środa, 13 grudnia 2017.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Przygody w lidze rumuńskiej

Piłka nożna. Przygody w lidze rumuńskiej

Piłka nożna. Przygody w lidze rumuńskiej
Data publikacji: 2017-06-10 10:23
Ostatnia aktualizacja: 2017-06-10 11:46
Wywietleń: 279 268398

PIŁKARSKA reprezentacja Polski rozegra w sobotni wieczór na stadionie Narodowym w Warszawie kolejny mecz w ramach eliminacji do mistrzostw świata (początek, g. 20.45).

Rywalem będzie Rumunia, która w przeciwieństwie do naszej drużyny w finałowym turnieju mistrzostw Europy zawiodła, nie wyszła z grupy, a w ostatnim grupowym meczu przegrała z Albanią.

Rumunia, to kraj, w którym występowało kilku byłych piłkarzy Pogoni Szczecin. Piotr Celeban w latach 2012-14 rozegrał w rumuńskim Vaslui 56 ligowych spotkań i zdobył 11 goli. Interesowała się nim Steaua Bukareszt, ale wychowanek Pogoni ostatecznie wrócił do Polski, ale już nie do Pogoni, tylko do Śląska Wrocław, w którym spędził zdecydowaną większość swojej piłkarskiej kariery.

1,5 sezonu w lidze rumuńskiej spędził obecny trener bramkarzy w Pogoni Szczecin, Boris Peskovic. Trafił do czołowej drużyny rumuńskiej Cluj, ale zbyt wiele nie pograł. Zdołał zagrać w pięciu meczach ligowych, jednym w fazie grupowej Ligi Europejskiej z PSV Eindhoven.

Peskovic był mistrzem

W roku 2010 jego klub wywalczył mistrzostwo kraju, zakwalifikował się do fazy grupowej Ligi Mistrzów, ale Peskovic nie zagrał w żadnym z meczów. Za rywali w grupie Cluj miał wtedy Bayern Monachium, Romę i Basel. Zajął czwarte miejsce w grupie i odpadł z rywalizacji.

W Rumunii i to największym klubie z tego kraju występował Rafał Grzelak. W sezonie 2009/10 zagrał tylko w sześciu meczach. Lewoskrzydłowy zachodniopomorskich klubów: Pogoni Szczecin i Floty Świnoujście trafił tam za namową Pawła Golańskiego – swojego kolegi jeszcze za czasów wspólnej gry w juniorach ŁKS i reprezentacji Polski.

– Cieszyłem się na myśl gry w takim klubie, jak Steaua – opowiada R. Grzelak. – Nad podpisaniem umowy nie zastanawiałem się długo, bo nie sądziłem, że w takim klubie może spotkać mnie coś tak złego. Oczywiście dużo słyszałem o specyficznym prezesie, ale w ogóle się tym nie przejmowałem. Ja chciałem grać w piłkę, ale potem okazało się, że nie było mi to dane.

6 meczów Grzelaka

Grzelak w ligowych rozgrywkach zagrał w zaledwie sześciu meczach. Wycofany został do zespołu rezerw głównie dlatego, że popadł w dość poważny konflikt z kontrowersyjnym prezesem Becalim.

– W klubie dostałem koszulkę z numerem 10, ale nie wszystkim się to podobało – opowiada Grzelak. – Niektórzy piłkarze z innych klubów wypowiadali się w ten sposób, że to skandal, by polski piłkarz grał w takim klubie z numerem 10, który kiedyś należał do Hagiego. Następnie prezes wypalił, że łysy piłkarz nie może grać w jego klubie z numerem 10 i się zaczęło.

To było jeszcze, zanim Grzelak zagrał w jakimkolwiek meczu. Pobyt w rumuńskim klubie zmieniał się w piłkarski koszmar, a wszystko za sprawą prezesa, który uwziął się na polskiego piłkarza i dawał się łatwo podpuszczać.

– Akurat z kibicami miałem dobre kontakty – wspomina Grzelak. – To też się jemu nie podobało.

Nieporozumienie z kibicami

Po jednym ze spotkań kibice pozdrawiali Grzelaka, a on ich. Piłkarz nie rozumiał wszystkiego, co krzyczą fani, a potem okazało się, że prócz nazwiska Grzelaka skandowali także niewybredne okrzyki na prezesa. Ten dowiedziawszy się o tym uznał, że piłkarz do tego podjudzał i odebrał jako atak na niego.

– Zaczęły się dla mnie trudne chwile – mówi Grzelak. – Kolejna afera wybuchła po derbowym meczu z Dinamem. Zmieniłem w trakcie gry jednego z pupilów prezesa, a ten później mnie obwiniał za porażkę 0:1. Trudno w takiej atmosferze o spokojną, normalną pracę. Wiedziałem już, że kariery w Steaule nie zrobię.

Pomiędzy obu panami dochodziło do kolejnych słownych utarczek. Prezes twierdził, że tacy piłkarze, jak Grzelak powinni pracować w cyrku, a piłkarz nie pozostawał dłużny i też się odgryzał.

– Miałem już wszystkiego dość – komentuje po latach Grzelak. – Ile można znosić ciągłe pretensje i wyzwiska. Postanowiłem rewanżować się tym samym.

Przesunięty do rezerw

Można było się spodziewać, że z tej wojenki między prezesem, a piłkarzem górą będzie ten pierwszy i tak też się stało. Piłkarz został przesunięty do rezerw, ale nawet tam zakazano mu występów.

– Po jednym z meczów, w których zagrałem, trener został wezwany do prezesa i zagrożono mu utratą posady, jeżeli będzie mnie wystawiał do gry – mówi Grzelak. – Moja misja w Bukareszcie dobiegała końca.

Rafał Grzelak wrócił do Polski po 12 miesiącach pobytu w Bukareszcie, ale z zaledwie dwumiesięczną pensją. O pozostałe należności musiał się ubiegać w FIFA.

– Część pieniędzy odzyskałem, ale nie spodziewałem się, że będę musiał ich dochodzić na drodze sądowej – odparł Grzelak. (par)

Fot. R. Pakieser

Komentarze

Pamietasz Grzelak?
To byl Antoni Ptak co mial szanse sprzedac Rafala z LKS do Brugge w Belgii.Obserwowac go w LKS raczyl moj kolega norweg T.Sollied ktory byl juz wlasnie trenerem Brugge.Wyladowalem wiec w Warszawie a pozniej juz Mercedesem Pan Ptak i syn zawiezli nas czyli mnie i Rafala do tego Brugge w Belgii.Doszlo do rozmow o przejsciu i zauwazylem ze kolega kolega ale tego Rafalka jakos chca tanio potraktowac belgowie co wygladalo nawet na tzw. przekr**.Wiec jako ze mialem to wszystko przeprowadzic zakonczylem to w moim stylu i jezyku slowami spierd*******przekr… i wrocalismy sobie do Polski ale nie do Warszawy a do Szczecina bo dostapilem zaszczytu OD PANA ANTONIEGO byc nazwanym CHOC JEDEN UCZCIWY. OJ jak ja SIE CIESZYLEM Z TEGO NAZWANIA MNIE HA..)no przez pana Antoniego..Tez radosc moja dozgonna sie stala ZE W NAGRODE zawiezli mnie az do Szczecina a potem juz sam promem wracalem sobie do domu. *Dzis tutaj u nas pytano trenera repr Szwecji po zwyciestwie nad Francja ..CZY SIE CIESZY..i moim zdaniem bylo to najbardziej inteligentne pytanie dziennikarza w ostatnich 50 latach.
2017-06-10 11:18:41

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Międzynarodowa flota przy Wałach
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje