wtorek, 26 września 2017.
Strona główna > Kultura > Skolimowski ze Złotym Lwem

Skolimowski ze Złotym Lwem

Skolimowski ze Złotym Lwem
Data publikacji: 2016-08-31 22:37
Ostatnia aktualizacja: 2017-05-16 12:58
Wywietleń: 1003 152109

Reżyser Jerzy Skolimowski otrzymał w środę na festiwalu filmowym w Wenecji nagrodę Złotego Lwa za całokształt twórczości. Wręczono mu ją w czasie gali inaugurującej 73. edycję tej prestiżowej imprezy.

Podniosłą uroczystość wręczenia nagrody poprzedził 3-minutowy wybór scen z filmów laureata, przygotowany przez niego samego. Prowadząca galę włoska aktorka Sonia Bergamasco podkreśliła, że "tylko Skolimowski może opowiedzieć o kinie Skolimowskiego". Projekcję tę nagrodzono brawami.

Następnie długą mowę pochwalną o polskim filmowcu wygłosił jeden z najbardziej znanych i cenionych aktorów światowej kinematografii Jeremy Irons, odtwórca głównej roli w filmie Skolimowskiego "Fucha" z 1982 roku; opowieści o polskich robotnikach pracujących w Londynie. Polski artysta z ogromnym uznaniem wypowiada się zawsze o kreacjach brytyjskiego aktora. Tym razem Irons odwdzięczył mu się, z aktorską brawurą i chwilami w żartobliwy sposób opowiadając o dzieciństwie i młodości oraz twórczości swego polskiego przyjaciela.

Brytyjski aktor przedstawił reżysera jako "lidera polskiej nowej fali", który wypracował swój wyjątkowy osobisty styl. Irons opowiadał, że po raz pierwszy spotkał się z nim w deszczowy dzień po Bożym Narodzeniu w 1981 roku. "Miałem grypę, siedziałem u niego w domu, a on przedstawił mi historię. Mówił mi, że jeśli zgodzę się zagrać w jego filmie, to on dostanie na niego pieniądze" - opowiadał laureat Oscara.

Opisywał wyjątkowe warunki pracy na planie "Fuchy", gdy Skolimowskiemu udało się od razu nakręcić mgłę w Hyde Parku w Londynie, gdzie na zgodę na zdjęcia trzeba czekać pół roku.

Jeremy Irons rozbawił uczestników gali mówiąc, że film powstał w domu reżysera, który chciał go odnowić. "Po zdjęciach jego dom był doskonale wyremontowany" - podkreślił, wyrażając z uśmiechem uznanie dla inteligencji reżysera, któremu udało się odnowić dom i nakręcić film.

Aktor wyznał, że bardzo martwił się, gdy jego przyjaciel przeniósł się potem do Kalifornii. "Niepokoiłem się, bo on nie jest Kalifornijczykiem, on jest do głębi Europejczykiem, anarchistą" - dodał.

Mówił, że cieszył się potem, gdy Skolimowski powrócił do Europy i do pracy reżyserskiej. Z wielkim uznaniem wypowiedział się o jego niedawnych filmach: nagrodzonym w Wenecji "Essential killing" i "11 minut", zaprezentowanym na Lido przed rokiem.

O laureacie Złotego Lwa za całokształt twórczości Irons mówił, że to jeden z najmłodszych duchem reżyserów, zawsze "głodny" eksperymentów. Wyraził przekonanie, że zasłużył w pełni na tę nagrodę.

Na zakończenie entuzjastycznie przyjętej oracji Irons wyznał, że ma nadzieję, że ktoś kiedyś będzie mówił tak o nim samym.

Złotego Lwa wręczył Skolimowskiemu szef weneckiego Biennale Paolo Baratta. Następnie rozpoczęła się długa owacja na cześć laureata.

Dziękując, reżyser wyraził solidarność z mieszkańcami miasteczka Amatrice zniszczonego w niedawnym trzęsieniu ziemi. "To nie jest radosny czas. Mogę tylko z pokorą podziękować za nagrodę" - mówił.

- Muszę zrobić jeszcze kilka filmów, by udowodnić, że zasłużyłem na tę nagrodę, by mi jej nie odebrano - powiedział. Podziękował tym, którzy "zaryzykowali współpracę" z nim.

