Ośrodek Zbiorowego Zakwaterowania w Niekłończycy (gmina Police) do końca kwietnia tego roku przestanie funkcjonować. Cztery lata temu schronienie znalazły w nim uchodźczynie wojenne z Ukrainy. Teraz muszą opuścić budynek dawnej szkoły. Nie wiadomo, gdzie pójdą. Wśród nich są matki z dziećmi i starsze kobiety, niektóre schorowane. Gmina tłumaczy, że nie może dłużej utrzymywać tego ośrodka z powodu "wprowadzonych zmian na poziomie krajowym".
Na środowej sesji Karina Mazurkiewicz, radna RM w Policach i jednocześnie sołtys Niekłończycy wyraziła obawę o los mieszkańców placówki, szczególnie osób starszych oraz dzieci. Złożyła postulat, aby gmina przedłużyła funkcjonowanie ośrodka chociaż do czerwca, co pozwoliłoby uczniom na spokojne dokończenie roku szkolnego w obecnych placówkach
Burmistrz Krystian Kowalewski wyjaśnił, że gmina Police znalazła się w sytuacji bez wyjścia ze względu na wygasające finansowanie państwowe. Podkreślił, że Police są jedną z ostatnich gmin w województwie zachodniopomorskim, które wciąż prowadzą taką placówkę.
- Byliśmy już wielokrotnie monitowani przez wojewodę - mówił burmistrz. - Dostaliśmy taki ostateczny czas na to, żeby kwestię tego ośrodka rozwiązać.
Burmistrz tłumaczy, że trudno znaleźć podstawy do przeznaczania środków z budżetu gminy na utrzymanie ośrodka i opiekę nad osobami spoza kraju.
- Mamy wezwanie, żeby ten temat rozwiązać - tłumaczy burmistrz. - Minęły cztery lata od rozpoczęcia wojny i jest to okres wystarczający, żeby te kwestie osobiste rozwiązać. Podjęliśmy działania. Oczywiście staramy się, żeby to było zrealizowane w sposób maksymalnie łagodny, humanitarny, żeby jakoś pomagać tym osobom, aby te swoje sytuacje życiowe poukładały, w zrozumieniu oczywiście ich sytuacji, ale też świadomości, że to nie może trwać w nieskończoność i kiedyś ten moment musi nastąpić.
Sytuacje kobiet zamieszkujących w tym ośrodku są jednak bardzo różne. To 20 osób, wśród nich matki z dziećmi w wieku wczesnoszkolnym oraz starszym, ale też kobiety starsze, schorowane. Niektóre z kobiet pracują na stałe, inne dorywczo, a część nie może pracować ze względów zdrowotnych.
- Do swojego kraju nie wrócą, bo np. dom jednej z nich jest już na terenie zajętym przez Rosję, część z tych kobiet pochodzi z rejonu Ukrainy, gdzie wciąż jest bardzo niebezpiecznie - mówi nam Karina Mazurkiewicz. - Potrzebują więcej czasu na opuszczenie tego ośrodka, chociażby ze względu na to, że ich dzieci powinny rok szkolny zakończyć w swoich obecnych szkołach...
Do tematu wrócimy.©℗
Agnieszka Spirydowicz