sobota, 16 grudnia 2017.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Stefan Żywotko - trener 70-lecia w Arkonii

Piłka nożna. Stefan Żywotko - trener 70-lecia w Arkonii

Piłka nożna. Stefan Żywotko - trener 70-lecia w Arkonii
Data publikacji: 2016-05-09 10:29
Ostatnia aktualizacja: 2016-05-11 22:45
Wywietleń: 1200 132793

W tym roku Arkonia Szczecin obchodzi okrągły jubileusz 70-lecia istnienia. Uroczyste obchody zaplanowano w dniach 12-15 maja. Przewidziano wiele atrakcyjnych imprez sportowych i rekreacyjnych. Patronat medialny objął „Kurier Szczeciński”.

Arkonia to najstarsze stowarzyszenie sportowe działające w Szczecinie i jedno ze starszych w województwie. Dziś prezentujemy sylwetkę najwybitniejszego trenera nie tylko w dziejach Arkonii, ale również całego piłkarstwa na Pomorzu Zachodnim.

Jeżeli jest w Szczecinie osoba, której miejscowy futbol zawdzięcza najwięcej, to na pewno Stefan Żywotko bije resztę stawki na głowę. Trenerskie sukcesy osiągał nie tylko w grodzie Gryfa. Świetnie pamiętają go w Gdyni, Poznaniu, ale najlepiej chyba w Algierii, gdzie tytułów miał bez liku.

Stefan Żywotko jest rodowitym lwowiakiem. O rok starszy od Kazimierza Górskiego, którego po raz pierwszy spotkał dopiero w roku 1944. Obaj trafili wówczas do Spartaka Lwów.

– Wcześniej nie było okazji się spotkać, choć byliśmy prawie rówieśnikami – wspomina Stefan Żywotko. – Pochodziliśmy z różnych dzielnic i graliśmy w innych drużynach.

Jazda na koń

Gdy wojna się kończyła, Stefan Żywotko trafił do wojska. Dostał powołanie do jednostki kawaleryjskiej w Hrubieszowie.

– Był wrzesień 1944 roku, a ja o koniach nie miałem zielonego pojęcia. Bałem się ich – wspomina S. Żywotko. – Gdybym nie pojechał do Hrubieszowa, to znalazłbym się pewnie pod Warszawą, razem z Kazikiem Górskim i wtedy z całą pewnością moje losy inaczej by się potoczyły.

Wojna zaprowadziła Stefana Żywotkę do Koszalina, następnie do Gryfic. Zdemobilizowani żołnierze rozgrywali mecze, stroje szyli z flag niemieckich, grali w kaloszach lub oficerkach. Stefan Żywotko spotkał znajomego ze Lwowa, który ściągnął go do Szczecina.

– Pracowałem w przetwórni mięsa, mieszkałem z rodziną niemiecką – wspomina pan Stefan. – Pomagałem im, przypominali mi rodziców, nie było między nami nienawiści. Byli wystraszeni i niepewni jutra.

Być może Stefan Żywotko nie wróciłby do wielkiego futbolu, gdyby dwukrotnie na swojej drodze nie spotkał Bronisława Skobla – późniejszego prezesa Pogoni. W powojennym Szczecinie futbol był w powijakach, organizowano mecze na zasadzie łapanki.

Z Czyżewskim do ekstraklasy

Stefan Żywotko zauważył, że bez regularnych treningów i tylko okazjonalnymi meczami nie osiągnie się sukcesów. Postanowił ściągnąć do Szczecina Zygmunta Czyżewskiego. Sam był jego asystentem, a obaj po raz pierwszy wprowadzili szczeciński klub do ekstraklasy.

– Ówczesna Gwardia grała wśród najlepszych tylko jeden rok – wspomina Stefan Żywotko. – Nie byliśmy organizacyjnie przygotowani na walkę o najwyższe cele. W całym sezonie wygraliśmy tylko jeden mecz i spadliśmy.

Stefan Żywotko nie tracił zapału. W roku 1952 ukończył kurs trenerski w Warszawie. Wśród absolwentów byli między innymi: Kazimierz Górski i Marian Suchogórski – w latach 50. piłkarz Gwardii, a potem między innymi trener Pogoni.

– Nasza trójka należała do prymusów – wspomina S. Żywotko.

Trenerzy, którzy ukończyli kurs w roku 1952 potem przez wiele lat odgrywali kluczowe role w klubach ekstraklasy. Wśród absolwentów było mnóstwo lwowiaków.

– W naszej 14-osobowej grupie naliczyłem ich aż dziesięciu – zaznacza nasz rozmówca.