W czasie gali otwarcia 73. edycji weneckiego festiwalu zaprezentowano fragmenty 20 filmów z całego świata wybranych spośród 1600 przysłanych i biorących udział w głównym konkursie o nagrodę Złotego Lwa. Uczestników wieczoru powitali członkowie jury pod przewodnictwem brytyjskiego reżysera Sama Mendesa, które przyzna nagrody. W jury są także między innymi Laurie Anderson, Chiara Mastroianni, Joshua Oppenheimer.

Wieczór uświetniła projekcja oklaskiwanego konkursowego musicalu „La La Land” Amerykanina Damiena Chazelle z Ryanem Goslingiem i Emmą Stone w rolach głównych.

Specjalny hołd oddano zmarłemu w lipcu irańskiemu reżyserowi Abbasowi Kiarostamiemu.

Festiwal rozpoczęty tydzień po katastrofalnym trzęsieniu ziemi w środkowych Włoszech, w którym zginęło prawie 300 osób, odbywa się w klimacie solidarności z ludnością zniszczonych terenów. Część wpływów ze sprzedaży biletów zostanie przekazana na pomoc. Odbędzie się również wielka zbiórka pieniędzy na ten cel. Prowadząca galę apelowała o konkretne gesty pomocy. Na znak żałoby odwołano tradycyjną uroczystą kolację uświetniającą inaugurację imprezy.

Jerzy Skolimowski był bohaterem pierwszego dnia weneckiego festiwalu. Na jego popołudniową konferencję prasową przybyły tłumy dziennikarzy i krytyków filmowych z wielu krajów. Następnie reżyser udzielił serii wywiadów wielu zagranicznym mediom. W rozmowie z PAP na weneckim Lido Skolimowski powiedział, że jest zaszczycony nagrodą, którą mu przyznano. Zapytany o to, czy artyści lubią dostawać nagrody za całokształt twórczości, odparł: "Lepiej jest dostać nagrodę niż jej nie dostać, a zatem w sumie wychodzi się na tym korzystnie". Reżyser podkreślił, że Wenecja stała się ostatnio jego ulubionym miastem na festiwalowej mapie świata. Początkowo - przypomniał - był to Berlin, gdzie otrzymał prawie pół wieku temu Złotego Niedźwiedzia.

- Potem było Cannes, które pieściło mnie przez wiele lat. Pokazałem tam siedem filmów, a więc był to swoisty rekordowy wyczyn. Potem zdradziłem Cannes dla Wenecji. Lubię to miejsce, tę atmosferę, która jest inna niż w Cannes, bo tutaj, w Wenecji więcej mówi się o filmach niż o biznesie" - zauważył. - To tutaj czuje się zainteresowanie filmem jako sztuką, a nie jako produktem - ocenił reżyser.

Przyznał, że polityka nie jest dobrym tematem dla kina. "Ja bardzo sparzyłem sobie ręce przy filmie +Ręce do góry+. To był bardzo mocny polityczny, antystalinowski film i niestety ten film zupełnie przekręcił mi życie, stoczyłem walkę o to, aby ten film mógł się znaleźć na ekranie. Jednak ogromny billboard z czterookim Stalinem to był za trudny kęsek do przełknięcia dla władz i właściwie wypchnięto mnie z kraju" - wspominał Jerzy Skolimowski.

- Powiedziano mi, że nie mam szans na to, abym takie filmy robił, i właściwie skazano mnie na włóczęgę z kraju do kraju. Dla mnie polityka jako temat do filmu to już jest zupełnie obce ciało - dodał reżyser.

Z Wenecji Sylwia Wysocka (PAP)

Fot. PAP/EPA/CLAUDIO ONORATI

Na zdjęciu: Jerzy Skolimowski (L) i brytjski aktor  Jeremy Irons pozujący do zdjęć podczas środowej ceromnii wręczenia nagrody Złotego Lwa polskiemu reżyserowi na 73. Weneckim Międzynarodowym Festiwalu Filmowym.

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Elektryczny autobus w zajezdni
Wielkie latawce na niebie
Korki na Sczanieckiej
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje