sobota, 21 października 2017.
Strona główna > Sport > Kolarstwo. Kuczyński rozczarowany igrzyskami (ROZMOWA)

Kolarstwo. Kuczyński rozczarowany igrzyskami (ROZMOWA)

Kolarstwo. Kuczyński rozczarowany igrzyskami (ROZMOWA)
Data publikacji: 2016-11-08 20:11
Ostatnia aktualizacja: 2016-11-08 20:11
Wywietleń: 571 169092

Rozmowa z Kamilem Kuczyńskim - kolarzem Piasta Szczecin

W wieku 31 lat szczeciński kolarz torowy Kamil Kuczyński odniósł życiowy sukces, wygrywając w miniony piątek w Glasgow zawody Pucharu Świata w królewskiej konkurencji sprintu. Sam ocenia, że byłby to dla niego bardzo udany rok, gdyby nie igrzyska w Rio de Janeiro, w których nie startował.

- Zwycięstwo w Pucharze Świata w Glasgow to chyba pana największy sukces.

- Wychodzi na to, że rzeczywiście odniosłem w Glasgow życiowy sukces, ale cenię sobie także osiągnięcia w drużynie, jak choćby złoty medal mistrzostw Europy, zdobyty dwa tygodnie temu z kolegami we Francji. W Glasgow udało mi się w niełatwych biegach pokonać wszystkich rywali. Co więcej, znajomy przysłał mi wiadomość, że w eliminacjach na 200 metrów ze startu lotnego pobiłem rekord toru im. Chrisa Hoya, należący do samego patrona tego obiektu. Próbowałem to sprawdzić w internecie, ale nie mogłem znaleźć danych. Jeśli rzeczywiście tak się stało, to mam powód do dumy. Hoy to przecież legenda naszej dyscypliny sportu.

- Skąd ta eksplozja formy?

- Cały rok miałem bardzo udany. Wcześniej moją specjalizacją był keirin, a dopiero od tego roku trener Andrzej Tołomanow namówił mnie do startów w sprincie. W styczniu w Pucharze Świata w Hongkongu byłem piąty, a w marcu w mistrzostwach świata w Londynie zająłem wprawdzie 13. miejsce, ale po raz pierwszy w karierze przejechałem 200 metrów z lotnego poniżej 10 sekund. Potem regularnie łamałem już tę barierę, a tuż przed igrzyskami pobiłem rekord toru w Pruszkowie i wygrałem Grand Prix Polski w silnej obsadzie.

- Do Rio pojechał pan jednak jako rezerwowy. Trener Tołomanow z siódemki kandydatów mógł wybrać trzech i postawił na Damiana Zielińskiego, Rafała Sarneckiego oraz Krzysztofa Maksela.

- Trener uznał, że największe szanse medalowe mamy w sprincie drużynowym. Musiałem przełknąć tę decyzję. Chłopaki faktycznie mieli szansę na medal, ale skończyło się na siódmym miejscu. Ja byłem w rezerwie i nie miałem okazji, by któregoś z kolegów zastąpić. Oglądałem zawody z trybun. Po igrzyskach mogłem albo zakończyć karierę, albo spróbować pokazać, że stać mnie jeszcze na wiele. Zdecydowałem się na tę drugą drogę i to była dobra decyzja. Mam nadzieję, że to nie jest moje ostatnie słowo. Teraz z trenerem Tołomanowem pracuję nad tym, aby jak najdłużej pozostać wśród czołowych sprinterów świata.

- Wspomniał pan o keirinie. Ten przedłużony sprint, w którym startuje sześciu kolarzy rozprowadzanych najpierw przez dernę, jest bardzo niebezpieczną konkurencją. Ma pan pamiątkę po tym etapie kariery: płytkę w obojczyku.

- Zgadza się. Kilka lat temu podczas Pucharu Świata w Aguascalientes potrącił mnie zawodnik z Meksyku. Przewróciłem się, a po mnie inni polecieli jak kostki domina. Do kraksy doszło na wirażu przed ostatnią prostą, gdy jechaliśmy z prędkością ponad 70 km/h. Przeszedłem w sumie trzy operacje obojczyka: wstawiono mi płytkę, która potem… pękła na treningu. Trzeba było wstawić nową. Teraz o płytce przypomina mi każde przejście przez detektor metali na lotnisku. Szczerze mówiąc, mimo tych kraks, keirin bardziej mi się podobał, ale zacząłem już nowy etap kariery związany ze sprintem.

- Dotrwa pan do igrzysk olimpijskich w Tokio w 2020 roku?

- To zbyt odległa perspektywa, by cokolwiek deklarować. W Tokio będę miał 35 lat. Wszystko będzie zależało od mojego zdrowia i od wyników. Jeśli ich nie będzie, to nikt mnie nie będzie trzymał w kadrze tylko dlatego, że kiedyś wygrałem Puchar Świata. Mamy przecież całą grupę młodych uzdolnionych zawodników.

- Teraz przed panem start w Pucharze Świata w Apeldoorn.

- Tak. Wczoraj przyjechaliśmy do tej miejscowości. Trener skłania się ku temu, bym nie startował tutaj w sprincie drużynowym, a skupił się na indywidualnym. Tym bardziej, że drużyny ścigają się już w piątek, a sprint indywidualny zaplanowano na niedzielę, a więc odwrotnie niż w Glasgow. W drużynie może zastąpić mnie młody Patryk Rajkowski, który już w Glasgow w wyścigu eliminacyjnym pokazał się z dobrej strony. Ja chciałbym potwierdzić, że moje zwycięstwo w pierwszych zawodach pucharowych nowego sezonu nie było przypadkiem.

Rozmawiał Artur Filipiuk

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Lekarze wspierali lekarzy
Krokusowa inauguracja w Różance
Kobiety protestowały na pl. Solidarności
Poprzedni Następny

Nekrologi