Derby coraz pikantniejsze

Lata 50. to coraz częstsze konfrontacje Arkonii z Pogonią. W roku 1956 do II ligi awansowała Arkonia, a druga była Pogoń. Obie drużyny łącznie w 40 meczach zdobyły ponad 170 goli. Dwa lata później oba kluby rywalizowały już o wejście do najwyższej klasy rozgrywkowej. Lepsza była Pogoń, a Arkonia rozgrywki zakończyła na czwartym miejscu.

Stefan Żywotko wprowadził Arkonię do ekstraklasy w roku 1960 – niemal 10 lat po pierwszym awansie, kiedy był jeszcze drugim trenerem. Rywalizacja była coraz bardziej zacięta. W sezonie 1962/63 oba szczecińskie kluby spotkały się w ekstraklasie.

– Na derbowe mecze przychodziły tłumy – wspomina Stefan Żywotko. – Pamiętam, że gdy spotkania rozgrywane były przy ul. Twardowskiego, to małą trybunę zajmowali kibice Arkonii. Byli spokojniejsi, starsi, bardziej wyważeni. Ci z Pogoni kibicowali bardziej żywiołowo. Żadnych kordonów milicyjnych oddzielających fanów obu ekip nie było. Nikt wtedy nie myślał o żadnych rozróbach.

Z Arkonii do Pogoni

Arkonia w roku 1963 pod wodzą trenera Żywotki zajęła szóste miejsce – przed Legią, Wisłą, ŁKS, Lechią i Lechem. Po roku była już ostatnia.

– Atmosfera w Arkonii była coraz gorsza – wspomina S. Żywotko. – Wciąż byli tam utalentowani piłkarze, jak: Szaryński, Waliłko, Mańko, Mikulski, drużyna juniorów została mistrzem Polski, ale w klubie coraz większy wpływ mieli działacze z przemysłu stoczniowego.

Arkonia spadła do drugiej ligi, a następnie do trzeciej i wtedy znów na drodze Stefana Żywotki stanął Bronisław Skobel, wtedy prezes Pogoni.

– Pogoń w roku 1965 spadła do II ligi, była rozbita i potrzebowała trenera – mówi S. Żywotko. – Początkowo byłem niechętny pracy w Pogoni. Przecież przez tyle lat rywalizowałem z nią, ale uznałem, że to przecież szczeciński klub i należy spróbować.

Hat trick juniora

W pierwszym meczu w II lidze Pogoń przegrała w Krakowie z Hutnikiem 0:2. Trener Żywotko już wtedy wiedział, że trzeba odważniej postawić na młodzież. Ściągnął z turnieju o mistrzostwo Polski juniorów Zenona Kasztelana, a ten w debiucie zdobył trzy gole. Potem do drużyny wchodziło wielu innych młodych, obiecujących piłkarzy.

– Mikulski i Mańko przyszli z Arkonii – wylicza S. Żywotko. – Kasztelan, Malinowski, Jatczak i Rynkiewicz byli wychowankami, Boguszewicz, Czubak i Justek trafili ze Słupska, a Wojciechowski i Jakóbczak ze Śląska.

Trener Żywotko zbudował kapitalną drużynę. W roku 1968 zajęła 6. miejsce – najwyższe w historii (miała tyle samo punktów, co czwarta Polonia Bytom). Przed nią plasowały się tylko kluby śląskie i Legia. Przez całą następną dekadę Pogoń budowała swoją siłę w oparciu o tych piłkarzy.

W roku 1970 zajęła czwarte miejsce, a w ekstraklasie grała nieprzerwanie przez 13 lat – najdłużej w historii. Trener Żywotko pracował nieprzerwanie jako pierwszy trener przez 4,5 roku – też najdłużej w historii klubu. Potem wrócił na dwa lata do Arkonii.

– W tym klubie nie było już determinacji, parcia na sukces. Dominowała przeciętność, a mnie praca w takich warunkach nie interesowała – wyjaśnia nasz rozmówca.

Prezes się pomylił

Następnie wyruszył w Polskę. Przez trzy sezony pracował w Warcie Poznań i pewnie osiągnąłby z tym klubem sukces, gdyby prezes nie wygłupił się i nie podsunął trenerowi kartki ze składem na następny mecz.

– Dla mnie to oznaczało koniec współpracy – mówi S. Żywotko. – Później, po latach ten sam prezes przepraszał mnie i przyznawał, że popełnił wielki błąd.

W roku 1975 trener wyjechał do Gdyni. Miejscowa Arka spadła do drugiej ligi i trzeba było ją „reanimować”.

