piątek, 15 grudnia 2017.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Sromotny karczek

Sromotny karczek

Wywietleń: 1099

Krąży po kraju hiobowa wieść, że wkrótce ma go opuścić 3 miliony Polaków. A wszystko dlatego że u nas tak już źle i biednie jak w Somalii i tylko patrzeć, jak wsiądziemy na dziurawe pontony, by wiosłować do Europy. 

Ale sprawa jest rzeczywiście poważna i zgodnie mówią o niej z troską politycy wszystkich partii. Tyle że winę za te wyjazdy - tu zgoda się kończy - zwalają na politycznego przeciwnika, a opozycja - an block - na rząd.

Samych wyjeżdżających racje polityczne tego sporu zdają się obchodzić najmniej. Kierują się po prostu interesem gospodarczym. Swoim interesem.

Który, faktycznie, interesem Polski raczej nie jest.

* * *

Wielu o tych wyjazdach mówi jako o „ucieczce". W słowie owym - użytym w tym kontekście - zdaje się pobrzmiewać dramat. Uciekają, więc - w domyśle - ktoś ich goni. Może nawet chce wyłapać na granicy, gdzie psy, zasieki i pola minowe. Uciekają, więc - w domyśle - ratują życie. A już na pewno zdrowie. Uciekają, więc - w domyśle - żyją w Polsce jak w więzieniu.

Tymczasem wyjazdy Polaków (głównie młodych, głównie zarobkowe) to raczej wynik wolności, efekt otwartych granic. Wyjeżdżają - nie uciekają - bo wyjeżdżać mogą. Wyjeżdżają, bo w innych, bogatszych krajach, spodziewają się lepszego życia. A że bywają w tej mierze zdeterminowani, to i udaje im się nie raz. A że im się udaje (m.in. dzięki temu, że jesteśmy członkiem Unii i że otwarte są dla Polaków rynki pracy), więc - z ich punktu widzenia - wyjazd taki to życiowy sukces. A już na pewno nie nieszczęście czy tragedia. A przecież ten to sens kryje się w słowie „ucieczka".

* * *

Jacek Żakowski w skądinąd słusznym na ogół tekście „Zło zwykłych ludzi" („Polityka" 18/2015) - w którym masowe oburzenie na dyrektora FBI na jego słowa o pomocy „zwykłych ludzi", m.in. w Polsce, w „mordowaniu Żydów", nazywa „niepokojącym wzmożeniem" będącym wyrazem naszych lęków i kompleksów - tak się zagalopował w argumentach, że zaczął tłumaczyć Jamesa Comeya w sposób zaskakujący. Pisząc, że „Comey zresztą nie mówił o Polakach, ale o ludziach w Polsce, gdzie byli ludzie wielu narodowości, podobnie jak mówił o Polsce jako miejscu, a nie o państwie polskim".

Nie wiem, skąd Żakowskiemu przyszło to do głowy. Wątpię, by dyrektor FBI - mający chyba dość blade pojęcie o historii Europy, zwłaszcza Środkowo-Wschodniej - wiedział, że w przedwojennej Polsce „byli ludzie wielu narodowości". Na przykład Ukraińcy, którzy (patrz: rzeź Żydów we Lwowie) mocno się Zagładzie przysłużyli. No nie, tak przewrotny to już dyrektor Comey chyba nie jest.

A że Comey „nie mówił o państwie polskim"? Może po prostu dlatego że polskiego państwa wtedy nie było?

Nie sądzę natomiast, by mówił o Polsce „jako miejscu" - i u nas nikt nie mówiłby przecież o Stanach Zjednoczonych „jako o miejscu", a nie o państwie, gdzie Ku-Klux-Klan zabijał Murzynów.

 

* * *

Ku-Klux-Klanem (uwaga: w sensie pozytywnym!) nazwał Artur Zawisza przyszły sojusz Korwin-Mikkego, Kukiza i Mariana Kowalskiego w przedwyborczej konwencji ostatniego z nich.

Nie wiem, kto będzie dla tego przyszłego Ku-Klux-Klanu robił w Polsce za Murzyna, ale wiem, że na Zawiszy (Arturze) można - zgodnie zresztą ze staropolskim przysłowiem - polegać.

Jak już coś powie, to nic, tylko cytować i cytować. Więcej u nas takich rycerzy, a nie nadążymy z zakuwaniem łbów.

* * *

Zważywszy na odnotowany spadek oglądalności serialu „Klan" (strata 188 tys. widzów), nadzieje Artura Zawiszy powinny też natchnąć TVP. Która, jeśli zmieni „Klan" w telenowelę „Ku-Klux-Klan", to - kto wie - nowych widzów może pozyska.

* * *

Pewna sieć sklepów spożywczych reklamuje ostatnio w mediach „polski karczek". Tak, polski karczek to od pewnego czasu nasza specjalność. Niejeden taki karczek (przez przeciwników zwany mniej subtelnie: kark) mógłby być odbiorcą owej telenoweli, a i sam chętnie by na pewno wstąpił do rodzimego Ku-Klux-Klanu.

* * *

Piosenkę do serialu mógłby napisać sam Kukiz. Przerabiając na przykład dawne „ZChN zbliża się" na „Ku-Klux-Klan zbliża się". Albo mniej znaną „Gnaj Koniku Kopytniku", też z repertuaru Piersi. Tej by nawet specjalnie nie trzeba było przerabiać, są tam bowiem słowa: „Gnaj koniku biały / przez morza i skały". A chodzi o to, żeby konik gnał do Ameryki (po „złote buciki" między innymi).  

Oczywiście, taką piosenkę śpiewałyby teraz inne, pełniejsze (chwały) Piersi. A już na pewno białe.

Jakkolwiek się stanie, póki polityczny konik Kukiza będzie cwałował, póty wszystko jest możliwe. Nie ulega zresztą kwestii, że on sam Kopytnikiem (robiącym wszystko na jedno kopyto) nie jest.

* * *

Polska kariera nowego znaczenia słowa „dedykowany" (dedykować, dedykowane) - w znaczeniu: przeznaczony dla kogoś, czegoś - postępuje w tempie zawrotnym.

Kiedyś mieliśmy w TVP Koncert Życzeń, a w nim piosenki dedykowane np. „kochanej żonie", a dziś oglądam w tejże TVP transmisję meczu i słyszę, jak Marcin Żewłakow oświadcza z mocą, że na boisko wszedł właśnie zawodnik „dedykowany do brutalnej gry".

Zadedykowałbym Żewłakowowi „Słownik języka polskiego", obawiam się jednak, że byłaby to zbyt brutalna dedykacja dla kogoś, kto tak subtelnie włada polszczyzną.

* * *

Komentator innego meczu (Terek Grozny - Zenit St. Petersburg, liga rosyjska) - na Polsat Sport - wspominając jakieś jeszcze inne spotkanie piłkarskie, mówił niedawno o „sromotnym zwycięstwie".

Zważywszy, że słowo „sromotny" znaczy „wstydliwy" - a zatem, choć rzadko używane, zestawiane bywa na ogół ze słowami „kęska, porażka" - użycie go w tym nowym kontekście trochę zaskakuje. Z drugiej jednak strony, czyż naszemu życiu, zwłaszcza politycznemu, nie dałoby się go przyswoić?

Przecież o wstydliwe zwycięstwo posądzamy dziś innych tak chętnie, jak sami sobie dajemy na wyłączność prawo do honorowej porażki.

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu