piątek, 24 listopada 2017.
Strona główna > Wiadomości > Gałkowski nie wróci

Gałkowski nie wróci

Gałkowski nie wróci
Data publikacji: 2016-01-29 14:02
Ostatnia aktualizacja: 2017-08-09 23:35
Wywietleń: 687 112160

Jacek Gałkowski nie wróci do Teatru Polskiego - zdecydował w piątek szczeciński Sąd Okręgowy. Były wicedyrektor, po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem rozważy złożenie skargi kasacyjnej. 

Sprawa rozpoczęła się w 2012 roku, kiedy Adam Opatowicz, dyrektor Teatru Polskiego, zwolnił Gałkowskiego w trybie natychmiastowym. Ten zwrócił się do sądu pracy, argumentując, że zatrudniony był na podstawie umowy o pracę, a to zobowiązuje pracodawcę do respektowania przedemerytalnego okresu ochronnego. W 2014 roku pierwsza sprawa zakończyła się wyrokiem, nakazującym teatrowi przyjęcie Gałkowskiego z powrotem. Instytucja złożyła apelację, tłumacząc, iż wicedyrektor został na swoje stanowisko powołany i ochronie nie podlegał. Sąd drugiej instancji zarządził ponowne rozpatrzenie sprawy. Historia się powtórzyła: sąd uznał racje Jacka Gałkowskiego, a teatr znów się odwołał. Wczoraj, sędzia Gabriela Horodnicka-Stelmaszczuk zakończyła sprawę: powództwo Gałkowskiego zostało oddalone, a on sam ma zapłacić ponad 6 tys. kosztów sądowych.

W uzasadnieniu, sąd stwierdził, że wbrew wyrokom sądów rejonowych, podstawą zatrudnienia wicedyrektora było powołanie, a nie umowa o pracę, i skoro tak, to można go było odwołać w każdej chwili. Umowy o pracę, które z Gałkowskim zawierano, miały jedynie charakter precyzujący warunki zatrudnienia. Nie został naruszony także przedemerytalny okres ochronny, ponieważ w przypadku osób powołanych, wynosi on 2 lata, a nie 4 jak w przypadku umów o pracę.

Przedstawicieli Teatru Polskiego w chwili ogłaszania wyroku nie było w sądzie. Reprezentująca Jacka Gałkowskiego mecenas Hanna Durka opuściła salę podczas odczytywania uzasadnienia.

- Nie dałam rady tego słuchać - wyjaśniła. - Materiał jest znany od początku, żaden poprzedni sąd nie interpretował go w taki sposób, jak ten. Normą jest zasada, że jeśli zawiera się umowę o pracę - a przecież w tym przypadku ją zawarto - to chroni ona pracownika.

Były wicedyrektor Teatru Polskiego chce poczekać na pisemne uzasadnienie wyroku. Od niego uzależnia złożenie skargi kasacyjnej. ©℗

(kas)

 

Na zdjęciu: Wyrokiem sądu, Jacek Gałkowski nie wróci do Teatru Polskiego

Fot. Robert Stachnik

Komentarze

Obiektywny
Nie łam się Panie Jacku. Za komuny było gorzej i nie pękłeś ( dla dociekliwych "Opozycja przedsierpniowa na Pomorzu Zachodnim"). O take Polske Pan walczyłeś?
2016-01-30 16:03:11
Niech_się_buja
Wydaje się, że pan Jacek G. nie został zatrudniony w Urzędzie Marszałkowskim na umowę o pracę - tylko został powołany na stanowisko dyrektora odrębnej placówki (w tym wypadku - teatru). To dopiero on sprawując funkcję dyrektora teatru mógł zatrudniać pracowników na różnego typu umowy, w tym na umowę o pracę, sam będąc powołanym na stanowisku dyrektora.
2016-01-30 15:43:55
Kruszyna
Jak na tak mało interesujący temat to sporo wiesz Lubinus... Szkoda tylko, że jak zwykle na odwrót. J. Gałkowski ma status pokrzywdzonego w IPN. Sprawdź, a potem pisz takie durnoty to po pierwsze. Po drugie księgarnia była prywatna, a nie " z klucza" - żadnego! Po trzecie - od czego Ty Lubinus jesteś specjalistą? Bo chyba nie od ortografii. Nieznany się pisze razem! A po czwarte i najważniejsze - ten wyrok to skandal !!! Nie łam się Panie Gałkowski. Składaj kasację.
2016-01-30 09:09:24
Lubinus
W sumie mało interesujący temat, Pan Gałkowski to osoba praktycznie nie znana. Od niczego nie był specjalistą , jakiś księgarz nominowany z klucza SLDowskiego marszałka zdaje się po ZMPowskich koligacjach .
2016-01-29 21:40:13
czytelnik
SSR i SSO widocznie sie lubia. Cierpi pracownik. Sedziowie pensyjki dostaja, co tam SN rozpatrzy lub nie.
2016-01-29 20:27:07
Praca
Obrończyni nie może słuchać uzasadnienia, a przedstawicieli drugiej strony nie było na sali. Wychodzi na to, że na sali pozostał śmiech...
2016-01-29 15:36:29

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Pomnik Wdzięczności zaczyna znikać
Tłumy na otwarciu nowego Galaxy
Ulica całkiem inna
Poprzedni Następny