkcji trudno myśleć o ożywieniu rynku aparatów radiowych — trudno powstrzymać się od wyrażenia obawy: czy mianowicie i w tym roku powtórzą się denerwujące historie z brakiem lamp i różnego rodzaju części zamiennych, w szczególności akumulatorów i bateryjek do odbiorników turystycznych, czy przynajmniej częściowej poprawie ulegnie jakość odbiorników, która od lat spędza sen z oczu handlowców i klientów?
„Kurier Szczeciński” z 26 lutego 1964 roku
Lodówka do salonu
Nasze mieszkania (M-2, M-3, M-4) nie przewidują izb w randze salonu. Niemniej zdarza się, że trzeba lokować lodówkę obok serwantki z saską porcelaną, bo w kuchni nic się nie mieści oprócz lewej nogi osoby gotującej. W takim wypadku chciałoby się, żeby owa lodówka jak najmniej przypominała sama siebie, tj. długie, powleczone białym lakierem pudło z zaokrąglonymi bokami. Pomyśleli o tym francuscy projektanci, pokazując na dorocznej wystawie sprzętu gospodarstwa domowego lodówkę w kształcie małego barku, pokrytą z zewnątrz okładziną z dębu, orzecha lub mahoniu, ewentualnie z ich plastykowych imitacji.
Winszujemy dobrego pomysłu – i czekamy na rodzimych naśladowców.
„Kurier Szczeciński” z 27 lutego 1964 roku