sobota, 16 grudnia 2017.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Najlepsze transfery są z własnej Akademii

Piłka nożna. Najlepsze transfery są z własnej Akademii

Piłka nożna. Najlepsze transfery są z własnej Akademii
Data publikacji: 2017-08-11 20:05
Wywietleń: 1807 288026

Środowa wygrana Pogoni z Lechem nie tylko zapewniła drużynie awans do następnej rundy Pucharu Polski. To był mecz, który pokazał, że wychowankowie nie muszą być w drużynie wiecznymi rezerwowymi i czekać na kontuzję lub kartki piłkarzy bardziej doświadczonych.

Właśnie wychowankowie: Dawid Kort i Jakub Piotrowski mieli największy wkład w zwycięstwo drużyny. To oni spowodowali, że środek pomocy w porównaniu z meczem sprzed czterech dni zmienił się w 66 procentach. To wystarczyło, żeby gra drużyny uległa całkowitej odmianie.

Obaj są jaskrawym przykładem na to, że droga wychowanków do pierwszej jedenastki nie jest jednak usłana różami. Obaj jeszcze pół roku temu znajdowali się w głębokich rezerwach. Piotrowski został wypożyczony, a Kort chciał odejść.

Również w pierwszych czterech meczach obecnego sezonu trener Skorża stawiał raczej na innych piłkarzy. Okazało się, że ma w drużynie piłkarzy, dzięki którym gra drużyny może wyglądać zdecydowanie lepiej i są to piłkarze występujący w centralnych miejscach boiska.

Pogoń w zimowym okienku transferowym wykupiła z Dynamo Tbilisi Mate Cincadze i zapłaciła za niego 100 tys. euro, latem podpisała trzyletni kontrakt z Tomaszem Hołotą i przedłużyła umowę z Rafałem Murawskim. Szukała piłkarzy na pozycję defensywnego pomocnika, a okazało się, że najlepszego z nich – Piotrowskiego – miała pod ręką już od jakiegoś czasu.

Jesienią ubiegłego roku w roli ofensywnego pomocnika występował Takafumi Akahoshi po czym pozwolono mu odejść przed upływem umowy. Nie spełniał oczekiwań już od dłuższego czasu, ale wciąż liczono, że powróci do formy z sezonu 2013/14, kiedy był w ekstraklasie królem asyst. W tym czasie, gdy Japończyk kończył swoją przygodę z Pogonią, to Kort nie podnosił się z ławki rezerwowych.

Kort i Piotrowski dziś wyglądają na piłkarzy, na których ma się opierać gra portowców, ale jeszcze kilka dni temu tak to nie wyglądało. To nie są jedyni piłkarze w pierwszej drużynie, którzy do szerokiej kadry przebijali się z zespołu juniorów i rezerw, a którzy gotowi są do dużych wyzwań.

Pod koniec sezonu zasadniczego szansę gry w wyjściowej jedenastce otrzymał Marcin Listkowski i świetnie ją wykorzystał. To on wespół z Kortem doprowadził do trzech wygranych z rzędu: z Arką, Ruchem i Lechią i dzięki temu drużyna znalazła się w pierwszej ósemce. Dziś pozycja tego piłkarza jest słabsza, ale to wciąż jeden z najbardziej utalentowanych i najlepiej rokujących piłkarzy z rocznika 1998 w całym kraju.

Na szanse w większym wymiarze czasowym czeka też rówieśnik Listkowskiego, Sebastian Kowalczyk. Ci, którzy wymagają więcej od Listkowskiego, powinni wiedzieć, że nawet Robert Lewandowski w wieku 19 lat nie strzelał jeszcze goli w ekstraklasie, a w wieku 18 lat został odesłany z Legii Warszawa, bo nie prezentował zadowalającej formy.

Młodego piłkarza nie wolno oceniać przez pryzmat dotychczasowych dokonań, które w młodym wieku nie mogą być imponujące. Młodych piłkarzy powinno oceniać się przez pryzmat talentu, możliwości i perspektyw, a te rysują się w kolorowych barwach nie tylko przed Kortem i Piotrowskim, ale też Listkowskim, Kowalczykiem i Walukiewiczem.

Ostatnie występy Piotrowskiego i Korta pokazują też, że najlepszym transferem mogą okazać się piłkarze wychowani w akademii. ©℗ (par)

Fot. R. Pakieser

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Czego szczecinianie życzą na nowy rok
Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

Hannę Orską