niedziela, 17 grudnia 2017.
Strona główna > Nauka > Niechciane dziecko medycyny

Niechciane dziecko medycyny

Niechciane dziecko medycyny
Data publikacji: 2017-10-13 11:32
Ostatnia aktualizacja: 2017-11-23 18:52
Wywietleń: 3144 296395

Rozmowa z prof. Piotrem Gutowskim, szefem Kliniki Chirurgii Naczyniowej Ogólnej i Angiologii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie

– Niedawno głośno było o pana zespole, który uratował życie jedenastoletniej Amelii ze zdiagnozowanym rozwarstwieniem aorty…

– To był pierwszy taki zabieg na świecie przeprowadzony na dziecku. Udało się – mimo pewnych komplikacji, mimo że w czasie operacji doszło do zatrzymania krążenia. To, co robimy, mamy w najdrobniejszych szczegółach przemyślane, nie improwizujemy. Amelia miała ostre rozwarstwienie, jak ponad trzydziestu innych pacjentów – dorosłych leczonych nasza metodą – którym udało się pomóc do tej pory. Te zabiegi to niechciane dziecko medycyny.

– Dlaczego?

– Bo są trudne i obarczone wysokiem ryzykiem. Zdarza się, że pacjenci umierają. Rodzice Amelki wydzwaniali do kilku ośrodków, zupełnie przyzwoitych, i odmówiono im.

– Operacji?

– Nie, leczenia. O operacji jeszcze nikt wtedy nie mówił. My też woleliśmy ją leczyć zachowawczo. Pierwotna koncepcja była taka, żeby poczekać rok, dwa. Okazało się jednak, że nie mamy czasu. Operacja to była jedyna szansa, żeby Amelka przeżyła. U dorosłych wprowadzenie stentgraftu, czyli rurki z tkaniny ze szkieletem nitinolowym zabezpieczającej aortę, jest o wiele łatwiejsze – nikt do tej pory nie odważył się zrobić tego dziecku. Operacja się powiodła. Dziecko jest już w domu. Rodzice bardzo przeżywali tę sytuację. To była normalna dziewczynka, nie chorowała wcześniej, nie wykryto u niej żadnych wad, dlatego informacja o jej problemach to był dla nich grom z jasnego nieba. Cieszę sie, że mogliśmy pomóc. Mówiąc krótko: tu są właściwi ludzie, właściwy sprzęt i wszystko jest spięte w tym miejscu.

– Amelia to był pacjent nietypowy. A jaki jest typowy pacjent pana kliniki?

– Typowego pacjenta przywieżli nam niedawno helikopterem, w ciężkim stanie, od razu trzeba go było zabrać na blok operacyjny. Żeby skutecznie reagować, trzeba mieć właściwy sprzęt, środki techniczne. Nie może być tak, że coś tam mamy, a resztę się domówi. Z uwagi na lokalizację Szczecina bardzo dbaliśmy o to, żeby mieć pełen komplet środków technicznych do nagłych przypadków – co działa na pacjentów, a może bardziej na nas, uspokajająco.

– Dlaczego położenie Szczecina ma znaczenie?

– W Warszawie są przedstawicielstwa wielu firm. Można na gwizdek zamówić i w ciągu godziny będzie sprzęt. Jeśli ja będę dopraszał się o sprzęt w firmie w Warszawie, w najlepszym razie wyślą mi go za sześć godzin, a najczęściej – dopiero następnego dnia. A nie możemy tracić czasu, bo go po prostu nie mamy.

– Podobno najstarszy pacjent w klinice miał 103 lata.

– To prawda. Stulatkowie nie są niczym nadzwyczajnym, ludzie żyją dłużej, a tętniaki i zatory ich nie omijają. W tej chwili możemy powiedzieć, że leczymy pacjentów w wieku od 10 do 103 lat. Choć to nie do końca prawda, bo dwa czy trzy miesiące temu operowaliśmy dziecko 4-letnie z urazem tętnicy.

– Tryb życia pozwala uniknąć chorób, które leczycie pan i pana zespół?

– Zdrowy tryb życia na pewno jest pomocny, ale nie wszystko da się przewidzieć. Przy najzdrowszym stylu życia, jeżeli ktoś ma wrodzone nadciśnienie, no to będzie je miał, a ono właśnie sprzyja rozwarstwieniu aorty. Jeżeli jest rozwarstwienie typu A, czyli takie idące od zastawki serca, to najpierw konieczne jest leczenie kardiochirurgiczne, a potem my się włączamy. Natomiast w przypadku typu B to jest to nasze leczenie od samego początku.

– Rozwarstwienie to częste zjawisko?