– W klubie miałem utalentowanego 20-latka. Janusz Kupcewicz się nazywał. Jego ojciec, z którym przed laty grałem w piłkę, szukał mu klubu. Kupcewicza chciał Górnik, a ja miałem już dość tej przepychanki. Powiedziałem, żeby się zdecydował. Wybrał Arkę i stąd trafił do reprezentacji, był na mistrzostwach świata i wywalczył z reprezentacją trzecie miejsce.

Największe sukcesy trenerskie odnotował jednak w Algierii. Wyjechał tam w roku 1977, a rok wcześniej miał jechać z Kazimierzem Górskim do Kuwejtu.


– Wszystko było załatwione, ale po igrzyskach w Montrealu prezes PZPN Marian Ryba tak się zdenerwował przegranym finałem z NRD, że odmówił wyjazdu Górskiemu i mnie.

Przybył z dalekiego kraju

Minął rok, a Stefan Żywotko wylądował w Algierii – niemal w przeddzień świąt Bożego Narodzenia, nie znając języka, kultury i obyczajów. To właśnie dzięki polskiemu trenerowi futbol w Algierii święcił w latach 80. największe sukcesy – klubowe i reprezentacyjne.

Z klubem Kabylie JS był siedem razy mistrzem kraju i dwa razy wygrywał z nim Puchar Mistrzów Afryki. Od prezydenta kraju otrzymał najwyższe odznaczenie państwowe. Pewnie zostałby dłużej niż 13 lat, gdyby nie napięta sytuacja w kraju.

W latach 80. Algieria dwukrotnie grała w finałach mistrzostw świata. W roku 1982 pokonała RFN 2:1, ale z grupy nie wyszła.

– Przestrzegałem ich, żeby nastawili się na mecz z Austrią – wspomina S. Żywotko. – Oni zagrali mecz życia z Niemcami, ale z Austrią już przegrali. ©℗ Wojciech Parada

Komentarze

Rudi
Bedzie obchodzony jubileusz 70-lecia klubu,wspomina sie dobre czasy Arkonii,natomiast nikomu nie przyszlo do glowy,jak poprawic los tak zasluzonego klubu dla Szczecina.Kilku wspanialych pilkarzy jak Pytlik,Ptok,Lukoszek i inni zapisali sie na stale w historii klubu.Arkonia gra w V lidze bez widokow na poprawe swojej pozycji.I znowu zawiedli dzialacze a zrobic moznaby duzo..Zwykla obojetnosc i brak zaangazowania.Klub bez wsparcia wiodocej instytucji
2016-05-11 22:22:43
guciu
Świetne musiały być to czasy i piękne kopanej piłki, znam tylko z opowiadań i z opisów to była gra niewielu już pozostało bohaterów.
2016-05-09 18:44:34
Gratuluje i pamietam
Pamietam Panie Stefanie jak w tej Arce zawsze mnie Pan tam pouczal ze jak ktos w nocy puka do drzwi to sie obracam na drugi bok i spie dalej a inni to….wiec staraj sie byc porzadnym czlowiekiem i tez sie obracac.. Wiec sie staralem..Niby trenerem tam w tej Arce..no to to jakos sie do tego nie nadawalem choc widzialem tam gorszych odemnie….Bylem wiec jak mi sie do dzis wydaje porzadnym oprocz tego wtedy w tej Bulgarii ..No jak drzwi od pokoju w Hotelu zostawjlismy otwarte w Sofii i jak Pan pewnie pamieta to do pokoju bez pukania wtargnal as podchmielony i to o 2 w nocy.. Nie wiem czy Pan to rowniez jeszcze pamieta bo sie Pan obrocil wlasnie na drugi bok..Co dalej nie pisze bo nie wypada ..Ale sobie rade dalem prawda? Arka z nami awansowala do ekstraklasy na 50-lecie Gdyni wiec nawet ja bylem przez pania 1 Sekretarz zapraszany ale kuzwa brzydkiego slowa w odpowiedzi za zaszczyt uzylem wiec jak Pan pamieta mnie ku mojej radosci wtedy wyje**** z tej Arki.Tu gdzie mieszkam wazne jest slowo:LAGOM co oznacza tak w sam raz ani za duzo ani za malo..Ja wtedy tego nie wiedzialem ..
2016-05-09 13:18:04
Kibic Arkonii
Tak to byly czasy.. Arkonia miala graczy i zawsze z Pogonia wygrywała
2016-05-09 12:59:16

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Czego szczecinianie życzą na nowy rok
Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

Hannę Orską