czwartek, 14 grudnia 2017.
Strona główna > Wiadomości > Dzieci lubią misie

Dzieci lubią misie

Dzieci lubią misie
Data publikacji: 2017-06-10 23:36
Ostatnia aktualizacja: 2017-08-10 00:32
Wywietleń: 249 268290
Rysunek dziecka, które od trzech lat mieszka w tymczasowym obozie, jest kolorowy. Nad domem wisi śmigłowiec, wypadają z niego niebieskie ładunki, a w pobliżu stoi mały człowieczek. Obrazeczek wygląda na pierwszy rzut oka naiwnie, nieporadnie, chociaż jest ładny i kolorowy. Dopiero gdy się wie, że jego autorem jest syryjskie dziecko, ta „ładność” i nieporadność nabierają przerażającej treści. Dziecko narysowało to, co w nim tkwi – obraz wojny.

Większość dzieci swoje pierwsze rysunki poświęca mamie, tacie, zwierzętom i przyrodzie. Wśród ulubionych zwierząt często pojawiają się sympatyczne misie, te pluszowe przytulaki z radosnym uśmiechem i wesołymi oczkami. Misie to ulubione zabawki, kochane, przyjazne, ciepłe. Prawie każde dziecko chce mieć takiego misia, pod prawie każdą szerokością geograficzną. Pewnie dlatego szczecinianin Roman Zańko, znany z licznych akcji społeczno-pomocowych, a także podróży autostopem w dalekie zakątki tego świata, postanowił połączyć swoją wakacyjną wyprawę do Libanu z czymś pożytecznym. Pomyślał o dzieciach poszkodowanych przez wojnę w Syrii i o tym, że one także, tak jak ich rówieśnicy z różnych krajów, muszą lubić misie.

A mają one wiele zalet. Po pierwsze, nie są ciężkie, po drugie, nie są twarde i kanciaste, po trzecie, nie są wielkie (poza wyjątkami rzecz jasna), po czwarte zaś, można je bez zbędnych ceregieli zapakować do plecaka albo worka. Przedtem trzeba je jednak zgromadzić. I tak się stało, bo uczniowie dwóch szczecińskich gimnazjów – XVIII i XX, szybko zebrali „górę misiów”. Do tej góry swoje misie dorzucili jeszcze znajomi Romana i w sumie zebrało się ich 250 sztuk. Różnokolorowe, mniejsze i trochę większe, puchate i mniej puchate, ale wszystkie sympatyczne i podarowane z serca.

Szczeciński podróżnik – który nie lubi tego określenia, bo o wiele bardziej pasuje mu… włóczęga, która jego zdaniem zdecydowanie bardziej oddaje sens jego długich wypraw do różnych krajów – zapakował misie do plecaka i dwóch dużych worków. A potem, tak jak zawsze, stanął przy trasie wylotowej z miasta, by pojechać tym razem do dalekiego Libanu. Z misiami dla dzieci.

Cały artykuł w „Kurierze Szczecińskim”, e-wydaniu i wydaniu cyfrowym z 9 czerwca 2017 r.

Marek Osajda

Fot. arch.

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Czytaj także

Dzieci wojny

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Czego szczecinianie życzą na nowy rok
Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje