piątek, 15 grudnia 2017.
Strona główna > Akcje Kuriera > Przez granice > Wielkanoc z obcymi

Wielkanoc z obcymi

Wielkanoc z obcymi
Data publikacji: 2016-03-31 13:49
Ostatnia aktualizacja: 2016-03-31 13:49
Wywietleń: 738 126289

OTOCZYLI nas wiankiem, uśmiechnięci, otwarci, prawie radośni. Będą rozmawiać, jasne. Naim uciekł z Homs, Amr z Aleppo, Nadir z Quamishli, Abdul Rahman z Amoudy. Tych miast już nie ma, ich domy zburzone. Ale im się udało, mają szczęście. Mogą teraz tu z nami stać, uśmiechać się, a nawet rozmawiać. Naprawdę, spotkało ich wielkie szczęście.

Niedzielę wielkanocną w niemieckim Schloss Bröllin, jakieś 15 km od polskiej granicy i jakieś 3.500 km od granicy syryjskiej, wymyślili animatorzy i artyści z tutejszego stowarzyszenia kulturalnego INITIATIVE PASEWALK HILFT. Mieli pomysł, aby ten szczególny dzień uczcić wspólną biesiadą, przygotowaną przez arabskich kucharzy dla azylantów i ich gości: sąsiadów niemieckich i polskich. Azylanci dopisali – ponad setkę przywieziono autokarem z ośrodków w Torgelow, Rothenklempenow, z Pasewalku i Löcknitz. Gości niemieckich i polskich przyjechała garstka, czyli ci, którzy naprawdę chcieli. Nie jest łatwo oderwać się od tradycyjnego, rodzinnego i w dodatku – polskiego stołu, aby popołudnie niedzieli wielkanocnej spędzić z obcymi. Na miejscu okazało się, że nikt obcym być nie chce. Byli tylko ci, których jeszcze nie poznaliśmy. Nikt nie pasował do opowieści o ponurych, odstręczających typach, najeżdżających Europę, aby pozbawić ją tożsamości. Nie pasowały do niej zwłaszcza kobiety z małymi dziećmi, babcie o zmęczonych twarzach, maluchy ganiające po podwórku. Na ewentualnego zdobywcę kontynentu nadawałby się może młody Syryjczyk, Akira Kutiba.

– Jak się dostałeś do Grecji?

– Swimming.

– Na pontonie, łodzią?

– Nie, swimming. Wpław. Serbska telewizja zrobiła ze mną wywiad – chwali się Kutiba.

Nawet jego koledzy nie bardzo w to wierzą, ale co tam. Niech się chwali. George Clooney z Hajfy Azylanci chętnie nawiązują kontakt. Łakną go. Może sprawia to atmosfera Bröllina, artystycznego folwarku, a może świadomość, że chwilowo są wśród życzliwych im ludzi. Wystarczy przywitać się z jednym, a zaraz obok pojawia się gąszcz rąk do uściśnięcia. Barierę językową przełamujemy kilkustopniowo: Abdul Rahman, inżynier mechanik z Almoudy, tłumaczy z arabskiego na angielski, wolontariusz i nasz przyjaciel Manfred Häusler z angielskiego na niemiecki, a my dalej z niemieckiego na polski. Trochę trwa, ale jest sporo zabawy.

– Poznaj Bahaa, to nasz George Clooney z Hajfy!

I rzeczywiście, Bahaa wygląda jak palestyńska wersja znanego gwiazdora Holywood. Inni nie gorsi: czarne, nażelowane włosy, porządne ubrania. Wiedzą, że dziś u nas ważne święto. Wiedzą też, że nie wszędzie są tak życzliwie przyjmowani. Że mówi się o nich jak o uciążliwym problemie. O swoich dramatycznych, a bywa że tragicznych doświadczeniach z „drogi do wolności” mówią niechętnie. Tak jakby wpisane były w status azylanta, któremu nie przysługuje przecież prawo do skarg i zażaleń.