– 3, 4 przypadki na 100 tysięcy mieszkańców. W naszym regionie to jest 80 pacjentów rocznie z rozwarstawieniem. Kiedyś ci chorzy ginęli. W Anglii uważa sie, że ginęli z powodu protokołu zawałowego, bo każdy pacjent z bólem klatki piersiowej miał podawane trombolityki, które pogarszały stan chorego. Teraz protokół jest inny. Pacjent z bólem klatki piersiowej ma wykonane badania tomograficzne z kontrastem. Dzięki temu widać, co tam się dzieje i tacy pacjenci do nas trafiają. Trafiają też do nas pacjenci z wypadków z uszkodzeniem aorty.

– Co wyróżnia klinikę?

– Właśnie nowatorskie podejście do leczenia rozwarstawień. To nasza dyscyplina koronna. Kontrolujemy wyniki naszych pacjentów i wiemy, że te wyniki są przyzwoite. Leczenie to nie tylko wykonanie zabiegu, to wymaga wcześniejszego przygotowania, wymiarowania środków technicznych, czasami pewnych modyfikacji sprzętowych. Zamawiamy cewniki naszego pomysłu, inne drobiazgi, dzięki którym zabieg można przeprowadzić sprawniej. Jeśli chodzi o liczbę, to wedle raportu Uczelni Łazarskiego o stanie chirurgii naczyniowej w Polsce mieścimy się w pierwszej trójce w kraju. Koledzy z regionu chętnie kierują do nas pacjentów. Nie robiliśmy z tym przeszkód, przeciwnie: usuwaliśmy niepotrzebne bariery biurokratyczne. Leczenie naczyniowe w przypadkach nagłych ma sens tylko wtedy, gdy robi się je szybko. Pacjent z zatorem tętnicy czy pękniętym tętniakiem nie może czekać tydzień lub pół roku, bo po pół roku śladu po nim nie ma.

– Czemu służy Krajowy Rejestr Operacji Naczyniowych?

– Stworzyli go nasi lekarze – szczególnie aktywny był tu doktor Arkadiusz Kaźmierczak – i informatycy na zlecenie Polskiego Towarzystwa Chirurgii Naczyniowej. Jeżeli wszystkie ośrodki w kraju w to wejdą, będziemy mieli znakomity przegląd tego, co się dzieje. To będzie większa rewolucja niż sieć szpitali, przynajmniej w naszej dyscyplinie. Będzie to doskonałe narzędzie i dla chirurgów, i dla administracji, która zajmuje się służbą zdrowia. Zainteresowanie wyraził już NFZ, a także Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Do tej pory raportowanie procedur było w oderwaniu od wyników – natomiast rejestr daje możliwość oceny jakości również poszczególnych ośrodków. Uznaliśmy, że uczciwość lekarska nakazuje wiedzieć, jakie się ma wyniki. Zyskamy możliwość porównywania różnych metod, sprawdzenia, co z nich wynika dla pacjenta, która metoda jest dobra, która zła, ilu pacjentów żyje po roku, ilu ma ponowne operacje. To wszystko w KRON-ie jest. Gdyby to weszło w życie, mielibyśmy lepsze narzędzie, niż mają w Niemczech. KRON działałby przez szpital na Pomorzanach. Szczecin jest więc ważny w tym projekcie.

– Czego życzyć klinice?

– W naszej dyscyplinie byłoby bardzo istotne, gdybyśmy dostali dofinansowanie na poziomie oczekiwań społecznych. Ciągle się dobijamy o trochę większe środki – od kilku lat dostajemy o jedną czwartą, o jedną trzecią mniej pieniędzy niż wymagają tego rzeczywiste potrzeby. Z tym że to nie nasze potrzeby, tylko potrzeby ludzi, którzy tu mieszkają. Dostajemy za mało pieniędzy. NFZ potem nam dopłaca za nadwykonania, ale to zawsze jest nieprzewidywalne. Ten system proszenia wydaje się niewłaściwy.©℗

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał

Alan SASINOWSKI

Fot. Ryszard PAKIESER

Komentarze

Dana
Jestem pełna podziwu dla Pana Profesora i całego zespołu. Odczułam to ja i moja rodzina, dziękuję bardzo za zaangażowanie i życzę powodzenia w osiągnięciach klinicznych i naukowych.
2017-10-20 23:05:32
Wawrzek
Gratulacje za osiągnięcia, życzenia powodzenia w realizacji zamiarów. Takich Profesorów i Naukowców w każdej dziedzinie potrzeba Szczecinowi, Regionowi i Polsce.
2017-10-16 19:45:57
;)
Ryzyko jest zawsze, a satysfakcja z wykonania tak przełomowej operacji jest ogromna. Nie wspominając o tym, co muszą czuć rodzice tej dziewczynki, jak i ona sama.
2017-10-13 11:49:56

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Czego szczecinianie życzą na nowy rok
Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

Hannę Orską