Powtarzają jak mantrę: „W Niemczech wszystko nam się podoba”; „Ludzie tu są wspaniali”; „Jesteśmy wdzięczni, że możemy tu być”. Wszyscy przeszli tę samą, identyczną drogę: z Turcji morzem do Grecji, potem Macedonia, Serbia, Węgry, Austria i Niemcy. Wszyscy chcą się uczyć, pracować albo studiować. Wszyscy chcą wrócić do swojego kraju, oczywiście po zakończeniu wojny w Syrii. Jest fajnie, dużo śmiechu, ale poza schematy wyjść nie możemy. Śmiech jest zbyt głośny, przykrywa coś bolesnego, trudnego do wyrażenia. Mimo wysiłków nieocenionego Manfreda, naszego tłumacza i przewodnika, nie udaje nam się do tego „coś” przebić. Trudno. No problem

W oczekiwaniu na narodowe, syryjskie potrawy świąteczne rozmawiamy z dwiema młodymi kobietami z Syrii. Hunada Olabi i jej przyjaciółka Rawan Abu Atta mieszkają w „normalnym” mieszkaniu w Pasewalku, nie w ośrodku. Bez hidżabu na głowie, zadbane, ze starannym makijażem, w wypielęgnowanych dłoniach trzymają pozłacane smartfony. Różnią się od innych kobiet z Syrii. Chętnie porozmawiają, ale wolą, aby rozmawiała z nimi kobieta. Hunada kategorycznie zabrania robić sobie zdjęcia. Dlaczego?

– Mam dziś złą fryzurę – wyjaśnia ze śmiechem.

Mówi dobrze po angielsku, twierdzi, że w Syrii studiowała marketing. Ponieważ dłuższy czas przebywała w Palestynie, ma teraz kłopot z uzyskaniem statusu azylantki. Według niemieckich kryteriów Palestyna jest krajem bezpiecznym.

– Najbardziej w Niemczech podoba mi się wolność i pokój – zaczyna Hunada i znów wiemy, że niełatwo będzie się przebić przez pancerz poprawności. A mamy pytania z rodzaju trudnych: jak dwie młode, atrakcyjne , samotne kobiety z Syrii przedostały się do Niemiec, jak radzą sobie z nadmierną, męską ciekawością, czy czują się tu bezpiecznie? Skądinąd wiemy, że mają za sobą traumatyczne przeżycia z próbami molestowania. Już tutaj, na miejscu, w Niemczech i to wcale nie ze strony ich pobratymców.

Unikamy bolesnych pytań. Rawan i Hunada nie chcą się skarżyć. Trauma to cena za pobyt. Z ulgą zmieniają temat i opowiadają o swych planach: chcą studiować, Rawan ma doświadczenie w handlu i spedycji, może zostaną bizneswoman? Chciałyby tylko, aby tutejsi ludzie nie postrzegali uchodźców jak odrażających, brudnych i złych. Bo one takie nie są.

Zrobiło się późno, nie doczekaliśmy do narodowych syryjskich potraw. Pytamy na odchodnym kucharza Fahidiego z Damaszku, czego mu życzyć z okazji naszej Wielkanocy. I gdy znów spodziewamy się jakiegoś kurtuazyjnego „good luck”, Fahidi łamie schemat: – Życzcie mi, abym przestał być dla was problemem, a zaczął być człowiekiem.

Monika LESNER, Witold BACHORZ

* Monika Lesner, polonistka ze Szczecina, mieszka w przygranicznym Ramin

* Witold Bachorz, polonista i dziennikarz ze Szczecina, mieszka w przygranicznym Pampow

 

Nikt nie pasował do opowieści o ponurych, odstręczających typach, najeżdżających Europę. Nie pasowały zwłaszcza kobiety z małymi dziećmi, maluchy ganiające po podwórku. Fot.: Witold BACHORZ

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Czego szczecinianie życzą na nowy rok
Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

Hannę Orską